środa, 14 marca 2012

babski przerywnik



on:    chyba przytylem, spodnie sa za ciasne
ona:  chyba przytylam, stanik jest za ciasny.   :P

bohaterowie: on: lilkowy, ona: lilka

***

wiosna. tak, to na pewno wiosna.

waga pokazala pewna cyfre. diabelska cyfre. cyfra ta od zawsze stanowila dla mnie sygnal alarmowy, swiecila jaskrowo czerwono, wyla syrena. ale zawsze na drugim miejscu! skad sie nagle wziela na miejscu pierwszym? do tego ta tuz za nia zaczela niebezpiecznie tracic sympatyczne w tym wypadku okraglosci.
diabelska cyfra szesc.


tak, tak. dostrzegam zdecydowane plusy. grozi mi co prawda kompletna wymiana garderoby, ale akurat ta jej czesc wymienilabym bez wiekszego zalu :)  (nie bardzo wiem jak sie odniesc do bardzo napietych guziczkow od bluzeczek....;)).


no dobra.nie ma co marudzic. czas wrocic na moj normalny tryb odzywiania.
normalny-czyli

(uwaga)


maslanka + marchewka.*
:/



naleze niestety do tych nieszczesliwych istot, ktore tyja od patrzenia na jedzenie.
10 km  (w jedna strone) na rowerze do pracy? ha, ha, ha...
jedyna rzecz, ktora pozwolila mi na jako takie normalne odzywianie -
to wedrowki narciarskie powyzej 3000 mnpm tutaj na szczescie zima trwa od listopada do maja).
tak, wtedy moglam sobie pozwolic na obfite sniadanie. obfite- to znaczy  jogurt (nie maslanka!)  + musli i jakies jajko.
(normalna jazda na desce? - ha, ha, ha... a jezdze szybko, na czarnych pozatrasach; w glebokim sniegu jazda bywa meczaca...)

ale zeszly sezon- byl z powodow, ktore juz wspominalam (byl tak i tak bezsniezny) stracony.
ten tez nie rewelacyjny.  a przyzwyczajenie do "obzarstwa" - zostalo.
(dobra, przyznam sie ze orzechy wloskie z miodem tez cos tam zawinily; aha i sery roznorakie do  wina pewnie tez, no i to salami...:))


koniec, kropka. pomarudzilam. tez mi sie czasem wolno. a co,  mam - cierpiec sama?


wrocmy lepiej  do plusow**
robimy sesje zdjeciowa.
teraz GORA.
a jak juz bede szczuplutka  -  dol.
potem fotocostam -
no i?  dobry plan?  seksi bomba byde ;)


no, dzis po babskiemu bylo.

w kazdym razie babki, jak by co, to mrug- mrug i-
"kochanie- moglbys mi pomoc zapiac stanik? chyba przytylam"
od razu samopoczucie bedzie lepsze :) :)

***

* taak,  cos tam jem w miedzyczasie, konkretnie: sniadanie: maslanka + lyzka platkow sojowych z garsteczka suszonych owocow; orzechy byly, wyrzucam. obiad - jablko + jakas kanapka  lub salatka w barze. kolacja- tu szaleje (mam gdzies wszystkie rady dietetyczne; jak nie zjem wieczorem- to nie moge zasnac i wyjadam wszystko z lodowki). to zreszta jedyny posilek ktory udaje nam sie - czasami, rzadko - zjesc razem. jakas piers z kurczak, omlet + cos salatkowego.
no chyba ze weekendy... przyznaje sie do wieczorow winnych z serami ... moze winne te wieczory? ;)

**  spogladajac na moje plusy, zastanawiam sie, czy nie przesunac mojej sygnalow alarmowych o jeden- dwa kilo do gory. ;)) Zastanowie sie nad tym, jak juz (ta nowa) gorna strefe stanow alarmowych osiagne. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz