Pokazywanie postów oznaczonych etykietą witamy w lilkowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą witamy w lilkowie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 września 2012

letnie wspomnienia

Rozkurzawił się, rozszalał,
piaskiem o bruk chlasnął, trzasnął,
w szyby domów bębnął, chlasnął
i pyłem ulice zalał.
 
Rozkręcił się, rozpiekielnił,
jak bies czarny poszedł w tany,
jak szalony, jak pijany,
walił w ściany, pluł na ściany,
 
gwizdnął, pisnął, stuknął, wrzasnął,
rozhulał się, rozweselił...
Potem w norę wpadł zziajany
i przycupnął gdzieś, i zasnął...

Wiatr w zaułku
K.I.G.


Chociaż brzmi jesienno, tak na prawdę tak wygląda tutaj LATO
potrafi zjawic sie z nikad. z blekitnego nieba, z anielskiego spokoju. 
u nas (tzn w polskim u nas:)) zwany halnym, tu fenem (Föhn). 
Przynosi "sikawice" (a nierzadko grad), czasem tęcze, a z reguly - bóle głowy (jam co prawda nie migrenowiec- którym biada- , ale moja metopatyczna natura i tak odczuwa zawczas i dosadnie)

sobota, 30 czerwca 2012

taka sobie historia, czyli co slychac u sasiadow

ongis, gdzies miedzy Dniem Matki a Dniem Dziecka,
(ot taka symboliczna story)
 przerazona wolam lilkowego. 
tu COS  skacze.
To COS wygladalo
TAK





ledwo toto opierzone, ale jednak.
to PTAK.

poniedziałek, 28 maja 2012

z zycia sasiadow

trawnik lilkowych to niezgorsza  arena walk.
ledwo co panowie zdazyli wziac sie za czuby o bialoglowe -
a juz - rozegrala sie batalia na smierc i zycie o robala.
biegiem po aparat- i zdazylam jeszcze koniec boju uwiecznic.





środa, 2 maja 2012

mamy maj

Co to sie porobilo.

Niby wiosna, taka nie do konca zdecydowana czy wiosna chce byc - az tu nagle -
znienacka zupelnie latem buchnelo.
Ani czlowiek przygotowany, zeby ktos ostrzegl przynajmniej, a nie tak 30 stopniami traktowac.
Nawet burza z gradem - uraczono.

Co sie stalo z ogrodem- w ciagu tych niemalze kilkunastu godzin!
Nadazyc czlowiek z ogladaniem nie moze,  a gdziez dokumentacja! 

Ale po kolei.
Nie pisalam jeszcze, ze mamy sasiada
(pewnie sasiadow,  bo kto sie wprowadza do takiej willi samotnie :))



Otoz - dzis udalo mi sie go spotkac. prosze!
(a willa zielona az oczy bola :)
a w naturze bardziej jeszcze niz na zdjeciu)

























Efekty Akcji LRR
Uprzejmie uprasza sie o podziwianie.
rok temu - kwiatkow nie bylo!



        Brzozka przed... 
                                                         

...i brzozka po (dwoch dniach) 
  




                                                                                                        
ostatni przedwiosniany widoczek z okna
(jak juz sie drzewa rozzielenia- nic nie widac).

 



"Wiosna" po cygansku





sobota, 31 marca 2012

DDD (donosy & dla doroslych)

do doniesienia - same wspaniale rzeczy.
wczoraj + dzisiaj  =  zimno +  leje.

reszta - na bergfexie :)
jupii, juz kwiecien, a wciaz da sie przezyc bez lodowcow!!!!

***

dzis - ogrodkowo wg ponizszego planu
  1. lilkowy - walczy z zielem
  2. lilka - ratuje rododendrony (RR).   szczegolowy plan LRR obejmuje:  
                              a.  przyciecie (wykonano)
                              b.  namoczenie (deszczyk)
                              c.  podtuczenie.

w efekcie w ogrodzie lilkow -  roznosi sie niepowtarzalna harmonia zapachow:
  • zapach czosnku  (punkt1) 
                     polaczony z zapachem
  • rododendrowego guano (punkt 2c).

***
na deser: rozmowy z alkowy cd.

(uwaga, uwaga: policz dokladnie swoje lata, jesli nie ma ich 18 - nie klikaj na "czytaj wiecej" ;) ) 

czwartek, 29 marca 2012

cuda z lilkowego ogroda (czesc ktoras tam)

 Fotoce ogrodek szybko - on  zmienia sie jeszcze szybciej.



Oryginalne lilkowe forsycje 
definitywnie konczace
czytoabynapewnowiosna- dyskusje.



           a tegoto jeszcze nie widzeliscie.










pierwiosnki.
lubieje


cuda wianki, cuda wianki
rozszalaly sie sasanki
wiem ze juz bylo, ale patrzcie
jak tosie  bardzo  pozmienialo!





 
aktualizacja :)
(lilkowy nie jest zachwycony 
efektem niespodzianki. lilka jest;
tylko oczy zmruzyc trzeba :) )

środa, 28 marca 2012

babskie marudzenie za milion dolarow (cd)


onegdaj lilkowy podziwiajac kobiece kraglosci swej lepszej polowki - stwierdzil:
ty jestes jednak ...
(tu nastapil ostrzegawczy  pomruk lilki)
...piekna!

madry lilkowy.



lilkowy o piekno dba.
urocze to sniadanko bawarskie;:) 
z wstretnego marcepanu :))



no ale wracajac do sedna.
dzis przejechalam prawie 20 km na rowerze,
przebieglam (tak przebieglam)  sie okolo 10 razy (a moze wiecej) na trzecie pietro.
tak wyglada moje codziennie, nie jakis wyjatek.

przyznaje sie. spowiadam sie.  obzarlam sie.
sniadanie - pol tosta z plasterkiem zoltego sera. trzy daktyle (do kawy zamiast cukru).
obiad jedna bulka z mozarella.  grzech wielki - jedno ciastko.
wczesna kolacja (18.00): oberzyna z wolowinka z odrobinka ryzu.
4  x grzech pomniejszy w postaci jablek (mialy byc marchewki). szklanka maslanki.
tak. dzis na prawde sie objadlam. na takie szalenstwa nie pozwalam sobie na co dzien.  
(jesli bulka- to nie obiad;  ciasteczko- to juz szalenstwo daleko pozanormowe).
jesli jablka liczyc za 200 kcal za sztuke - to fakt wyjdzie dobrze ponad 2000 kcal.


***
to wszystko zaczyna byc
PODEJRZANE!

czy ktos madry  moze to policzyc?
energia kinetyczna +
energia potencjalna +
energia cieplna potrzebna na podgrzanie do 36 stopni. 

wszystko to  x 60 kg* ?

bo cos mi sie wydaje ze bilans jest ujemny.
o calym inkszym metabolizmie (przeciez produkuja misie jakies komorki, hormony - chyba)
- nawet nie wspominam.
wszystko wskazuje na to - ze - 

jestem perpetuum mobile.
(do tego co najwyzej trzeciego stopnia)

wniosek:  

nalezy mi sie milion dolarow!


 dolary ktore naleza sie lilce

:) :) :) 


co sadzicie?

mi-sie ten pomysl podoba.


*ok, ok moje BMI wciaz znajduje sie w dolnych strefach stanow normalnych, ale co ja mam zrobic z kolekcja jeansow, ktore wciskaja sie do poluda? o moich cierpieniach duchowych (ja kocham jesc!) nawet nie wspominam - a  + 7kg/rok- zaczyna zmuszac do dzialania. 
aha, jako dziecie przypominalam nieco tylko lepiej odpasiony szkielecik.
komorek tluszczowych naprodukowac okazji nie mialam.

poniedziałek, 26 marca 2012

ciezkie czasy...

nie wiem jak Wy zniesliscie zmiane czasu,
ja strasznie.
bylam nieprzytomna, jestem nieprzytomna.
zaraz padam nieprzytomna

barbarzynskie zwyczaje.

***

tak. pojechalam na rowerze. naprawde.
czyli zwleklam sie prawie 90 minut wczesniej (!).

rano zimno z przymrozkiem bylo
(ojojoj, czy aby nie za wczesnie pociachalam te moje rododendrony?).
gdybym sie tu tak nienachwalila- znalazlabym dziesiectysiecy powodow
by jeszcze-jeszcze- dzis posluchac radia bawarskiego :)


a lilkowa
droga
wyglada
tak
                                                                                                                                                                             
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  d.....
                                                                                                                                                                      o
                                                                                                                                                                   p
                                                                                                                                                                e
                                                                                                                                                             r 
                                                                                                                                                          o
                                                                                                                                                        g
                                                                                                                                                     d
                                                                                                                                                  o
                                                                                                                                                p
                                                                                                                                             e
                                                                                                                                           r
                                                                                                                                        o
                                                                                                                                     g
                                                                                                                                  d
                                                                                                                               o
                                                                                                                            p  
                                                                                                    - prosto-
                                                                                            e
                          -prosto-                                               r
                    e                       z                                      o
                 r                            g                                 g
             o                                  o                           d 
           g                                       r                      o
        d                                            y                 p
     o                                                     prosto
   p




tak  to sobie mozna zwizualizowac
na wszelki wypadek wizualizuje sobie droge powrotna  :)


***

sloneczko- bylo.  i - jasno bylo!
(plus nowego czasu, ale po diabla go wogole  bylo psuc, zeby teraz naprawiac?)
z gorki gorki jak marzenie. 

popodgladalam sobie - co tam u innych w ogrodkach :)

donosze- ze z wiosna - wciaz kiepskawo.
to raczej jednak na zwykle przedwiosnie wyglada
a w lasku (bo miedzy podgore a zgory jest lasek; ten lasek) -
to pozimie w pelni.

to tylko lilkowy ogrod - tak sie rozszalal :) 



a na otarcie zimowych lez
wspomnienia z radia bawarskiego:






(teraz zacznie sie seria - z lilkowej polki, hehe ;)))


niedziela, 25 marca 2012

wiosna rulez

lilka zostala pokonana.

wczoraj bylo tak cudownie. chlodno, tu burza - tam SNIEG.
nawet gory swiezoosniezone widac bylo.


a lilka?
lilka poszla do ogrodka (!) nie w gory (!!!).
rozumiecie to? (bo ja nie).

w ogrodku lilka ciela i ciela i ciela.
poprzycianalam hortensje. poprzycinalam  rododendrony.
kolejny etap - ratowanie rododendronow.
duzo ich (policzylam, dziewiec + jakies malenstwa; najwiekszy sie rozmozyl :)))
i duze, ale nie dosc ze niedozywione, to jeszcze zaatakowane przez COS.
latajace cos, co wyzera paczki kwiatow od srodka.
porozwieszalismy na krzaczkach takie wielkie zolte lepkie plachty.
lilkowy usmial sie serdecznie gdy wracajac cichcem wczesniej z pracy przylapal lilke na naganianiu COSIA  na te plachty :). rododendrony - sa tak scherlaczale, ze nalezy im sie serdeczne przyciecie. zostawilam im jednak galazek pare, bom ciekawa - co wyniklo z zeszloroczngo polowania na COSIE :)

pomaltretowalam przy okazji troche kwiatkow (i Ziela).
lilkowy - tak sie przerazil cietym zacieciem lilki,
za nawet na zmaltretowane krokusy uwagi nie zwrocil :)



aha - fuksje zakwitly. 
lilkowe - tak troche leniwie (bo wschodnie)
sasiedzkie poludniowe -serdecznie.


 sasiedzki dowod na to,  ze to co nieodwolalne - 
juz sie stalo.


stara znajoma sasanka - wczoraj burzowa, 
dzis - w blekicie.


 ***

i jeszcze wspomneinie -  ten ostatni piatek
 radio bawarskie w drodze do dom  mnie na pozegnanie
pozabawialo, oj pozabawialo. 
Tak mnie zabawialo: 



dokrasilo jeszcze Oscarem Petersonem juz tutaj byl, ale bedzie jeszcze (nie)raz



A od poniedzialku -  koniec. No chyba zeby padalo.... 
(zerklam na pogode, nie bedzie padalo).
Eh, nie ma to jak sluchac muzyki w samochodzie, w ducha spokoju . Nie jest to sluchania dla audiofila - ale by cos podsluchac - w sam raz. a ze to radiowy czas na polecanki plytowe- to i muzyka taka wlasnie, ze nic tylko szybko zamawiac :) )  Tak, tak. garcia-fons juz w drodze :) 
W domu jak juz sie chwilke czasu znajdzie - by usiasc przed juz nieco bardziej audiofilskim (bez zadnego przesadyzmu) sprzetem- to wyciaga sie jakiegos ceda.

eh, lezke (kolejna juz, wiem)  upuscilam nad bezwzglednie odchodzaca zima  ;) ;)

(ale... zawsze jakas burza z piorunami albo listopadowy lipiec zdarzyc sie jeszcze moze, nie?)

sobota, 24 marca 2012

donosy wiosenno (jednak:)) ogrodkowe

Forsycje wciaz niezdecydowane, ale:
  1. dzis byla pierwsza prawdziwa burza! (jeden grzmot, ale zawsze)
  2. zonkil dumnie stwierdzil, ze to on decyduje co i jak.

poddalam sie.
 niniejszym
 oglaszam oficjalnie:


wiosna!!!


***

no cuda - cuda sie wyprawiaja. 
nawet zakochana w zimie lilka nie potrafi przejsc obojetenie:)







 pierwiosnki juz byly co prawda,
ale sa takie
roz-czu-la-jace













krokusy sa zadziorne
i beda zazdrosne o pierwiosnki
jesli ich nie wrzuce :)










 sasanki za to skromne
wcale nie jest łatwo zerknąć sasance pod sukienkę :)



(jak widać - prawdę gadałam, przebiśniegi przekwitły zupełnie.)

***

a teraz wspomniane  -strasznerzeczyogrodkowe
proszę spojrzeć  na to zdjęcie. prosto z lilkowego ogródka.
czy sadzicie ze to jakaś tajemna plantacja niewiadomoczego?



:)




po przybyciu do ogrodu lilkowych nastąpiło Wielkie Odchwaszczanie,
po nim zaś nastała faza Walki z Zielem.
lilkowy walczył zaparcie,  a ze zieleto to czosnek niedzwiedzi* - walczący lilkowy pachniał uroczo.
na zdjęciu można podziwiać długofalowe efekty walki (fragmentarycznie;)).

toto rosnie baaardzo szybko. jeszcze kilka dni temu -tegoto nie było.


*mogłoby się nadać na sałatkę, tylko ze na Bawarię spadła czarnobylska chmura cezowa (cezu bylo tyle co na ukrainie) - dlatego - póki  nie przespaceruje się po ogródku z licznikiem Geigera - wszystkie ziółka mam tylko w donicach.


piątek, 23 marca 2012

pogadanka ekologiczna (tylko dla doroslych)

z serii  (bez gwarancji cd) : 
rozmowy spod alkowy  (w rolach lilka i lilkowy)


(uwaga: jesli nie masz 18 - lat - nie klikaj na "czytaj wiecej" ;) )

czwartek, 22 marca 2012

wiosna czy nie wiosna?


oglaszamy juz ta wiosne, czy jeszcze czekamy?
argumenty za- sa - trzeba przyznac - mocne.
22 marzec (buu, tu nawet marzanny nie uswiadczy),
slonce sloneczne, niebo blekitne.
oblodzonych - sciezek - nie uswiadczy (szukalam dokladnie).

wszystkie oznaki na niebie i na ziemi wskazuja na to, ze to juz.
(od dawna juz moja droga, od dawna-dawna)
juz czas...no niestety, nie ma co sie oszukiwac, nie ma co kombinowac.
eh, przyjdzie wstawac o cale 15 minut wczesniej!!! *
a jeszcze te godziny poprzestawiaja. straszne.
  
wracajac do argumentow.
bardzo mocny argument zawiosenny:  przebisniegy przekwitly.
rownie mocny argumetn przeciw  -  forsycje jeszcze nie zakwitly.

tak czy tak-  mamy dylemat.
taki to czas- miedzy przedwiosniem a wiosna.
zupelnie nieokreslony. ;)


a w ogrodku, w ogrodku - ha! dzieja sie straszne (na prawde straszne) - rzeczy.
nie,  nie chodzi o to, ze lilkowy podskakuje w rozpaczy
przy kazdym moim kroku na naszym trawniczku
 - uwazaj! tu moga rosnac kwiatki!
dobre. kwiatki - to rosna u nas wszedzie i jak im sie zywnie podoba.
nie nie o to. ale o tych strasznych rzeczach- skrobne w weekend, z foto-doku.


* skonczy sie "radio bawarskie nadalo".
a wlasnie. radio bawarskie nadawalo mi dzis - z pracy do domu calkiem sympatycznie Händla

ale ja co innego podrzuce.
dla mnie brzmi bardziej wiosennie :)


(a tego skrzypka trzeba wyguglowac. koniecznie)

poniedziałek, 19 marca 2012

ptasi poranek

a wlasciwie- zimowo ptasie wspomnienia o poranku.



***

mam jeszcze jedna historyjke  do opowiedzenia.
musze szybko- bo za chwile zrobi sie zupelnie nieaktualna.
 w zamierzchlych czasach, gdy nie prowadzilam bloga
(w zwiaku z czym nie posiadam odpowiedniej dokumentacji foto),
czyli  jakies dwa miesiace temu, nastaly w bawarii straszne mrozy. 
zimno bylo tak, ze zamarzal przez przypadek wystawiony za okno paluszek, nie mowiac
o powszechnie uznanej ocenie temperatury przez plucie.
lilkowy, ktory w dziecinstwie byl zapalonym ornitologiem, rozczulil sie bardzo nad ptasia dola i postawil im taka, bardzo obficie zaopatrzona stolowke:




a ptaszki? owszem , zawitaly do nas, raczyly sie raczyc zaoferowanym menu 
(oto dowody, pticy na uczynku nie przylapalam)




ale dopiero, gdy temperatura na zewnatrz osignela calkiem przyzwoite 5 stopni w plusie. 
(lilka oczywiscie sprawdzala stan stolowki co dnia)
co one, przy kominkach sie grzaly?

***

a dzis rano obudzil mnie doszczowo pochmurny poranek. 
Temperatura rowniez spadla do przyzwoitych 4 stopni celsjusza. 
Juhuuuuuu!!!

pedze do robociska!!!

niedziela, 4 marca 2012

I stalo sie.

uznajemy sile dowodow rzeczowych. 
oglaszamy oficjalnie poczatek
 PRZEDWIOSNIA






nie, nie wiosna tego jeszcze nie nazywamy....