sobota, 26 maja 2012

... a polska pieśń uczyni tak, że każdy skakać spieszy...
(G.P. Telemann)




w  Moskwie do Mazurka Scriabina -
przesliczny, bajkowy  taniec elfa.




a w Wiedniu Onegin z Lenskim zaraz sie pobija o Tatiane
ale nim Onegin zabije Lenskiego - mazurkuja
przy dobrze schlodzonej  wodce z kawiorem :)




w Nikaragui tak po prostu - skacza
zdumiewa mnie to - Ameryka poludniowa -
 a tutaj klisza polskiej zabawy wiejskiej

 



czasami jednak warto oprzec sie  piesni polskiej, 
i nie skakac :)
(koniecznie posluchac:))) 



Wlosi to jednak nasi.  Od zawsze to wiedzialam.
Tu tez wesolo mazurkuja. :)



A Delibes myli Mazura z Mazurkiem...
eh ci Francuzi, na niczym sie nie znaja :)
ale nawet przy Mazurze - mozna przeciez poskakac.





środa, 23 maja 2012

sasiedzi

Slucham mazurkow.
a miedzy mazurkami - zajmuje sie podgladactwem. :)

u sasiadow byl gosc
















gosc w dom, Bog w dom. herbatke wypic,
aktualnych plotek posluchac
ale nie ma to jak we dwoje.... :)




 willa sasiadow w majowej okazalosci




na trawniku dwa kosy (albo szpaki) tak zaciekle bily sie ze omal na mnie wpadly (najwidoczniej to duze cos nie jest warte uwagi).  pani kosowa najspokojniej sobie w  cos tam skubala, nawet spojrzec nie raczyla.ale wiecej niz metr od pola walki sie nie oddalala  :)
niestety - aparatu nie bylo nad podoredziu.


szczesliwy zwyciezca - tupta sobie z wybranka
 

waleczny i bardzo kolorowy 
(a myslalam, ze kosy sa po prostu czarne;
co najwyzej, ze kubraczki w kropeczki nosza)

  
a moze to nie kos, tylko szpak?
(ps. lilkowy, potwierdzil - to szpak)

bardzo cos zielony wpis sie zrobil, wiec jeszcze

 niedzielny spacer wiosenny




poniedziałek, 21 maja 2012

wciaz zakrecona mazurkami:)

i wcale nie wyglada na to, zeby mi mialo szybko przejsc.. :)


tak, to olsnienie, Panie Profesorze. 
ta muzyka - przejmuje, do szpiku kosci.
zaprzega nieczyste sily by zaklac swiat. 


jak musiala brzmiec KIEDYS, gdy granica miedzy swiatem realnym -
a swiatem duchow byla plynna... a moze jej nie bylo


gapaja. przegapila poprzednie edycje festiwalu...
wszystkie dwie.


***

jeszcze kilka jutubek festiwalowych:

Tadeusz Kubiak - na jutubce ma 88 lat




Orkiestra Czasow Zarazy, zmutowala w miedzyczasie w  Notre Orchestre de Pologne




fragment z notatki pod jutubka (kliknac i przeczytac) 

"Wychwala człowiek właśnie to, co może go ucieszyć a polska pieśń uczyni tak, że każdy skakać spieszy. ( podkreslilam, bo sie spodobalo, bo urocze) Bez trudu tedy przyjdzie mi konkluzja całkiem pewna: muzyka polska, wierzcie mi, bynajmniej nie jest z drewna.  Trudno wprost uwierzyć, jak cudowne pomysły mają tacy dudziarze czy skrzypkowie, kiedy podczas przerwy w tańcach zaczną fantazjować. Człowiek uważny zaopatrzyłby się tam w 8 dni w zapas pomysłów na całe życie."
G.P. Telemann

przyjdzie sie przysluchac uwazniej Telemannowi :)
okazuje sie - ze cos sie i  wsrod lilkowych cd-ow-  telemannowo zapodzialo.


z okazji 
przesluchalam  mazurki Chopina
posluchalam  tego - czesc szymanowska.
mazurkow Szymanowskiego sie  nie dogrzebalam.
zamowilam.






poniedziałek, 14 maja 2012

Ostatni muzykanci

 


nie moge sie oderwac. Slucham jak w transie.
Czegos takiego musial sluchac Chopin..





Najczęściej zadawanym mi pytaniem po ukazaniu się mojej książki Ostatni wiejscy muzykanci było: dlaczego się tym zająłeś?, po co ci to było? No bo faktycznie: malarz poświęca ponad 20 lat życia na zajmowanie się rzeczami o których nie miał pojęcia. 
Tak to z boku wygląda. Teraz myślę, że w dużej mierze zawdzięczam to rodzimym etnografom i działaczom kultury, którzy tak skutecznie zamazali obraz naszej muzyki wiejskiej, że aby dotrzeć do jej sedna trzeba było samemu zacząć jeździć po wsiach. Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że w radiu i telewizji istniał aż do około 1975 roku zakaz puszczania muzyki wiejskiej in crudo. Owszem, bez kłopotu można było posłuchać stylizacji w wykonaniu Mazowsza, czy kapeli Dzierżanowskiego lub Kołaczkowskiego, ale prawdziwy wiejski skrzypek – mowy nie ma, przecież on tak okropnie gra, co innego jak ten surowiec weźmie na warsztat prawdziwy artysta, Chopin czy Szymanowski, wtedy ta muzyka nabiera blasku. Ileż razy słyszałem takie opinie właśnie przez etnografów głoszone. Zacząłem więc jeździć, nagrywać i filmować na własną rękę. Przebić się do tego hermetycznego świata wiejskich muzykantów nie było łatwo. Niechętnie powierzają innym tajniki zawodowe dotyczące gry, ogrywania mazurka, czy wreszcie sił nieczystych, które można zaprzeć do pomocy przy grze. Im głębiej docierałem, tym bardziej byłem zaskoczony funkcjonowaniem tego muzycznego świata i dwuznacznej roli, jaką spełniają (czy raczej spełniali) muzykanci. Dwuznacznej, bo z jednej strony prowokującej grzech, rozpustę i siły nieczyste, a z drugiej ich obecność jest konieczna przy obrzędach (głównie weselach). (...) Poruszała mnie potrzeba uporczywego udowadniania swojej wartości muzycznej ze strony ostatniej generacji skrzypków, całkowicie przez wieś odrzuconych i zapomnianych. Uświadommy sobie: nasza wiejska muzyka – to przede wszystkim skrzypce. Ostatnie pokolenie skrzypków, to pokolenie urodzone około 1930 roku, młodszych skrzypków dziś już na wsi nie ma! Zacząłem się spieszyć, żeby jeszcze zdążyć dać świadectwo tej wspaniałej muzyce. Tak powstała moja książka. Kiedy w 1979 roku zacząłem nagrywać po wsiach, robiłem to dla przyjemności, aby posłuchać tej muzyki, bo nigdzie nie mogłem na nią trafić. Stopniowo powiększałem obszar badań. Wreszcie postanowiłem, że nagram wszystkich skrzypków i harmonistów, jakich odkryję w Polsce centralnej. Właściwie po to, żeby zaspokoić swój głód tej muzyki i ludzi, którzy ją grają.(...)

***


piątek, 11 maja 2012

Mazurki, mazurki

klikamy na jutubke u gory i skrolujemy do ok.2:30 (a jak nam sie wczesniej zatrzyma, tak ok. 1:30 - to sobie Urbaniaka sluchamy i zabieg artystyczny "jazz i jego podziemie"  podziwiamy).

O 2:45 pojawia sie w podziemiu Janusz Olejniczak
Skrzypek: co mamy dalej robic?
J.O.: Grac. Zagramy final wszyscy razem
Skrzypek  zagrywa  Cucarache
 J.O.  niezadowolony -  nuci mu wlasciwa melodie (2:58) - Muzykant przysluchuje sie przez chwile
- aha, TO 
Olejniczak: TO

slucham tego fragmentu na okraglo;
rozczula mnie on niemozebnie. "TO" - cos starego, dobrze znanego :))) 



nastepnie na wizji - i foni pojawia sie Michal Urbaniak.
Graja - wspolnie - TO.



A teraz klikamy na Mazurka D major Op. 33 No. 3 granego przez Marcina Koziaka.
I doskonale juz wiadomo - o co tyle halasu z tymi Mazurkami Chopina -
I dlaczego - inni chca, a nie potrafia :)


ps.1. a spogladajac na  imie  Honorowego Patrona, lezka mi sie kreci,
eh te armaty, eh  te krzaki ;))

ps.2.  polecam rowniez relacje - Madame Szwarcman, zawsze to co fachowe ucho- to fachowe ;)
(chociaz przyznam na ucho- ze ja swoje malenkie, napienki z M.Sz. mam; oczywiscie M.Sz o moim istnieniu nie wie :))).




czwartek, 10 maja 2012

Wszystkie Mazurki Swiata cd


Zakrecilo mnie mazurkowo 
a wlasciwie - to oberkowo - bo ten taniec- oberkiem,  obertasem,  zawijanym zwany; 
mazurek jedynie forma udomowiona obertasa - jest- 
chociaz w temacie zdaje sie zgodnosci nie ma.

Poczytam - Ksiazko - plyty Andrzeja  Bienkowskiego, madrzejsza bede - to i doniose.
Kupic je zamierzalam zreszta czas -  jakis temu (a raczej - wpisalam na liste prezentow dla mnie rodzinie; ale jakos im tak zeszlo; dostali reprymende :))  

Dziekuje za festiwal Panu Profesorowi Bienkowskiemu (przy okazji - pozwalam sobie na zalinkowanie malarstwa) Panu Januszowi Prusinowskiemu i wszystkim organizatorom. 

Kto jeszcze tego nie zrobil- to musi teraz - koniecznie, koniecznie posluchac.:


 

"Tylko co rozni jazz, np Coltrana czy jazzrock Jimi Hendrixa z tymi najwiekszymi muzykami wiejskimi. Ze ci muzykanci wiejscy byli poddani jednemu morderczemu rygorowi, to byl rygor tanca. Oni musieli przy calym rubacie, przy calym improwizowaniu, musieli trzymac rytm tanca. To bylo wrecz karkolomne. Rubatowac, improwizowac a jak to sie mowi, nie podcinac ludzi. To musial byc stale wirowy ruch, derwiszow. Jezeli muzykant podcinal nogi, to mu zwracano dwa razy uwage, a potem dostawal po pysku i go wywali." (Prof. Bienkowski od 5:05).

 

***

 A Ponizej- maly przeglad "mazurkow swiata" (za festiwalem, a troche sama wyklikalam)  

 

 Polskaczyli jak sama nazwa wskazuje - szwedzki taniec narodowy:)   

 

 




Ludowy taniec rodem prosto  z Prowansji ;)   
(eee, to jakas mieszanka- poloneza i bardzo ospalego krakowiaka -  
mazurek - ma byc wirowany, krecony, 
za- krecony :))) 






A tak Wlosi graja "czerwone jabluszko" :):)





Wlosi wesolo mazurkuja.
bravo, od razu slychac ze nasi. :)







Mazurek na Karaibach;
ci - to przynajmniej czuja blusa  :):)

 



Marudzilam na Bawarczykow-  a tu prosze, oni rowniez mazurkuja:) zwracam jednak po cichu uwage- "narodowa" muzyka bawarska, czyli- znow jak sama nazwa wskazuje- to    
polka- mazurka.   
Biedni by ci Bawarczycy bez nas byli :).  

 

Ino ze...co oni z wywijanego, synkopowanego tanca zrobili... no dobra to "tylko" polka :) 
niemiecka polka. bo nawet polka powinna sie przeciez krecic.

 

 no, ale skoro juz od mazurkow mi sie zdygresilo: 

 Ponizej prawdziwi, lokalni autochtoni. W takich sukienkach a czapeczkach tu sie chadza. To znaczy normalnie, na co dzien, a co najmniej na co niedziel chadza. Mile to. 

 

  Nawet graja  bardziej dla ludzi, ale gdzie im do "naszych". Temperament nie ten.: ) 

 

 Zreszta - sami posluchajcie.


za moich studenckich - tak sie gralo NA PRAWDE przy ogniskach. Znajomi z Poronina, Bukowiny  (bo jam co prawda tez goralka- ale - zmieszczona niestety) - studenci architektury  i tym podobnych kierunkow  - brali na ogniska harmonie (skrzypkow na ognisko nie brano)  i zaciagali po swojemu. Dokladnie, dokladnie tak. Zadnej cepelii w tym nie bylo. Dwa razy - nawet na najprawdziwszym weselu goralskim bylam. Bardzo wazne - wesele takie nalezy opuscic przed polnoca. Potem- zaczyna sie "prawdziwa" zabawa. :)


a po slowackiej stronie - graja a  tancuja tak: 


niedziela, 6 maja 2012

Wszystkie Mazurki Świata

polska muzyka ludowa  jest Prosze Panstwa - prze-pie-kna.

kto ma watpliwoscie a znajduje sie wlasnie  w okolicach Warszawy -
niech sam sie przekona. 
albo niech przynajmniej poczyta i poslucha.
kto nie ma watpliwosci- na pewno juz sie po Warszawie kreci
stosowne jutubki przesluchuje, ksiazki a ilustracje muzyczne zakupuje :)

Fragmenty:
Już ponad sto pięćdziesiąt lat przed urodzeniem Fryderyka Chopina tańce polskie były modne w Europie. Po raz pierwszy stały się znane poza Polską w XVII wieku, gdy poprzez Niemcy dotarły do Skandynawii. Do dzisiaj jednym z najpopularniejszych tańców w Szwecji czy Danii jest „polska”, a w Norwegii „pols”. We Francji gra się „mazurkę” za sprawą polskich legionistów, którzy swym tańcem podbijali serca gości paryskich salonów na przełomie XVIII i XIX wieku. Z Francji mazurki rozprzestrzeniły się dalej – między innymi do Włoch, Austrii, docierając aż na zachodnie krańce Europy: do Hiszpanii i Portugalii. Z tych dwóch krajów powędrowały do ich kolonii: na Azory, Wyspy Zielonego Przylądka i Wyspy Kanaryjskie, a nawet do Brazylii oraz Meksyku i z powodzeniem funkcjonują w tamtejszych kulturach.




Perelki z jutubowych  stron muzykiodnalezionej:




Jam dziecieciem - chowala sie na kresach (w Bieszczadach, nie na Polesiu). To na ponizszym jutubku- tylko poniekad oddaje urok zaciaganych wieloglosowo piesni w kosciolku, przed, w trakcie i po - mszy  tudziez inkszych nobozenstwach. Bieszczadzko- ukrainskich pien znalezc mi sie ni udalo. Poszukam jeszcze.





***


a na zakonczenie -  koko-dodatek (bo skoro wszyscy, to ja tez musze:)) 

dziewczyny sa super, nie ma co gadac, a przy pozostalych propozycjach wlacznie z marszem zalobnym Rodowicz- ich wersja jest jedyna dopuszczalna.  Koko to co prawda taka  polka w rytm gogolinksiej karolinki. to "ludowosc"- ta  slaska  - a wiadomo- im dalej od niemieckiej granicy, tym piekniejsza muzyka, ale  Jarzebiny wytlumaczyly madrze, czemu nie mazurek na 3/8, ze takt polki - bardziej disco i dla ucha nienawyklego zdatniejszy.
Ale i tak  nie tu lezy glowny problem.


w wykonaniu zaciagajacych jarzebinek- piosnka brzmi wesolo, ironicznie.
tak jak trza i powinna.
ale.

futbolowa ferajna pelna piersia na stadionie zgodnie wykrzykujaca
ko-ko-ko-ko

hmmmm

wyobrazacie sobie to?
ja jakos -
tak -
nie - za - bardzo-

:)



a gdyby tak ktorys z mondrych- artystow byl wpadl na to
(Pani Marylo, no wtopa, a mogla Pani taka wspaniala konkurencje tej calej Oceanii zrobic)
ze jak tysiac futbolowego  chlopa -
zakrzyknie unisono,  na ten przyklad
na nute - hej  sokoly -
albo stepie szeroki -

to to by zabrzmialo toto.

no i szkoda. bo na kolejne ME w Polsce, troche poczekac przyjdzie.


ale - za to moze
zatancza chlopcy koko- polke:)
tak czy tak - zawsze  wesolo bedzie. 

:)



środa, 2 maja 2012

mamy maj

Co to sie porobilo.

Niby wiosna, taka nie do konca zdecydowana czy wiosna chce byc - az tu nagle -
znienacka zupelnie latem buchnelo.
Ani czlowiek przygotowany, zeby ktos ostrzegl przynajmniej, a nie tak 30 stopniami traktowac.
Nawet burza z gradem - uraczono.

Co sie stalo z ogrodem- w ciagu tych niemalze kilkunastu godzin!
Nadazyc czlowiek z ogladaniem nie moze,  a gdziez dokumentacja! 

Ale po kolei.







Nie pisalam jeszcze, ze mamy sasiada
(pewnie sasiadow,
bo kto sie wprowadza do takiej willi samotnie :))




Otoz - dzis udalo mi sie go spotkac. prosze!
(a willa zielona az oczy bola :)
a w naturze bardziej jeszcze niz na zdjeciu)






















Efekty Akcji LRR
Uprzejmie uprasza sie o podziwianie.
rok temu - kwiatkow nie bylo!
Cosia jak na razie nie spotkalam.
ufff




Brzozka przed...                                                           






      
           















  ...i brzozka po (dwoch dniach)



























Takie cos nam zakwitlo (wie ktos co to jest?)

















  

                                                                                                             Prosze Panstwa! Sezon rozpoczety :)


ostatni przedwiosniany widoczek z okna

 



Jak Wam sie podoba "Wiosna" po cygansku?




albo wg Nigela  - na niego zawsze mozna liczyc :) 






środa, 18 kwietnia 2012

czas - na lodowiec

u mnie kolowrotek czasowy.
niby odkad tu pisze wiecznie czasu mi brak, 
ale teraz chyba dopiero rozumiem co to na prawde znaczy. 

w miedzyczasie -
bylismy w Polsce,
obsmialismy sie w Polsce (eh, tutaj  to jednak inna planeta, zupelnie inny wymiar rzeczywistosci, choc niby tak samo skladamy sie z rak sztuk dwie, nog sztuk dwie, glowa sztuk jedna)
objadlismy sie w Polsce (zakladajac ze kazde 1000 kcal powyzej 1000 kcal /dzien zamienia sie u mnie w 1000 g kochanego cialka, nie waze sie wazyc;))
wrocilismy z Polski. 

***

na miejscu: 
ogrod zupelnie opanowany  przez ziele,  dokumentacja stosowna wkrotce, 
rododendrony po kuracji LRR  maja  sie dobrze, jeden nawet zastanawia sie nad zakwitnieciem. 

***
podsumowywujac:

zimno i pada. 
pada i zimno


popatrzcie!

 



widzicie?  420 cm (to tyle  co dwa i pol lilki).
widzicie? widzicie?  PULVER znaczy PUCH! 
moze uda sie w ten weekend. ale najpozniej
27.04 - bo wtedy przyjezdza ekipa :) 

***

A tu lilkowo- lodowcowe wspomnienia
(gdzies w okolicach 3500 mnpm):