poniedziałek, 30 lipca 2012

u mamy


 Nieporzadny, rozrosniety, wspanialy. Tu jest wszystko. Sa maliny, ogorki, pomidory.
Jablka, wisnie, sliwki... winogron jeszcze nie ma, a truskawek -juz nie ma.
I mnostwo kwiatow*. Do patrzenia, do wachania, do jedzenia:)

sobota, 28 lipca 2012

lilka w drodze


tydzien wolnego.
800 km. osiem godzin.
i-  juz mozna  wcinac kwiatki z malinami:) 
samotnie zapodziany malinowy krzak w bawarskim ogrodku lilka obchodzi przygladajac mu sie podejrzliwie. a moze on swieci?

***

lilkowy - prowadzi w ciszy i skupieniu.
gdy prowadze, a nic mi nie gra, zaczynam mysleco wszystkim innym tylko nie o drodze.
(chwila na refleksje o meskiej a kobiecej uwadze) 
lilkowy nie ma wolnego - moge wiec spokojnie, spod stert zakurzonych plastikowych okladek powygrzebywac sobie dowoli;
te przypadkowo lub nieprzypadkowo wyklikane, skopiowane, czekajace lub zapomniane.
lub to co mi sie chce, lub moze sie zachciec (ooo tego to nie jestem w stanie przewidziec; stad i podrozne zapasy obfite) , by wypelnilo blaszane pudelko, na te kilka godzin. wedruje ze mna koszyk pelen plastikowych otoczek, przewalajacych, rozsypujacych sie przy kazdym hamowaniu.
a wszystko tylko po to- by uniknac wypadku. 

odrobine jednorecznej ekwilbrystyki* i juz cos gra.
(ale o TYM - napisze w osobnym poscie. tak zdecydowalam.)

na droge- wypada niby wrzucic cos lekko, odprezajacego....?
eee tam, przesady. jestem sama- wiec moge sobie puscic - najdowolniejsze zgrzyty i lomoty. 
trzeba korzystac z chwil samotnosci.
bo tego co lilka czasem slucha- nawet likowy nie zawsze strzyma :)

no to korzystam. jade i slucham. nawet jesli warunki dalekie od aufiofilskich. co mi tam.

* wyjatkiem bywa droga przez Slowacje. Radio devin  potrafi moje podrozne samopoczucie.
obywa sie wtedy bez ekwilibrystki.


***

a ze - droga dluga (razy dwa przeciez) wiec lekko a przyjemnie - tez bylo.
o, tych panow sobie posluchalam.




piątek, 20 lipca 2012

jakie smaczne kwiatki

 moja pierwsza sałatka z lilkowca :)
(zielona salatka + platki liliowca + jablko + troche malin - bo ich zatrzesienie + doprawy jak zwykle).

Na drugi ogien zrobiłam co następuje:
na patelni rozpuściłam odrobinę masła z cukrem,
do tego wrzuciłam posiekane płatki liliowca, dorzuciłam garść malin i skropiłam sokiem z cytrny.
masą tą posmarowałam omlet (jajko rozbełtane widelcem - z dwiema łyżkami wody).
Na nalesnik pewnie tez sie nada, ale omlet robi sie szybciej :) 


hmmm

nastepnym razem dodam troche likieru z migdalow. Albo nie, pomaranczowego. 


niedziela, 15 lipca 2012

lato...

lato mozna tez zajechac. 
zajezdza sie przed tarasowaniem. 
bo zajezdzanie poranne po wieczornym tarasowaniu.... 
eh, to nie to lato,
lata znaczy sie :)))








czwartek, 12 lipca 2012

lato...


lato, lato... coz z nim czynic ...
 zatarasowac?


tarasowanie winne


no dobra, dobra, lato tez ma swoje plusy:)))
zreszta jak wszystko w zyciu, przychodzi zbyt szbko, odchodzi zbyt szybko
ja myslami dopiero co z zimy wyroslam,
ledwo co nadejscie wiosny do wiadomosci przyjelam,
a tu lato zaraz sie skonczy.... 

czwartek, 5 lipca 2012

sprawy biezace



poniewaz tak ogolnie na nadmiar czasu nie cierpie
pozwalam sobie jedynie na
walcowana minutke *

(i tak chlopcy nie zdazyli :)) 




tu w wersji jazz - jagodzinski (tez nie zdazyli:))





ale bywa, warto sie pospieszyc,
gdyz moze sie to skonczyc...