niedziela, 23 grudnia 2012

Radosnych Swiat


Gotuj sie Syjonie...*
 

(to kontratenorowe wykonanie jednak ma coś w sobie, 
chociaż panowie, a przynajmniej lilkowy, niezbyt chętnie je słuchają:)) 


***

Wszystkim tu zaglądającym życzę  pełnych radości Swiąt.


***

Bereite dich, Zion, mit zärtlichen Trieben,
Den Schönsten, den Liebsten bald bei dir zu sehn!
Deine Wangen
Müssen heut viel schöner prangen,
Eile, den Bräutigam sehnlichst zu lieben!




czwartek, 13 grudnia 2012

Przyszła kryska na matyska i na lilke tez.
Bogu ducha a  niczego się niespodziewającą, nagle, z zupełnego zaskoczenia.

Ale- nie ważne na kogo. 
ważne, wiele ważniejsze OD KOGO!
ohoho,
nie od byle kogo o nie.

Palcem wskazały, do zabawy zaprosiły Dwie Wspaniałe Dziewczyny.
Najpierw  jedna, a ledwo co lilka ochłonela, nawet nie całkiem tylko za ochłoniecie się zabierała-
a tu proszę,  jeszcze jedna.

Asię z Pakistanu chyba każdy, kto tu  przypadkiem zagląda zna. A jeśli kto nie zna- niech w Asjenkowe pakistańskie progi czym prędzej bieży, bo warto, oj warto.
A nie tylko to o czym, ale tez JAK Asjenka pisze zachwyca.
Bo ona pisze po prostu i ślicznie.
Czytam Asiu Twoje notki z tchem zapartym i się uczę, staram się spoglądac na ludzi z takim szacunkiem i z taka uwaga jak Ty. Dostrzegać drobiazgi wokol przyglądac się szczegolom, które moja nieco autystyczna natura- ignoruje.

Bloga Anety Wiktorii, która tak cudownie potrafi upiekszac swiat wokoł, podczytuje z nabożenstwem osoby pozbawionej zdolności manualnych (chociaż wciaz w skrytości ducha liczącej na objawienie, olśnienie, że moze cos we mnie się przebudzi, że moze ta polowa genów obdarzona meblotworczoscia, dzierganiem, szyciem i ogolno majsterklepkowaniem co skrywa sie do tej pory skutecznie, na starosc się przebudzi, że może tylko obawa nie uzasadniona, lek a niesmiałośc, że przeciez dziecięciem, gdy jeszcze nie wiedziałam, ze zdolności nie posiadam cos tam czasem....). Czytam, podziwiam i troszeczke zazdraszczam...:)


Dziewczyny, zaskoczylyscie mnie bardzo.
Dziękuje!!!

cdn (bo czekaja pytania!).


ps. a z zaproszenia do rymowanek tez skorzystalam, a co! :)

czwartek, 6 grudnia 2012

Muzycznie na sw. Mikolaja



kolejny dzien i kolejna Wielka Smierc
(w tym wieku to mozna,  zwlaszcza po TAKIM zyciu).

Zmarl Dave Brubeck (numer 9 na liscie dwojki).
Syn kalifornijskiego farmera. Mial byc weterynarzem, zostal legenda jazzowego fortepianu. 
Oczywiscie, korzystam z pretekstu - by podrzucic muzyczne co-nie-co.
Ten standard jazzowy -  chyba kazdy zna.



a to jest takie ladne. 




***


przed chwila skonczyl sie koncert w dwojce, a raczej w Katowicach.
Joshua Bell jest znany z dźwięcznego nazwiska, najczęściej kradzionego  Stradivariusa oraz koncertu na stacji metra (7:50 rano! toż to godzina niedopitej kawy i paniki, o przejmującym styczniowo - porannym chłodzie nawet nie wspominam -  nie grajków! co innego  17:50).





Zachwycił mnie Prokofiew. Ale jak to zwykle na koncertach bywa - najbardziej urocze sa bisy.
A na bis były : Melodie cygańskie,




oraz Nokturn Chopina w aranżacji na skrzypce (nawet udało sie znaleźć takowa na jutubce)





no i zupełnie przypadkiem- zrobił sie bardzo muzyczny wieczór :):):)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Trebunie

Niebiosa mnie wysluchaly, co zepsuly naprawily i dzis niebo uczyninono z prawdziwego niebieskiego blekitu, przetkano go uroklilwie bialymi klebkami a dla rownowagi wszechpanujaca szarosc urocza biela przyproszono. Grozne szkielety wylaniajace sie z mglistej zupy nabraly wdzieku koniakowskich koronek. Tak bylo rano, gdyz wieczorem a raczej troche pozniejszym popoludniem - ciemnosc do ogladania ofiarowano (dziwne...:)), ale i tak przejrzystosc tej ciemnosci optymizmem napawala.

Wczoraj wyruszylismy na beznadziejne poszukiwanie jakies snieznej laczki (moze napadalo tyle choc, by sie przejsc choc kawalek, kawleczek) w zasiegu czasowego cyrkla. Bezskutecznie.
Pospacerowalismy tylko troche podziwiajac mlecznosc.


***

Zmarl Nestor Trebuni- Tutkow.

Trebunie pamietam (a wspominam z nostalgia, jako cos, co mnie zauroczylo bardzo),  z koncertu na krakowskim Kazimierzu, jazzujacych na goralska nute, z czasow jeszcze przedtwinklowych.
Nie potrafie odnalezc  tamtych Tutkow.
Reagge - Tutki  - nie porywaja mnie. Wole tutkowe Tutki .


 



sobota, 1 grudnia 2012

na depresje jesienna neapolitanski spiew

To cos za oknem wydaje sie niedorobka, wypadkiem, czyms co sie zepsulo i szybko powinno zostac naprawione. To cos ciemne, mgliste i zimne. To a ni jesien, ani zima, to jakas pomylka  natury, niedokoczona pora roku. Ba, a sa miejsca na swiecie,  w ktorym to cos przez wiekszosc roku trwa; bylam, widzialam, inaczej jak moglabym uwierzyc:)) 

Na salwowanie sie lodowcem - codzienna, skrzeczaca rzeczywistosc nie pozwala (zeby juz spadl snieg, to mozna by na jakas poblizsza gorka, a tu  tylko ta mgla i mgla).



Wiec salwuje sie goracym Neapolitanczykiem :) 





Marco Besley spiewa dawna muzyke Wloch i Hiszpani, z charakterystyczna maniera,  czym - jak to w takich przypadkach bywa - polaryzuje melomanow.
Jako ze z reguly strone tych nie do konca rozsadnych trzymam (o czym jeszcze obszerniej nadzieje mam)- Marc-iem sie zachwycam.
Czego i milym zagladaczom zycze :)