niedziela, 23 grudnia 2012

Radosnych Swiat


Gotuj sie Syjonie...*
 

(to kontratenorowe wykonanie jednak ma coś w sobie, 
chociaż panowie, a przynajmniej lilkowy, niezbyt chętnie je słuchają:)) 


***

Wszystkim tu zaglądającym życzę  pełnych radości Swiąt.


***

Bereite dich, Zion, mit zärtlichen Trieben,
Den Schönsten, den Liebsten bald bei dir zu sehn!
Deine Wangen
Müssen heut viel schöner prangen,
Eile, den Bräutigam sehnlichst zu lieben!




czwartek, 13 grudnia 2012

Przyszła kryska na matyska i na lilke tez.
Bogu ducha a  niczego się niespodziewającą, nagle, z zupełnego zaskoczenia.

Ale- nie ważne na kogo. 
ważne, wiele ważniejsze OD KOGO!
ohoho,
nie od byle kogo o nie.

Palcem wskazały, do zabawy zaprosiły Dwie Wspaniałe Dziewczyny.
Najpierw  jedna, a ledwo co lilka ochłonela, nawet nie całkiem tylko za ochłoniecie się zabierała-
a tu proszę,  jeszcze jedna.

Asię z Pakistanu chyba każdy, kto tu  przypadkiem zagląda zna. A jeśli kto nie zna- niech w Asjenkowe pakistańskie progi czym prędzej bieży, bo warto, oj warto.
A nie tylko to o czym, ale tez JAK Asjenka pisze zachwyca.
Bo ona pisze po prostu i ślicznie.
Czytam Asiu Twoje notki z tchem zapartym i się uczę, staram się spoglądac na ludzi z takim szacunkiem i z taka uwaga jak Ty. Dostrzegać drobiazgi wokol przyglądac się szczegolom, które moja nieco autystyczna natura- ignoruje.

Bloga Anety Wiktorii, która tak cudownie potrafi upiekszac swiat wokoł, podczytuje z nabożenstwem osoby pozbawionej zdolności manualnych (chociaż wciaz w skrytości ducha liczącej na objawienie, olśnienie, że moze cos we mnie się przebudzi, że moze ta polowa genów obdarzona meblotworczoscia, dzierganiem, szyciem i ogolno majsterklepkowaniem co skrywa sie do tej pory skutecznie, na starosc się przebudzi, że może tylko obawa nie uzasadniona, lek a niesmiałośc, że przeciez dziecięciem, gdy jeszcze nie wiedziałam, ze zdolności nie posiadam cos tam czasem....). Czytam, podziwiam i troszeczke zazdraszczam...:)


Dziewczyny, zaskoczylyscie mnie bardzo.
Dziękuje!!!

cdn (bo czekaja pytania!).


ps. a z zaproszenia do rymowanek tez skorzystalam, a co! :)

czwartek, 6 grudnia 2012

Muzycznie na sw. Mikolaja



kolejny dzien i kolejna Wielka Smierc
(w tym wieku to mozna,  zwlaszcza po TAKIM zyciu).

Zmarl Dave Brubeck (numer 9 na liscie dwojki).
Syn kalifornijskiego farmera. Mial byc weterynarzem, zostal legenda jazzowego fortepianu. 
Oczywiscie, korzystam z pretekstu - by podrzucic muzyczne co-nie-co.
Ten standard jazzowy -  chyba kazdy zna.



a to jest takie ladne. 




***


przed chwila skonczyl sie koncert w dwojce, a raczej w Katowicach.
Joshua Bell jest znany z dźwięcznego nazwiska, najczęściej kradzionego  Stradivariusa oraz koncertu na stacji metra (7:50 rano! toż to godzina niedopitej kawy i paniki, o przejmującym styczniowo - porannym chłodzie nawet nie wspominam -  nie grajków! co innego  17:50).





Zachwycił mnie Prokofiew. Ale jak to zwykle na koncertach bywa - najbardziej urocze sa bisy.
A na bis były : Melodie cygańskie,




oraz Nokturn Chopina w aranżacji na skrzypce (nawet udało sie znaleźć takowa na jutubce)





no i zupełnie przypadkiem- zrobił sie bardzo muzyczny wieczór :):):)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Trebunie

Niebiosa mnie wysluchaly, co zepsuly naprawily i dzis niebo uczyninono z prawdziwego niebieskiego blekitu, przetkano go uroklilwie bialymi klebkami a dla rownowagi wszechpanujaca szarosc urocza biela przyproszono. Grozne szkielety wylaniajace sie z mglistej zupy nabraly wdzieku koniakowskich koronek. Tak bylo rano, gdyz wieczorem a raczej troche pozniejszym popoludniem - ciemnosc do ogladania ofiarowano (dziwne...:)), ale i tak przejrzystosc tej ciemnosci optymizmem napawala.

Wczoraj wyruszylismy na beznadziejne poszukiwanie jakies snieznej laczki (moze napadalo tyle choc, by sie przejsc choc kawalek, kawleczek) w zasiegu czasowego cyrkla. Bezskutecznie.
Pospacerowalismy tylko troche podziwiajac mlecznosc.


***

Zmarl Nestor Trebuni- Tutkow.

Trebunie pamietam (a wspominam z nostalgia, jako cos, co mnie zauroczylo bardzo),  z koncertu na krakowskim Kazimierzu, jazzujacych na goralska nute, z czasow jeszcze przedtwinklowych.
Nie potrafie odnalezc  tamtych Tutkow.
Reagge - Tutki  - nie porywaja mnie. Wole tutkowe Tutki .


 



sobota, 1 grudnia 2012

na depresje jesienna neapolitanski spiew

To cos za oknem wydaje sie niedorobka, wypadkiem, czyms co sie zepsulo i szybko powinno zostac naprawione. To cos ciemne, mgliste i zimne. To a ni jesien, ani zima, to jakas pomylka  natury, niedokoczona pora roku. Ba, a sa miejsca na swiecie,  w ktorym to cos przez wiekszosc roku trwa; bylam, widzialam, inaczej jak moglabym uwierzyc:)) 

Na salwowanie sie lodowcem - codzienna, skrzeczaca rzeczywistosc nie pozwala (zeby juz spadl snieg, to mozna by na jakas poblizsza gorka, a tu  tylko ta mgla i mgla).



Wiec salwuje sie goracym Neapolitanczykiem :) 





Marco Besley spiewa dawna muzyke Wloch i Hiszpani, z charakterystyczna maniera,  czym - jak to w takich przypadkach bywa - polaryzuje melomanow.
Jako ze z reguly strone tych nie do konca rozsadnych trzymam (o czym jeszcze obszerniej nadzieje mam)- Marc-iem sie zachwycam.
Czego i milym zagladaczom zycze :)


środa, 21 listopada 2012

eh. co to byla za jesien


Złota, a w tym roku wyjatkowo piekna jesien.

wybralam sie w siec na poszukiwanie wiersza o jesieni. najbardziej spodobal sie.
(bo Leszka Dlugosza juz wspomnialam)
Ale nie znalazlam tego co szukalam. postanowilam wiec napisac sobie sama.  :)

piątek, 16 listopada 2012

zrobilo sie penderecko

w radiu bawarskim.
---

wczoraj, zapewnie w ramach wprowadzania w penderecka atmosfere, radio bawarskie uraczylo  kwartetetem klarnetowym.

przed chwila skonoczyl  sie koncert, nadawany na zywo z  Monachijskiej  Rezydencji, premiera niemiecka   Concerto doppio per violino, viola e orchestra Krzysztofa Pendereckiego  (dla tych, co chca posluchac - Penderecki tak od ok. 15 min., wczesniej nudza Bethoveenem) *.
(pan w radiu powiedzial, ze szysztof penderecki na podium wlasnie wyszedl; pewnie tak bylo, bo brawo bijom). wlasnie, wlasnie graja penderecki bis.
ja tutaj, nie tam, ale slucham, slucham, rozpartam w fotelu (moj fotel wygodniejszy, o;)) i se slucham. 

---

po Pendereckim zagrali siodma symfonie Bethoveena.
Wciaz nie wiem, czy Ludwiga van tez lubie . Czasem tak, a czasem mnie denerwuje.
ale tego fragmentu slucha sie  przyjemnie (i latwo).
Wiec posluchajmy  :))





* polska premiera biedzie miala miejsce  23 listopada w Poznaniu



niedziela, 28 października 2012

Jazz wszechczasow


Niedawno trafilam na taka ciekawostke. 
Słuchacze radiowej Dwójki wybrali najlepsze płyty jazzowe wszech czasów.
Pomimo ze jazzu nie przybywa u mnie juz od czasow prawie wszech:),
okazuje sie, ku mojemu zaskoczeniu, ze pierwsza dzisiatka gosci na lilkowej polce (z wyjatkiem Stanki). Wiekszosc pierwszej dwudziestki (brak numeru 17 i 18)- takoz.

Ale - powialo zgroza. nie ma Oscara Petersona.
Gitarzysci- z wyjatkiem Django - tez zdaje sie po macoszemu
(ale, ale jesli dobrze zrozumialam- to setka owa zostala zaproponowana przez Dwojke sama;
zabraklo Petersona?  Dwojko!)
przyjrze sie jeszcze pozniej liscie tej (=>  ps). 


Maharaje juz wspomnialam,
ale z okazji zignorowania go przez sluchaczy Dwojki/przez Dwojke wspomne raz i jeszcze.
I to z duza przyjemnoscia.




A na deser lekka zmiana nastroju i numer 81, prosto z lilkowej polki :)





ps. kolejne notki - z powodow ostrego braku czasu - dopiero w listopadzie (ale to juz wkrotce:)).
przepraszam milych a  cierpliwych zagladaczy za to przydlugawe milczenie. czas, czas, czas....uffff.

wtorek, 25 września 2012

letnie wspomnienia

Rozkurzawił się, rozszalał,
piaskiem o bruk chlasnął, trzasnął,
w szyby domów bębnął, chlasnął
i pyłem ulice zalał.
 
Rozkręcił się, rozpiekielnił,
jak bies czarny poszedł w tany,
jak szalony, jak pijany,
walił w ściany, pluł na ściany,
 
gwizdnął, pisnął, stuknął, wrzasnął,
rozhulał się, rozweselił...
Potem w norę wpadł zziajany
i przycupnął gdzieś, i zasnął...

Wiatr w zaułku
K.I.G.


Chociaż brzmi jesienno, tak na prawdę tak wygląda tutaj LATO
potrafi zjawic sie z nikad. z blekitnego nieba, z anielskiego spokoju. 
u nas (tzn w polskim u nas:)) zwany halnym, tu fenem (Föhn). 
Przynosi "sikawice" (a nierzadko grad), czasem tęcze, a z reguly - bóle głowy (jam co prawda nie migrenowiec- którym biada- , ale moja metopatyczna natura i tak odczuwa zawczas i dosadnie)

niedziela, 23 września 2012

no i skonczylo sie.


pogodne dni- dobro latoś dawkowane szczodrze,
traktowane lekce i bez pietyzmu,
niespodziewanie staly sie cenne.

po pracy zdazylam jeszcze wyskoczyc na rower
(juz za chwileczke juz za momencik nadejda zle wieczory,
deszczowe a co gorsza - ciemne... buuuu tzn. beeee)

no wlasnie. gadalam z owca (owca: beee, ja: beeee),
gdy z za rogu nadbiegl (nadjoggingowal) mezczyzna
(cholera, znajomy z pracy)  zwialam czerwona:))



lato pożegnało się pogodnie, głaszcząc wciąż bardzo zielona, wiosennie zielona 
trawę miękkim światłem zachodzącego słońca.


 widzicie ta mgielke w poprzek gor? 
o tej porze roku mgly witaja rano i zegnaja wieczor.
jakos tak tu jest

to tu powinien stać nasz domek,



  
i rdzawo oswietlajac juz osniezone (jupiii!!!) gory



***
i jeszcze  wspomnienie - z lilkowejdrogi
 (niech zyje slowackie radio devin!).

 lilka tam, lilka tu - a tu nagle- koniec lata. 
czyz moze byc bardziej na ta okazje sposobne wspomnienie 
niz plomienna gitara godnego nastepcy wielkiego Paco?


kto ma ochote posluchac usmiechajac sie przy tym
- usmiechem niedopowstrzymania -
do komentujacego:))-  niech sciaga (polecam, bo warto posluchac):


bo jakaz  muzyka jest bardziej letnia*
 bardziej niezbeda w jesienne, zle wieczory,
niz gorace, plomienne  flamenco?





* letnia od lata, nie od zimno-cieply! bardziej letniana, latowa, sloneczna!


Ps. a Nigel juz dotarl. Ha!

środa, 12 września 2012

lato!

Tak sie przejelam konczacym latem, ze zapomnialam, ze ono przeciez WCIAZ TRWA.
nawet pogoda- sie naprawila!
a ja z tej calej paniki puscilam juz jesienna piosenke, o letniej zapominajac!



Nigel.
kocham go. za jego usmiech go kocham:))
tu wszystko (wspol)gra. 
i muzyka i wykonawca i orkierstra. 



Kto w Krakowie przypadkiem - niech ma oczy i uszy szeroko otwarte. 
On tam sie czasem kreci:))





a lato jeszczeprzeciez trwa ...




               

środa, 5 września 2012

niesmiertelnym byc

czas, czas, czas. czas bezcenny, czas przeklety.
w klotliwym nastroju jestem i poklocic sie z Borgesem ochote mam.

i sie jescze pokloce.
:):):)

a na razie - wygrzebalam dosc przypadkiem ladny filmik. Marcus Fleminius Rufus przypomina Tomka Czeresniaka,  przez co filmik  tylko sympatyczniejszym jest  :)







piątek, 31 sierpnia 2012

a ja nie lubie lata


nie, nie lubie lata.
albo jest goraco, tak ze nic nie chce sie robic. albo jest burza z ulewa i nic nie da sie robic.
a tutaj- najczesciej jedno i drugie. jedno- po drugim.

lato oszukuje.
lato jest eee, to juz?

lato juz sie stalo, juz przeminelo, choc wcale nie daje po sobie tego poznac.
co mialo urosnac- juz uroslo. na nic sie juz nie czeka.
a kto jeszcze czeka ten sie przeliczyl, dal sie podejsc, oszukac.
lato mami uluda stalosci. dni sa krotsze - chociaz wciaz oszukanczo dlugie. 
nie daja poznac po sobie przemijania.


lato jest aroganckie, pewne siebie, bezrefleksyjne.
i zawsze konczy sie nagle, bez zapowiedzi*, bez ceremonialu 
wzbudzajac rozczarowanie, zal,  panike.
jak to, to juz?




*  zapowiedzi pojedyncze, subtelne, zgubione w rozbuhanym letnim halasie sa; 
gdzies dwa tygodnie temu, w srodku rozzazonych,  leniwych upalow dostrzeglam klucz dzikich gesi,  w tym momencie, w tym upalnym bezruchu byl on zupelnie nie na miejscu, byl on zlosliwoscia, chichotem.


I chociaz zielen wciaz bujnie zielona,  bujniejsza i zielensza, lapiaca oddech w chwili, 
gdy  spadl z niej ciezar 37 stopniowego zaru, to jednak  - po astrach, po ostach 





najpiekniejsza piosenka o jesieni, prawda?**



** ku mojemu zdumieniu  -  autor jest "na cenzurowanym"... to kto jeszcze? 
kiedys stanczykami byli Marcin Wolski, Jan Pietrzak, Andrzej Rosiewicz, 
dzis- jest Doda z Wojewodzkim;


***


Ps. jednak szkoda lata.... tak troche :) 



o, a lilka tez kiedys tak latala.
cudowne, cudowne, niezapomniane uczucie, 
ta chwila, gdy sie juz szczesliwie wyladuje na ziemi;) )
(przerwa cztery lata, trzebaby kurs powtarzac... to se ne wrati)


lato...







niedziela, 12 sierpnia 2012

W moim jestem zakochana na przepadle 
                                                   - Kaczka -


***
(czytać szeptem, czule)

szumi trzcina pod leszczyną
w trzcinie tej się leszcz przemieszcza
bo te leszcze tam się pieszczą
a nad nimi trzmiele brzęczą
i cietrzewie czemuś wrzeszczą
a leszczyna trzeszczy trzeszczy

w leszczym gąszczu przyczajony
wietrzyk czule tchnąc szeleści
na piaszczysty brzeg strząsając
mości liście rozmarzony
wszak przed zmierzchem przyszykować
łoże trza dla leszcza żony

                                                     Lilka 





niech mi ktos znajdzie drugi rownie wspanialy jezyk!

:):):)

sobota, 4 sierpnia 2012

Mihaela Ursuleasa

Muzyke czuje glowa, dusza, cialem, cala soba.  Czasem daje z siebie zbyt wiele. Taka tez jestem w zyciu. Jesli kogos kocham, albo z kims gram albo z kims jestem zaprzyjazniona to wtedy daje z siebie wszystko.


Aby byc dobrym muzykiem, wcale nie trzeby byc dzikim i szalonym, niestety, a moze na szeczescie tak jest w moim przypadku.

 ***
przed chwila o tym przeczytalam.
mloda, sliczna, utalentowana, niesamowicie utalentowana, tak pelna zycia osoba  umiera. tak po prostu. majac zaledwie 33 lata, piecioletnia coreczke i wspaniale zycie przed soba...

przeciez ona miala jeszcze tyle zagrac, nagrac, koncertowac...
tak byc nie moze. ktos sie tutaj pomylil. :(
 
***
Mihaela UrsuleasaWyjatkowa, bardzo wyjatkowa  pianistka
zywiolowo romska. czarowala pelna energii, pelna radosci zycia gra. 

niedawno kupilam ta plyte, nagrala ja wraz z argentynska przyjaciolka.
z przyjaciolka tworzyly najpiekniejszy (doslownie) duet instrumentalny swiata.
w listopadzie mial byc koncert w Monachium.
nie w takich okolicznosciach miala  powstac ta notka...
:(



***

w tej audycji,  pianstka opowiada o sobie, o swoim zyciu z muzyka.
przetlumaczylam ja dla nieniemieckojezycznych, gdyz warto posluchac, naprawde warto.
nawet jesli nie znasz jezyka, warto.
nawet jesli nie za bardzo lubisz "klasyke"-  warto.
tyle radosci zycia, smiechu, zartow, wdzieku nie spotyka sie codziennie.




środa, 1 sierpnia 2012

pierwszego sierpnia





o tym aspekcie Powstania  nie wspomina sie, nawet w Polsce. 
Czy moze wiec dziwic, ze w kraju  w ktorym mieszkam - 
milczy sie na ten temat?

Ps. Mord na  200 tysiacach cywili, w odwecie lub bez, jest zbrodnia wojenna. Jest ludobojstwem.

W Niemczech - o Powstaniu Warszawskim - nie wspomniano ani słowem.
Nie wspomina sie ani słowem
Ale jezeli sami Polacy (?) oskarżają swoich przywódców o to ludobojstwo, dlaczego Niemcy maja bic sie w piers? A przeciez o masakrze przeprowadzonej na 200 tys cywilów - powinno uczyc sie kazde niemieckie dziecko.

poniedziałek, 30 lipca 2012

u mamy


 Nieporzadny, rozrosniety, wspanialy. Tu jest wszystko. Sa maliny, ogorki, pomidory.
Jablka, wisnie, sliwki... winogron jeszcze nie ma, a truskawek -juz nie ma.
I mnostwo kwiatow*. Do patrzenia, do wachania, do jedzenia:)

sobota, 28 lipca 2012

lilka w drodze


tydzien wolnego.
800 km. osiem godzin.
i-  juz mozna  wcinac kwiatki z malinami:) 
samotnie zapodziany malinowy krzak w bawarskim ogrodku lilka obchodzi przygladajac mu sie podejrzliwie. a moze on swieci?

***

lilkowy - prowadzi w ciszy i skupieniu.
gdy prowadze, a nic mi nie gra, zaczynam mysleco wszystkim innym tylko nie o drodze.
(chwila na refleksje o meskiej a kobiecej uwadze) 
lilkowy nie ma wolnego - moge wiec spokojnie, spod stert zakurzonych plastikowych okladek powygrzebywac sobie dowoli;
te przypadkowo lub nieprzypadkowo wyklikane, skopiowane, czekajace lub zapomniane.
lub to co mi sie chce, lub moze sie zachciec (ooo tego to nie jestem w stanie przewidziec; stad i podrozne zapasy obfite) , by wypelnilo blaszane pudelko, na te kilka godzin. wedruje ze mna koszyk pelen plastikowych otoczek, przewalajacych, rozsypujacych sie przy kazdym hamowaniu.
a wszystko tylko po to- by uniknac wypadku. 

odrobine jednorecznej ekwilbrystyki* i juz cos gra.
(ale o TYM - napisze w osobnym poscie. tak zdecydowalam.)

na droge- wypada niby wrzucic cos lekko, odprezajacego....?
eee tam, przesady. jestem sama- wiec moge sobie puscic - najdowolniejsze zgrzyty i lomoty. 
trzeba korzystac z chwil samotnosci.
bo tego co lilka czasem slucha- nawet likowy nie zawsze strzyma :)

no to korzystam. jade i slucham. nawet jesli warunki dalekie od aufiofilskich. co mi tam.

* wyjatkiem bywa droga przez Slowacje. Radio devin  potrafi moje podrozne samopoczucie.
obywa sie wtedy bez ekwilibrystki.


***

a ze - droga dluga (razy dwa przeciez) wiec lekko a przyjemnie - tez bylo.
o, tych panow sobie posluchalam.




piątek, 20 lipca 2012

jakie smaczne kwiatki

 moja pierwsza sałatka z lilkowca :)
(zielona salatka + platki liliowca + jablko + troche malin - bo ich zatrzesienie + doprawy jak zwykle).

Na drugi ogien zrobiłam co następuje:
na patelni rozpuściłam odrobinę masła z cukrem,
do tego wrzuciłam posiekane płatki liliowca, dorzuciłam garść malin i skropiłam sokiem z cytrny.
masą tą posmarowałam omlet (jajko rozbełtane widelcem - z dwiema łyżkami wody).
Na nalesnik pewnie tez sie nada, ale omlet robi sie szybciej :) 


hmmm

nastepnym razem dodam troche likieru z migdalow. Albo nie, pomaranczowego. 


niedziela, 15 lipca 2012

lato...

lato mozna tez zajechac. 
zajezdza sie przed tarasowaniem. 
bo zajezdzanie poranne po wieczornym tarasowaniu.... 
eh, to nie to lato,
lata znaczy sie :)))








czwartek, 12 lipca 2012

lato...


lato, lato... coz z nim czynic ...
 zatarasowac?


tarasowanie winne


no dobra, dobra, lato tez ma swoje plusy:)))
zreszta jak wszystko w zyciu, przychodzi zbyt szbko, odchodzi zbyt szybko
ja myslami dopiero co z zimy wyroslam,
ledwo co nadejscie wiosny do wiadomosci przyjelam,
a tu lato zaraz sie skonczy.... 

czwartek, 5 lipca 2012

sprawy biezace



poniewaz tak ogolnie na nadmiar czasu nie cierpie
pozwalam sobie jedynie na
walcowana minutke *

(i tak chlopcy nie zdazyli :)) 




tu w wersji jazz - jagodzinski (tez nie zdazyli:))





ale bywa, warto sie pospieszyc,
gdyz moze sie to skonczyc...

sobota, 30 czerwca 2012

taka sobie historia, czyli co slychac u sasiadow

ongis, gdzies miedzy Dniem Matki a Dniem Dziecka,
(ot taka symboliczna story)
 przerazona wolam lilkowego. 
tu COS  skacze.
To COS wygladalo
TAK





ledwo toto opierzone, ale jednak.
to PTAK.

niedziela, 24 czerwca 2012

Finale presto (na smierc pewnej mlodej osoby...)

Jest taka jedna Sonata Fortepianowa.
  Sonatę ta kończy  "Marsz żałobny". 
dosć oklepany zresztą.

Ów żałobny marsz zwieńcza finale. 
Finale  presto.
Trochę mniej oklepane. 



 finale presto
najdziwaczniejsze z dziwacznych  utworów Chopina
pojawia się po nastrojowym, 
badzmy szczerzy nieco - ckliwym marszu.



 finale presto.
to nie jest wzniosłe requiem.
to tylko krotka, bezwzględna opowiesc.
krotki muzyczny obraz 
w którym rozpada sie to
co pozostało z tego, co kiedyś bylo człowiekiem.

tak wlasnie zagral ja kiedyś pewien młody pianista.





***

 w tym finale - slychac stukot, gruchotanie, to bardzo charakterystyczne gruchotanie przesypywanych  kosci. kosci, które trzeba wyrzucić z grobu, by zrobić miejsce nowym.
To finale jest jak już nikomu niepotrzebna czaszka Yoricka

...



(Chopin  mial poczucie humoru; inteligentne, celne;
mam wrażenie ze tym marszem i tym finale po prostu sobie zażartował;
gorzkim, ironicznym żartem;  ze słuchaczy, z życia, z siebie;
z tej pustki, która oczekuje TAM

***


ps.
zmarła Magda Prokopowicz.

... 

nie, to nie dla niej jest ten wpis.
Magda potrafiła żyć dzielnie i kolorowo.
 i na takie wspomnienia zasługuje.

Ten wpis jest dla mnie.
niepokoi mnie po prostu to cale finale....

sobota, 9 czerwca 2012

czwartek, 31 maja 2012

oberki Chopina

Zafascynowaly mnie mazurki. Zafascynował mnie taniec. 
Chocholi taniec. Oberek.

***

W mazurkowym szale- przesluchalam - raz jeszcze wszystkie mazurki Chopina.
W wersji NIFC* oraz w wersji- rubinsteinowskiej z połki wygrzebanej (do wyklikania na jutubie).

Chopin pod wspólną nazwą "mazurek" wykorzystał elementy trzech tańców ludowych tworzących tzw. grupę mazurową: mazura, kujawiaka i oberka.

Mazurki Chopina- to czasem nostalgiczne, czasem żartobliwe -
kujawiaki przeplecione zamaszystym mazurem. Oberka w nich - nie za wiele.

A ja  wybrałam się na poszukiwanie oberka własnie.


op.6 nr 5
wesoły, zakrecony   taniec przez  dudy  dudniące zapowiedziany. 
Fortepian bawi się  w wiejska zabawę :) 

op.7 nr 3
dudy, dudy - i kreci się oberek; lekko nostalgiczny  -  łagodnie przechodzi w całkiem rozmarzonego już kujawiaka...
ale, smutek nie może trwać przecież  zbyt długo. 
- kujawiak zostaje przełamany zamaszystym mazurem.
kalejdoskop tańców. I nastrojów.

op. 7 nr 4
chyba najbardziej "ludowy" oberek. I najbardziej surrealistyczny. 
a to przecież tylko (niemal) klisza tej muzyki ludowej. 


op. 17 nr 3
Opleciony,  nokturnowym kujawiakiem "ze snu"  
Oberek pojawil się nagle, nieoczekiwanie- 
na chwile zostają uchylone drzwi - do innego świata -
tego świata od "rzempolen" wiejskich skrzypek.
male zderzenie dwóch zupełnie odmiennych światów.  Ale tak samo nierealnych.


no i oczywiście - stary znajomy op 33 nr 3 .



Troche inaczej. Tak:





albo tak






Oberek pojawia się przede wszystkim - w mazurkach młodego Chopina.
Późniejsze mazurki - koncertującego w Paryżu Chopina - są co raz bardziej filozoficzne 
i  salonowe. 
Kujawiak w parze z mazurem.


Ale - 30 letni przebywający na Majorce (z George;  możemy spekulować, jaki był jej wpływ na taki a nie inny charakter tego mazurka :)) Chopin komponuje mazurek,  oberkowo- dysonujący;  z wpleciona wen hiszpańska nuta- 
Op. 41 nr 2


Mazurki są pełne uroku i  muzycznego bogactwa,
Ale - dla mnie maja w sobie coś  niedokończonego.
Mazurki są salonowe. 
Szaleństwo oberka u Chopina się pojawia, ale tylko z lekka zarysowane. 
Szkic?  Czy jeszcze czas nie ten, nie ta epoka?

Byc może trzeba ucha osłuchanego jazzem,
wizjonera - jak profesor Bieńkowski -
by usłyszeć, zrozumieć i docenić - owo "rzępolenie".

Albo - pomarzmy.
Chopin nie umiera, Chopin już dojrzały, uwolniony od  paryskich salonów wrócił na polska wieś i zaczyna tworzyć "dziwaczna"** muzykę...

Z drugiej strony czy  fortepian  w ogóle jest instrumentem
- który może oddać owo oberkowe szaleństwo?
Skrzypce, dudy, basy - to są prawdziwie diabelskie instrumenty.
A fortepian? fortepian stoi w salonie...


Co ciekawe- mazurków Chopina - nie ma w swojej dyskografii jeden z najwspanialszych szaleńców fortepianu -  Ivo Pogorelich. Szkoda.



* a jednak.  Na instrumencie z epoki - ta muzyka brzmi lepiej, pełniej, cieplej.
Czy na konkursach chopinowskich zamiast steinwayów i yamah - czas zacząć stawiać pleyele? :)

**Jan Kleczynski „Nie grywać, bo dziwaczne” o Preludium nr 2



poniedziałek, 28 maja 2012

Papierosa!

co najbardziej lubia mszyce?  
mlode pedy roz oczywiscie.
a na mszyce najlepszy jest 
papieros*
 

pierwsza roza w lilkowym ogrodku.



* zalewamy papierosa 1-2 szklankami wrzatku (mozna podgotowac).
Zostawiamy na noc. Rano spryskujemy mszyce. Sprawdzone. Dziala :)

z zycia sasiadow

trawnik lilkowych to niezgorsza  arena walk.
ledwo co panowie zdazyli wziac sie za czuby o bialoglowe -
a juz - rozegrala sie batalia na smierc i zycie o robala.
biegiem po aparat- i zdazylam jeszcze koniec boju uwiecznic.





sobota, 26 maja 2012

... a polska pieśń uczyni tak, że każdy skakać spieszy...
(G.P. Telemann)




w  Moskwie do Mazurka Scriabina -
bajkowy, ulotny, zwiewny
skacze elf.




a w Wiedniu panowie zaraz sie pobija o Tatiane;
ale nim Oniegin zabije Lenskiego - podskakuja, mazurkuja
przy dobrze schlodzonej  wodce z kawiorem :)
(raczej maZUruja*; nie wazne, wazne ze skacza)





Delibes tez myli mazura z mazurkiem*...
Mazur, mazurek, piesn polska skakac trzeba:)




w Nikaragui tak po prostu - skacza
zdumiewa mnie to - Ameryka poludniowa -
 a tutaj klisza polskiej zabawy wiejskiej

 


czasami jednak warto oprzec sie  piesni polskiej, 
i nie skakac :)
(koniecznie posluchac, wesole:)))  








Wlosi to jednak nasi.  Od zawsze to wiedzialam.
Tu tez wesolo mazurkuja. :)


* te pomylki notoryczne niepokojace bardzo - przyszlo udac sie do wujka gugla i cioci wikipedii.
udalam sie.  odkrylam cos niesamowitego. zagraniczni nie rozrozniaja mazura od mazurka!
ale przyjmuja do wiadomosci - istnienie oberka. dziwne troche.
rozumiem jeszcze ze jakies francuzy, ale zeby rosjanie?
kto jak kto, ale oni powinni wiedziec co jest grane.

poniedziałek, 21 maja 2012

wciaz zakrecona mazurkami:)

i wcale nie wyglada na to, zeby mi mialo szybko przejsc.. :)

Ta muzyka - przejmuje, do szpiku kosci, z pewnoscia  zaprzęga nieczyste siły :)

jak musiala brzmiec KIEDYS, gdy granica miedzy swiatem realnym -
a swiatem duchow byla plynna... a moze jej nie bylo



***

jeszcze kilka jutubek festiwalowych:

Tadeusz Kubiak - na jutubce ma 88 lat




Orkiestra Czasow Zarazy, zmutowala w miedzyczasie w  Notre Orchestre de Pologne




fragment z notatki pod jutubka (kliknac i przeczytac) 

"Wychwala człowiek właśnie to, co może go ucieszyć a polska pieśń uczyni tak, że każdy skakać spieszy. Bez trudu tedy przyjdzie mi konkluzja całkiem pewna: muzyka polska, wierzcie mi, bynajmniej nie jest z drewna.  Trudno wprost uwierzyć, jak cudowne pomysły mają tacy dudziarze czy skrzypkowie, kiedy podczas przerwy w tańcach zaczną fantazjować. Człowiek uważny zaopatrzyłby się tam w 8 dni w zapas pomysłów na całe życie."
G.P. Telemann

przyjdzie sie przysluchac uwazniej Telemannowi :)
okazuje sie - ze cos sie i  wsrod lilkowych cd-ow-  telemannowo zapodzialo.


z okazji 
przesluchalam  mazurki Chopina
posluchalam  tego - czesc szymanowska.
mazurkow Szymanowskiego sie  nie dogrzebalam.
zamowilam.






poniedziałek, 14 maja 2012

Ostatni muzykanci

 


nie moge sie oderwac. Slucham jak w transie.
czegos takiego musial sluchac Chopin..




Najczęściej zadawanym mi pytaniem po ukazaniu się mojej książki Ostatni wiejscy muzykanci było: dlaczego się tym zająłeś?, po co ci to było? No bo faktycznie: malarz poświęca ponad 20 lat życia na zajmowanie się rzeczami o których nie miał pojęcia. 
Tak to z boku wygląda. Teraz myślę, że w dużej mierze zawdzięczam to rodzimym etnografom i działaczom kultury, którzy tak skutecznie zamazali obraz naszej muzyki wiejskiej, że aby dotrzeć do jej sedna trzeba było samemu zacząć jeździć po wsiach. Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że w radiu i telewizji istniał aż do około 1975 roku zakaz puszczania muzyki wiejskiej in crudo. Owszem, bez kłopotu można było posłuchać stylizacji w wykonaniu Mazowsza, czy kapeli Dzierżanowskiego lub Kołaczkowskiego, ale prawdziwy wiejski skrzypek – mowy nie ma, przecież on tak okropnie gra, co innego jak ten surowiec weźmie na warsztat prawdziwy artysta, Chopin czy Szymanowski, wtedy ta muzyka nabiera blasku. Ileż razy słyszałem takie opinie właśnie przez etnografów głoszone. Zacząłem więc jeździć, nagrywać i filmować na własną rękę. Przebić się do tego hermetycznego świata wiejskich muzykantów nie było łatwo. Niechętnie powierzają innym tajniki zawodowe dotyczące gry, ogrywania mazurka, czy wreszcie sił nieczystych, które można zaprzeć do pomocy przy grze. Im głębiej docierałem, tym bardziej byłem zaskoczony funkcjonowaniem tego muzycznego świata i dwuznacznej roli, jaką spełniają (czy raczej spełniali) muzykanci. Dwuznacznej, bo z jednej strony prowokującej grzech, rozpustę i siły nieczyste, a z drugiej ich obecność jest konieczna przy obrzędach (głównie weselach). (...) Poruszała mnie potrzeba uporczywego udowadniania swojej wartości muzycznej ze strony ostatniej generacji skrzypków, całkowicie przez wieś odrzuconych i zapomnianych. Uświadommy sobie: nasza wiejska muzyka – to przede wszystkim skrzypce. Ostatnie pokolenie skrzypków, to pokolenie urodzone około 1930 roku, młodszych skrzypków dziś już na wsi nie ma! Zacząłem się spieszyć, żeby jeszcze zdążyć dać świadectwo tej wspaniałej muzyce. Tak powstała moja książka. Kiedy w 1979 roku zacząłem nagrywać po wsiach, robiłem to dla przyjemności, aby posłuchać tej muzyki, bo nigdzie nie mogłem na nią trafić. Stopniowo powiększałem obszar badań. Wreszcie postanowiłem, że nagram wszystkich skrzypków i harmonistów, jakich odkryję w Polsce centralnej. Właściwie po to, żeby zaspokoić swój głód tej muzyki i ludzi, którzy ją grają.(...)



piątek, 11 maja 2012

Mazurki, mazurki

klikamy na jutubke u gory i skrolujemy do ok.2:30 (a jak nam sie wczesniej zatrzyma, tak ok. 1:30 - to sobie Urbaniaka sluchamy i zabieg artystyczny "jazz i jego podziemie"  podziwiamy).

O 2:45 pojawia sie w podziemiu Janusz Olejniczak
Skrzypek: co mamy dalej robic?
J.O.: Grac. Zagramy final wszyscy razem
Skrzypek  zagrywa  Cucarache
 J.O.  niezadowolony -  nuci mu wlasciwa melodie (2:58) - Muzykant przysluchuje sie przez chwile
- aha, TO 
Olejniczak: TO

slucham tego fragmentu na okraglo;
rozczula mnie on niemozebnie.:)


nastepnie na wizji - i foni pojawia sie Michal Urbaniak.
Graja - wspolnie - TO.



A teraz klikamy na Mazurka D major Op. 33 No. 3 granego przez Marcina Koziaka.
I doskonale juz wiadomo - o co tyle halasu z tymi Mazurkami Chopina -
I dlaczego - inni chca, a nie potrafia :)


ps.1. nie mozna przy okazji pominac  Honorowego Patrona. Te armaty, te krzaki ;))

ps.2.  polecam rowniez relacje - Madame Szwarcman, zawsze to co fachowe ucho- to fachowe ;)