piątek, 19 kwietnia 2013

19.04

"Widomym objawem i potwierdzeniem tej sytuacji było zatknięcie przez żydowskich powstańców nad betonowym, mocnym domem biało-czerwonej flagi obok żydowskiej, biało-niebieskiej - mówił zdecydowanie Stroop. - Te flagi były wezwaniem do walki przeciw nam. Przy niebezpiecznej akcji ich zrywania poległ 22 kwietnia znany mi osobiście podporucznik kawalerii SS Otto Dehmke. Miał w ręku granat, który eksplodował na skutek obstrzału nieprzyjacielskiego.
...

- Po co pan tego biedaka Ottona Dehmke pchał na betonowe szczyty, a nie na kobyłę. Niechby sobie te flagi dyndały do czasu ostatecznego spalenia getta.
- Pan zwariował, Herr Schieike! - ryknął Stroop. - Pan nic nie rozumie. Sprawa flag miała doniosłe znaczenie polityczne i moralne. Przypominała setkom tysięcy ludzi o sprawie polskiej, inspirowała ich i podniecała. Integrowała ludność Generalnej Guberni - a szczególnie Żydów i Polaków. Sztandary i kolory narodowe są takim samym instrumentem walki jak szybkostrzelne działo, jak tysiące takich dział. Rozumieliśmy to wszyscy... Reichsfuhrer [Heinrich Himmler] krzyczał w telefon: "Słuchaj, Stroop. Musisz za każdą cenę zdjąć obie flagi!" A pan, Herr Schieike, takie głupstwa mi opowiada!"

fragmenty książki ''Rozmowy z katem'' Kazimierza Moczarskiego 


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Profesor?

Wiem, że to tylko profesor od loda  ale tutaj - chodziaz wydaje sie to niemozliwe - przechodzi nawet samego siebie.






ps. eee,  Panie "Profesorze", a czy produkcja łysych grubasow jak Pan, jest moralna?

 ***
ps. O żesz, to nie koniec niespodzianek. Pan Profesor wiersze pisze!!!

Jan Hartman

Za co kochamy Karola Marksa?


Z okazji 130 rocznicy śmierci Karola Marksa (14 marca) mały wierszyk dla fanów i nie tylko :)

niedziela, 24 lutego 2013

o nartach turowych - lilkowy wpis poradnikowy.

Po porannych  celebracjach,
Łóżku wymoszczeniu,
życiodajnym, aromatycznym napojem (zaserwowanym przez lilkowego; a jakze do pieleszy) 
ostatniej szarej komórki wybudzeniu

stwierdzam ze - już czas.

Kontrola pogody - usprawiedliwiła moje lenistwo poranne- minus 16 stopni, brr,
warto było czekać do (prawie)południa :)

i chociaż  myk- myk wyprzedzają mnie autochtoni -
wytupałam całą górkę, w czasie zdecydowanie lepszym niz ostatnio.
ku dobremu idzie (choc wciąż daleko do choćby cienia przyzwoitosci :))

***

o nartach turowych slow kilka napisać obiecalam.

środa, 13 lutego 2013

Nunc dimittis


Ich habe genug.   
Już wystarczy.




ps.ta "gromniczna" kantata brzmiała mi w uszach, gdy spoglądałam 
na ostatnią publicznie celebrowaną mszę przez obecnego papieża,
dziś, w Środę Popielcową.


niedziela, 10 lutego 2013

odpowiednia pogoda (juhuuuu!)

Tutejsza aura jak kobieta zmienna. I jak kobieta nie zawodzi.
Zmieni sie wtedy- kiedy tego najmniej oczekujesz.
Tym razem jednak wykonała salto, w ta jak najbardziej wlasciwa stronę.

Jeszcze przedwczoraj, spogladajac na niebo, zastanawiałam się,
na ile sposobów moze się wyrazić czarno- szarosc na nieboskłonie.
za białego dnia.

a tak bylo dzisiaj.



 



sobota, 9 lutego 2013

odpowiednia pogoda na kwartet

Sa kraje, gdzie rozmowy toczą sie wokol pasjonujących tematow
np  wyższości mgły nad mżawką.
albo lata (czytaj: 15 stopni Celsjusza + mgła/mżawka)
nad zimą (czytaj: 5 stopni Celsjusza + mgła/mżawka)
(byłam , bylam pod holenderską granicą----
wspomnienia tych zimowo - letnich klimatów wciaz mnie prześladują:)).

Tutaj aura niczym kryminał, gwarantuje całą gamę nastrojów
oraz (a zwłaszcza) niespodziewanych zwrotów akcji.

Wspomniałam o 15 stopniowym ociepleniu? To było w zeszła środę.
W piątek trudy tygodnia nagrodzono widowiskiem, iluminacją,
widnokrąg (widno-półkrąg?) Alp podświetlonych
złocieniami, czerwieniami wartymi każdej fototapety.
(spektakl niestety skonczył się nim dojechałam do dom;
wiem juz teraz, nie znam dnia ani godziny, pstrykawke jakaś trzeba zawsze miec przy sobie;
moze czas wymienic moja komorke?;))

Za tą orgie widoków, przyszło jednak  zapłacić.

Schować się, zapaść się pod ziemie, byc małym zwierzątkiem,
mysz pod podłogą, jeż pod stertą liści,
a najlepiej nie być wcale. 
Złowieszczy - Föhn- czyli alpejski halny-
i przewalające się czarne zwały chmur i myśli.

Weekend i cały tydzień były tylko na niby.

Ciemnosc, pustka, szarosc  i wichura -  
z tym wszystkim doskonale współbrzmiały kwartety smyczkowe:











niedziela, 27 stycznia 2013

zimowy weekend

 Kto tego nie zna? 6:30- chwila paniki i wielka ulga, rozpływająca się rozkosznie po ciele i nie calkiem przebudzonym umyśle swiadomosc, ze to przeciez sobota. Można jeszcze wtopić się w miękkości, dośnić w spokoju niedośnite:). Delektować się kawą (z mozartowym serduszkiem) serwowaną przez lilkowego do łóżka (lilkowy zawsze wstaje o piątej nooo, szóstej; dziwak:)). Słodkie, sobotnie lenistwo. Słonce wpada przez drzwi tarasu (salonik na okazje weekendu grzejemy; w tygodniu gdy ja wracam o 18.00 a lilkowy ostatnio nawet o 21:30 - znów jakiś bardzo pilny projekt- króluje oszczędność), wyciągam się na sofie.
Przycisk i krótkie brrrum produkujące rozkoszny  napój. Nic nie robić; wchłaniać kolejna kawę.
Przerzucać bezmyślnie kanały telewizji (telewizja? niemal zapomniałam co to jest)

hej, hej- zbyt ładnie jest - kołacze resztka  będącej  w zaniku siły woli,
Lilkowy pasuje, zgłasza swoja gotowość na niedzielę, co działa niezbyt  motywująco.
ale jednak - zwlekłam się.

Nie tylko silna wola, ale i moja kondycja jest w zaniku. Szóstka  wycofać się nie zechciała  (bezczelna),
dźwigam wiec 8 kilogramowy naddatek ciałka kochanego. .
ale turlam się  powolutku. jakoś idzie :)
i jest bajkowo





środa, 23 stycznia 2013

za oknem zimno, w domu zimno.
nasze skromne życie przeniosło się w wyższe sfery.
czyli - w pogoni za ciepłem - na piętro :)  z widokiem.
krótko mówiąc-  zimaaaa w pełnej krasie. 


Kilka fotek z niedzielnych nart.



***

czy w międzyczasie coś się działo?  podobno mijały jakieś dni, tygodnie, miesiące..
(tak, zdarzyło się trochę drobiazgów, o których tu nie wspomniałam, ale jakie to ma znaczenie?)
Chwilami czuje się, jakbym żyła w ciaglej teraźniejszsci. Poza czasem.

Tak jakby życie toczyło się  tylko tu, w zimowych górach*,
Ma to wszystko w sobie coś nierealnego i nie jest mi z tym odczuciem źle...:)
Gdzieś tam dzieje się coś - a ja wracam tutaj.
Jakby nie istniał czas.


* malo jest tak magicznych miejsc, jak góry zima.
letnie góry sa tylko ich namiastka.



piątek, 18 stycznia 2013

Babska Wigilia


"Dni, między Nowym Rokiem a Trzema Królami dlatego były nazwane"szczodrymi", że bogatsi obdarowywali biedniejszych."

Ale, na Ukrainie to dzisiaj obchodzi sie Szczodryj Wieczier,
czyli  Babską Wigilię (koniecznie kliknac)*.
Przygotowuje się postną wieczerzę, skromniejszą niż wigilijna, po której powinno nastąpić śpiewanie szczedriwek, pieśni mających zapewnić urodzaj i dostatek w rozpoczynającym się roku.

Tak czy tak, każdy pretekst do świętowania jest dobry,
a zwłaszcza do posłuchania szczedriwek (zakochałam się w tym słowie).
A  w szczedrywkach (to przeciez oczywiste) 

zwłaszcza gdy za oknem śnieżno- mroźno :) 




poniedziałek, 14 stycznia 2013

Hej Koleda!


Klikając - świąteczno -noworocznie  w blogi trafilam na uroczy opis  zwyczajow z tym czasem czarownym zwiazanych. I az mi serce z radosci zakoziołkowało.
Owies, owies na Nowy Rok!

toż- to, jakeśmy na Nowy Rok "po kolędzie" po znajomych - po odspiewaniu "Nowy Rok bieży"
nastepowało obowiązkowe:

Nowy rocek nastał, będęć owsem szastał,
od kątka, do kątka, po małych dzieciątkach
w każdym kątku po dzieciątku, a na piecu proch
zeby Wam się rodziła pszenicka i groch
w komorze, w oborze, na każdym kroku
daj Boże! 

anim się zastanawiała dlaczego.
Tak się mówiło i już, nawet jeśli nie zawsze owies do sypania pod ręką.

Ten Czas, czas zaczarowany trwa  do Matki Boskiej Gromnicznej (i ani dnia krócej!) .
Czas kolęd, odwiedzin "po kolędzie".

Co rok - zadziwia mnie, urok polskich kolęd, zaskakuje różnorodność.

Nie wiem, czy jest jakis kraj, który moze z nami w tym względzie konkurować.
Ukraina moze?



No ale skoro Swieta - to nie mozna nie wspomnieć "Oratorium na Boze Narodzenie".
Bach jest wielki, największy a i  "Weihnachtsoratorium" sluchac nalezy - z okazji lub bez.
Ale tylko wyjątkowo z okazji  Bożego Narodzenia:)
Akceptujemy "Gotuj się Syjonie" jako piesn adwentowa,  oczekiwanie - moze byc wzniosłe - a i tęskne przy okazji (bo piękna i poetycka jest ta oratoryjna kantata),
ale dzwony to se moga dzwonic - na Wielkanoc.
"W Dzień Bożego Narodzenia" maja ptaszki w gore podlatywać, Aniołowie (lub Zosia:)) spiewac hejże-hejże- hoc-hoc, pasterze grac na multaneczkach




Panna Najświętsza Synaczka swego najmilszego uprzejmie śpiewając lulac.





W domu mym rodzinnym - kolęduje sie, może nie ze zbyt wielkim talentem,
ale tym większym zacięciem. :)

Wiele kolęd, a raczej pastorałek,  śpiewanych  -  jest malo znanych, a ze tak jest w rzeczywistosci, przekonuje się, z trudem odnajdując je na jutubkach,  w wersjach li tylko amatorskich a do tego często - nie na wlasciwa melodie, A bywa  ze  nie odnajduje ich nawet w wikibooku spisie!

O tych mniej znanych a śpiewanych u nas postaram się - juz wkrótce.
Póki Swiateczny Czas!

Ps.
Zeszłej niedzieli, w we mgle zacinającej zmrożonym deszczo- lodem, przy wietrze, przy którym wylaczyli wyciągi narciarskie, wytarbanilismy się na gorke (po to by z niej zjechać :))).
Niezbyt godna chwaly to górka, ale na pierwszy raz i na te niepiękne okoliczności przyrody- zaliczamy:)
Dzis z kolei- odkurzyłam deskę. W dole mgla, a -nad chmurami- gór marzenie.
Zaluje ze aparatu nie miałam, bo ładowarka w Polsce się zapomniała.





niedziela, 6 stycznia 2013

Na ten Nowy Rok!

hej, minęły ci, jak z bata strzelił te Swięta i nagle, zupelnie niespodziewanie mamy rok zupełnie  nowiutki, ciepły jescze, różowiutki. Wszystko oczywiście bedzie lepiej i inaczej no i wogóle. Bedziem coraz mlodsi i piekniejsi, no...w kazdym razie mądrzejsi.

W barbarzynskim kraju, w ktorym mieszkam Swiąta kończą się dziś.
Dziś znikają spod okien i z kominow brzuchate krasnalo-mikołaje, gasną lampki,  wyrzucane zostaja smetne szkielety jodelek.
Temu wyjątkowo aspołecznemu zachowaniu mówimy stanowcze nie. *
Swieta trwają własnie w najlepsze, i tak ma byc przez kolejnych 26 dni.

Ponieważ kołowrotek czasowy zakręcić już nie raz zdazyl, donoszę tylko, ze  w tym wszystkim - zdazylismi juz wrócić z krainy hejze hejze hoc hoc




do krainy piekielnego węża**



Do krainy Dzieciątko sie narodziło hej nam hej wybrałam sie z wiaderkiem pierniczkowych gwiazdek, serduszek reniferow i choinek  które to pierniczkowatosci spotkał zaszczyt (a cel wiaderkowych zapasow byl raczej konsumpcyjny),  uświetniania choinki (wlasnoogrodkowa, siegala pod sufit, a może jeszcze dalej :)). Choinka oczywiście- wspaniała, pstrokato, bogato ze zlotymi papierkami, czokoladkami (piernikami!) slowem, wszystko co sie wygrzebac dalo swoje miejscsne utulonie wsrod galazek swierka odnalazlo.

Pod galazkami choinki znalazlam prezenty, a pod postem poprzednim-
wspaniale życzenia:)

Spoznienie, ale szczerze, dziekuje!

Arkr za życzenia, piekne rymowane
przyjm podziękowanie, niech Ci bedzie dane
szczescie w Nowym Roku
na kazdziutkim kroku,
hej koleda, koleda!

Wszystkim Wam tu zycze, z serca calego
bez konca radosci, wszego najlepszego
tego niezwyklego
Roku Trzynastego
hej koleda, koleda!

....
no i coby Wam  gazdzina, przy piecu nie schudla!





*
w drodze wyjatku - mikolajom mozna darowac, wisza biedaki juz od miesiaca.

**
ta kantate Bach (lub jego chlebodawca) przewidział na drugi dzień Swiat Bożego Narodzenia.
"Höllische Schlange wird dir nicht bange" (piekielny  wężu, czy ci nie strach?), co brzmi po niemiecku co najmniej tak zabawnie jak po polsku, a gdy wezmie sie pod uwage, ze "bange"- to strach w dosc bardzo potocznym znaczeniu, takie trzesienie portkami, to oczywiste, ze (nawet) kazdy Niemiec usmiecha sie mimo woli. Wiec dlaczegożby i Bach nie mialby sie usmiac, twarzac ta  wyjatkowo piekielna kolede :) .