***
mam jeszcze jedna historyjke do opowiedzenia.
musze szybko- bo za chwile zrobi sie zupelnie nieaktualna.
musze szybko- bo za chwile zrobi sie zupelnie nieaktualna.
w zamierzchlych czasach, gdy nie prowadzilam bloga
(w zwiaku z czym nie posiadam odpowiedniej dokumentacji foto),
czyli jakies dwa miesiace temu, nastaly w bawarii straszne mrozy.
(w zwiaku z czym nie posiadam odpowiedniej dokumentacji foto),
czyli jakies dwa miesiace temu, nastaly w bawarii straszne mrozy.
zimno bylo tak, ze zamarzal przez przypadek wystawiony za okno paluszek, nie mowiac
o powszechnie uznanej ocenie temperatury przez plucie.
o powszechnie uznanej ocenie temperatury przez plucie.
lilkowy, ktory w dziecinstwie byl zapalonym ornitologiem, rozczulil sie bardzo nad ptasia dola i postawil im taka, bardzo obficie zaopatrzona stolowke:
a ptaszki? owszem , zawitaly do nas, raczyly sie raczyc zaoferowanym menu
(oto dowody, pticy na uczynku nie przylapalam)
(oto dowody, pticy na uczynku nie przylapalam)
ale dopiero, gdy temperatura na zewnatrz osignela calkiem przyzwoite 5 stopni w plusie.
(lilka oczywiscie sprawdzala stan stolowki co dnia)
co one, przy kominkach sie grzaly?
***
a dzis rano obudzil mnie doszczowo pochmurny poranek.
Temperatura rowniez spadla do przyzwoitych 4 stopni celsjusza.
Juhuuuuuu!!!
pedze do robociska!!!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz