Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moj Szostakowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moj Szostakowicz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 czerwca 2014

"Bubliki" - historia piosenki

Rok 1921. Po czasach wojny, rewolucji,
kolektywizacji i głodu, który pochłonął pięć milionów ofiar,
nastaje era NEPu.
Kończy się terror czeki, zezwolono na podjęcie małych prywatnych przedsięwzięć. Na scenę, a ściślej ujmując, na ulice  miast i miasteczek Związku Rad wypłynęli  drobni przedsiębiorcy, handlarze, rzemieślnicy; nie zawsze wykształcona i nie zawsze legalna "mała burżuazja". 
W tym to czasie na ulicach Odessy, pięknej i pełnej życia, jak najbardziej europejskiej metropolii, którą w stosunkowo niewielkim stopniu dotknął głód „wojennego komunizmu” (więcej  zdjęc)



usłyszeć można było piosenkę




Wkrótce śpiewano ją nie tylko w całym ZSRR, lecz rozpoczęła się  jej międzynarodowa kariera.

Zawitała w nadwiślańskich salonach,

sobota, 9 lutego 2013

odpowiednia pogoda na kwartet

Sa kraje, gdzie rozmowy toczą sie wokol pasjonujących tematow
np  wyższości mgły nad mżawką.
albo lata (czytaj: 15 stopni Celsjusza + mgła/mżawka)
nad zimą (czytaj: 5 stopni Celsjusza + mgła/mżawka)
(byłam , bylam pod holenderską granicą----
wspomnienia tych zimowo - letnich klimatów wciaz mnie prześladują:)).

Tutaj aura niczym kryminał, gwarantuje całą gamę nastrojów
oraz (a zwłaszcza) niespodziewanych zwrotów akcji.

Wspomniałam o 15 stopniowym ociepleniu? To było w zeszła środę.
W piątek trudy tygodnia nagrodzono widowiskiem, iluminacją,
widnokrąg (widno-półkrąg?) Alp podświetlonych
złocieniami, czerwieniami wartymi każdej fototapety.
(spektakl niestety skonczył się nim dojechałam do dom;
wiem juz teraz, nie znam dnia ani godziny, pstrykawke jakaś trzeba zawsze miec przy sobie;
moze czas wymienic moja komorke?;))

Za tą orgie widoków, przyszło jednak  zapłacić.

Schować się, zapaść się pod ziemie, byc małym zwierzątkiem,
mysz pod podłogą, jeż pod stertą liści,
a najlepiej nie być wcale. 
Złowieszczy - Föhn- czyli alpejski halny-
i przewalające się czarne zwały chmur i myśli.

Weekend i cały tydzień były tylko na niby.

Ciemnosc, pustka, szarosc  i wichura -  
z tym wszystkim doskonale współbrzmiały kwartety smyczkowe:











sobota, 28 lipca 2012

lilka w drodze


tydzien wolnego.
800 km. osiem godzin.
i-  juz mozna  wcinac kwiatki z malinami:) 
samotnie zapodziany malinowy krzak w bawarskim ogrodku lilka obchodzi przygladajac mu sie podejrzliwie. a moze on swieci?

***

lilkowy - prowadzi w ciszy i skupieniu.
gdy prowadze, a nic mi nie gra, zaczynam mysleco wszystkim innym tylko nie o drodze.
(chwila na refleksje o meskiej a kobiecej uwadze) 
lilkowy nie ma wolnego - moge wiec spokojnie, spod stert zakurzonych plastikowych okladek powygrzebywac sobie dowoli;
te przypadkowo lub nieprzypadkowo wyklikane, skopiowane, czekajace lub zapomniane.
lub to co mi sie chce, lub moze sie zachciec (ooo tego to nie jestem w stanie przewidziec; stad i podrozne zapasy obfite) , by wypelnilo blaszane pudelko, na te kilka godzin. wedruje ze mna koszyk pelen plastikowych otoczek, przewalajacych, rozsypujacych sie przy kazdym hamowaniu.
a wszystko tylko po to- by uniknac wypadku. 

odrobine jednorecznej ekwilbrystyki* i juz cos gra.
(ale o TYM - napisze w osobnym poscie. tak zdecydowalam.)

na droge- wypada niby wrzucic cos lekko, odprezajacego....?
eee tam, przesady. jestem sama- wiec moge sobie puscic - najdowolniejsze zgrzyty i lomoty. 
trzeba korzystac z chwil samotnosci.
bo tego co lilka czasem slucha- nawet likowy nie zawsze strzyma :)

no to korzystam. jade i slucham. nawet jesli warunki dalekie od aufiofilskich. co mi tam.

* wyjatkiem bywa droga przez Slowacje. Radio devin  potrafi moje podrozne samopoczucie.
obywa sie wtedy bez ekwilibrystki.


***

a ze - droga dluga (razy dwa przeciez) wiec lekko a przyjemnie - tez bylo.
o, tych panow sobie posluchalam.




wtorek, 24 stycznia 2012

moj Szostakowicz....


Marta, Misha i Mitja w roli glownej.
czarownica i wiedzmin
a mnie zapiera dech.




Dimitrij Szostakowicz
Opus  57 czyli kwintet fortepianowy





Op. 40 slucham tutaj




 a na deser "Jazz-Waltz"
 w wersji oryginalnej :)