sobota, 31 marca 2012

DDD (donosy & dla doroslych)

do doniesienia - same wspaniale rzeczy.
wczoraj + dzisiaj  =  zimno +  leje.

reszta - na bergfexie :)
jupii, juz kwiecien, a wciaz da sie przezyc bez lodowcow!!!!

***

dzis - ogrodkowo wg ponizszego planu
  1. lilkowy - walczy z zielem
  2. lilka - ratuje rododendrony (RR).   szczegolowy plan LRR obejmuje:  
                              a.  przyciecie (wykonano)
                              b.  namoczenie (deszczyk)
                              c.  podtuczenie.

w efekcie w ogrodzie lilkow -  roznosi sie niepowtarzalna harmonia zapachow:
  • zapach czosnku  (punkt1) 
                     polaczony z zapachem
  • rododendrowego guano (punkt 2c).

***
na deser: rozmowy z alkowy cd.

(uwaga, uwaga: policz dokladnie swoje lata, jesli nie ma ich 18 - nie klikaj na "czytaj wiecej" ;) ) 

czwartek, 29 marca 2012

cuda z lilkowego ogroda (czesc ktoras tam)

 Fotoce ogrodek szybko - on  zmienia sie jeszcze szybciej.



Oryginalne lilkowe forsycje 
definitywnie konczace
czytoabynapewnowiosna- dyskusje.



           a tegoto jeszcze nie widzeliscie.










pierwiosnki.
lubieje


cuda wianki, cuda wianki
rozszalaly sie sasanki
wiem ze juz bylo, ale patrzcie
jak tosie  bardzo  pozmienialo!





 
aktualizacja :)
(lilkowy nie jest zachwycony 
efektem niespodzianki. lilka jest;
tylko oczy zmruzyc trzeba :) )

środa, 28 marca 2012

babskie marudzenie za milion dolarow (cd)


onegdaj lilkowy podziwiajac kobiece kraglosci swej lepszej polowki - stwierdzil:
ty jestes jednak ...
(tu nastapil ostrzegawczy  pomruk lilki)
...piekna!

madry lilkowy.



lilkowy o piekno dba.
urocze to sniadanko bawarskie;:) 
z wstretnego marcepanu :))



no ale wracajac do sedna.
dzis przejechalam prawie 20 km na rowerze,
przebieglam (tak przebieglam)  sie okolo 10 razy (a moze wiecej) na trzecie pietro.
tak wyglada moje codziennie, nie jakis wyjatek.

przyznaje sie. spowiadam sie.  obzarlam sie.
sniadanie - pol tosta z plasterkiem zoltego sera. trzy daktyle (do kawy zamiast cukru).
obiad jedna bulka z mozarella.  grzech wielki - jedno ciastko.
wczesna kolacja (18.00): oberzyna z wolowinka z odrobinka ryzu.
4  x grzech pomniejszy w postaci jablek (mialy byc marchewki). szklanka maslanki.
tak. dzis na prawde sie objadlam. na takie szalenstwa nie pozwalam sobie na co dzien.  
(jesli bulka- to nie obiad;  ciasteczko- to juz szalenstwo daleko pozanormowe).
jesli jablka liczyc za 200 kcal za sztuke - to fakt wyjdzie dobrze ponad 2000 kcal.


***
to wszystko zaczyna byc
PODEJRZANE!

czy ktos madry  moze to policzyc?
energia kinetyczna +
energia potencjalna +
energia cieplna potrzebna na podgrzanie do 36 stopni. 

wszystko to  x 60 kg* ?

bo cos mi sie wydaje ze bilans jest ujemny.
o calym inkszym metabolizmie (przeciez produkuja misie jakies komorki, hormony - chyba)
- nawet nie wspominam.
wszystko wskazuje na to - ze - 

jestem perpetuum mobile.
(do tego co najwyzej trzeciego stopnia)

wniosek:  

nalezy mi sie milion dolarow!


 dolary ktore naleza sie lilce

:) :) :) 


co sadzicie?

mi-sie ten pomysl podoba.


*ok, ok moje BMI wciaz znajduje sie w dolnych strefach stanow normalnych, ale co ja mam zrobic z kolekcja jeansow, ktore wciskaja sie do poluda? o moich cierpieniach duchowych (ja kocham jesc!) nawet nie wspominam - a  + 7kg/rok- zaczyna zmuszac do dzialania. 
aha, jako dziecie przypominalam nieco tylko lepiej odpasiony szkielecik.
komorek tluszczowych naprodukowac okazji nie mialam.

poniedziałek, 26 marca 2012

ciezkie czasy...

nie wiem jak Wy zniesliscie zmiane czasu,
ja strasznie.
bylam nieprzytomna, jestem nieprzytomna.
zaraz padam nieprzytomna

barbarzynskie zwyczaje.

***

tak. pojechalam na rowerze. naprawde.
czyli zwleklam sie prawie 90 minut wczesniej (!).

rano zimno z przymrozkiem bylo
(ojojoj, czy aby nie za wczesnie pociachalam te moje rododendrony?).
gdybym sie tu tak nienachwalila- znalazlabym dziesiectysiecy powodow
by jeszcze-jeszcze- dzis posluchac radia bawarskiego :)


a lilkowa
droga
wyglada
tak
                                                                                                                                                                             
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  d.....
                                                                                                                                                                      o
                                                                                                                                                                   p
                                                                                                                                                                e
                                                                                                                                                             r 
                                                                                                                                                          o
                                                                                                                                                        g
                                                                                                                                                     d
                                                                                                                                                  o
                                                                                                                                                p
                                                                                                                                             e
                                                                                                                                           r
                                                                                                                                        o
                                                                                                                                     g
                                                                                                                                  d
                                                                                                                               o
                                                                                                                            p  
                                                                                                    - prosto-
                                                                                            e
                          -prosto-                                               r
                    e                       z                                      o
                 r                            g                                 g
             o                                  o                           d 
           g                                       r                      o
        d                                            y                 p
     o                                                     prosto
   p




tak  to sobie mozna zwizualizowac
na wszelki wypadek wizualizuje sobie droge powrotna  :)


***

sloneczko- bylo.  i - jasno bylo!
(plus nowego czasu, ale po diabla go wogole  bylo psuc, zeby teraz naprawiac?)
z gorki gorki jak marzenie. 

popodgladalam sobie - co tam u innych w ogrodkach :)

donosze- ze z wiosna - wciaz kiepskawo.
to raczej jednak na zwykle przedwiosnie wyglada
a w lasku (bo miedzy podgore a zgory jest lasek; ten lasek) -
to pozimie w pelni.

to tylko lilkowy ogrod - tak sie rozszalal :) 



a na otarcie zimowych lez
wspomnienia z radia bawarskiego:






(teraz zacznie sie seria - z lilkowej polki, hehe ;)))


niedziela, 25 marca 2012

wiosna rulez

lilka zostala pokonana.

wczoraj bylo tak cudownie. chlodno, tu burza - tam SNIEG.
nawet gory swiezoosniezone widac bylo.


a lilka?
lilka poszla do ogrodka (!) nie w gory (!!!).
rozumiecie to? (bo ja nie).

w ogrodku lilka ciela i ciela i ciela.
poprzycianalam hortensje. poprzycinalam  rododendrony.
kolejny etap - ratowanie rododendronow.
duzo ich (policzylam, dziewiec + jakies malenstwa; najwiekszy sie rozmozyl :)))
i duze, ale nie dosc ze niedozywione, to jeszcze zaatakowane przez COS.
latajace cos, co wyzera paczki kwiatow od srodka.
porozwieszalismy na krzaczkach takie wielkie zolte lepkie plachty.
lilkowy usmial sie serdecznie gdy wracajac cichcem wczesniej z pracy przylapal lilke na naganianiu COSIA  na te plachty :). rododendrony - sa tak scherlaczale, ze nalezy im sie serdeczne przyciecie. zostawilam im jednak galazek pare, bom ciekawa - co wyniklo z zeszloroczngo polowania na COSIE :)

pomaltretowalam przy okazji troche kwiatkow (i Ziela).
lilkowy - tak sie przerazil cietym zacieciem lilki,
za nawet na zmaltretowane krokusy uwagi nie zwrocil :)



aha - fuksje zakwitly. 
lilkowe - tak troche leniwie (bo wschodnie)
sasiedzkie poludniowe -serdecznie.


 sasiedzki dowod na to,  ze to co nieodwolalne - 
juz sie stalo.


stara znajoma sasanka - wczoraj burzowa, 
dzis - w blekicie.


 ***

i jeszcze wspomneinie -  ten ostatni piatek
 radio bawarskie w drodze do dom  mnie na pozegnanie
pozabawialo, oj pozabawialo. 
Tak mnie zabawialo: 



dokrasilo jeszcze Oscarem Petersonem juz tutaj byl, ale bedzie jeszcze (nie)raz



A od poniedzialku -  koniec. No chyba zeby padalo.... 
(zerklam na pogode, nie bedzie padalo).
Eh, nie ma to jak sluchac muzyki w samochodzie, w ducha spokoju . Nie jest to sluchania dla audiofila - ale by cos podsluchac - w sam raz. a ze to radiowy czas na polecanki plytowe- to i muzyka taka wlasnie, ze nic tylko szybko zamawiac :) )  Tak, tak. garcia-fons juz w drodze :) 
W domu jak juz sie chwilke czasu znajdzie - by usiasc przed juz nieco bardziej audiofilskim (bez zadnego przesadyzmu) sprzetem- to wyciaga sie jakiegos ceda.

eh, lezke (kolejna juz, wiem)  upuscilam nad bezwzglednie odchodzaca zima  ;) ;)

(ale... zawsze jakas burza z piorunami albo listopadowy lipiec zdarzyc sie jeszcze moze, nie?)

sobota, 24 marca 2012

donosy wiosenno (jednak:)) ogrodkowe

Forsycje wciaz niezdecydowane, ale:
  1. dzis byla pierwsza prawdziwa burza! (jeden grzmot, ale zawsze)
  2. zonkil dumnie stwierdzil, ze to on decyduje co i jak.

poddalam sie.
 niniejszym
 oglaszam oficjalnie:


wiosna!!!


***

no cuda - cuda sie wyprawiaja. 
nawet zakochana w zimie lilka nie potrafi przejsc obojetenie:)







 pierwiosnki juz byly co prawda,
ale sa takie
roz-czu-la-jace













krokusy sa zadziorne
i beda zazdrosne o pierwiosnki
jesli ich nie wrzuce :)










 sasanki za to skromne
wcale nie jest łatwo zerknąć sasance pod sukienkę :)



(jak widać - prawdę gadałam, przebiśniegi przekwitły zupełnie.)

***

a teraz wspomniane  -strasznerzeczyogrodkowe
proszę spojrzeć  na to zdjęcie. prosto z lilkowego ogródka.
czy sadzicie ze to jakaś tajemna plantacja niewiadomoczego?



:)




po przybyciu do ogrodu lilkowych nastąpiło Wielkie Odchwaszczanie,
po nim zaś nastała faza Walki z Zielem.
lilkowy walczył zaparcie,  a ze zieleto to czosnek niedzwiedzi* - walczący lilkowy pachniał uroczo.
na zdjęciu można podziwiać długofalowe efekty walki (fragmentarycznie;)).

toto rosnie baaardzo szybko. jeszcze kilka dni temu -tegoto nie było.


*mogłoby się nadać na sałatkę, tylko ze na Bawarię spadła czarnobylska chmura cezowa (cezu bylo tyle co na ukrainie) - dlatego - póki  nie przespaceruje się po ogródku z licznikiem Geigera - wszystkie ziółka mam tylko w donicach.


piątek, 23 marca 2012

czwartek, 22 marca 2012

wiosna czy nie wiosna?


oglaszamy juz ta wiosne, czy jeszcze czekamy?
argumenty za- sa - trzeba przyznac - mocne.
22 marzec (buu, tu nawet marzanny nie uswiadczy),
slonce sloneczne, niebo blekitne.
oblodzonych - sciezek - nie uswiadczy (szukalam dokladnie).

wszystkie oznaki na niebie i na ziemi wskazuja na to, ze to juz.
(od dawna juz moja droga, od dawna-dawna)
juz czas...no niestety, nie ma co sie oszukiwac, nie ma co kombinowac.
eh, przyjdzie wstawac o cale 15 minut wczesniej!!! *
a jeszcze te godziny poprzestawiaja. straszne.
  
wracajac do argumentow.
bardzo mocny argument zawiosenny:  przebisniegy przekwitly.
rownie mocny argumetn przeciw  -  forsycje jeszcze nie zakwitly.

tak czy tak-  mamy dylemat.
taki to czas- miedzy przedwiosniem a wiosna.
zupelnie nieokreslony. ;)


a w ogrodku, w ogrodku - ha! dzieja sie straszne (na prawde straszne) - rzeczy.
nie,  nie chodzi o to, ze lilkowy podskakuje w rozpaczy
przy kazdym moim kroku na naszym trawniczku
 - uwazaj! tu moga rosnac kwiatki!
dobre. kwiatki - to rosna u nas wszedzie i jak im sie zywnie podoba.
nie nie o to. ale o tych strasznych rzeczach- skrobne w weekend, z foto-doku.


* skonczy sie "radio bawarskie nadalo".
a wlasnie. radio bawarskie nadawalo mi dzis - z pracy do domu calkiem sympatycznie Händla

ale ja co innego podrzuce.
dla mnie brzmi bardziej wiosennie :)


(a tego skrzypka trzeba wyguglowac. koniecznie)

wtorek, 20 marca 2012

z fürth do krakowa


wpadam tylko na chwile, chwileczke, bo czas napreza sie bardzo niebezpiecznie
wygrzebuje  zapodziana  notka  na pozniej,
na to pozniej, ktore juz dawno minelo :)


  9.marca  o 7:30   radio bawarskie z tej oto okzaji taka muzyka w drodze do pracy mnie raczylo 
(moze nie dokladnie to, ale prawdziwy klezmer mozy byc tylko z krakowa, nie prawdaz?)







poniedziałek, 19 marca 2012

precyzyjna wypowiedz.


Osmioletnia Valentina, sadzac po imieniu latorosl przesiedlencow z kazachstanu,
za uroczy wierszyk o wampirze grajacym na fortepianie  wygrala konkurs poetycki radia bawarskiego.

Ein grässliches Vampir
spielt leis´ auf dem Klavier;
ja, die Musik klingt gut
doch es fließt frisches Blut
.

z Laureatka przeprowadzono z tej okazji telefoniczny wywiad,
nadawany z radia na cala bawarie (a moze jeszcze dalej).
poniewaz w dalszej czesci wiersz donosi o Mozarcie, Pani z Radia zadala madre pytanie: 

PzR: powiesz nam, skad to zainteresowanie Mozartem u Ciebie?
Valentina :  aaa,  bo muzyka Mozarta to byla pierwsza muzyka, ktora sluchalam
PzR: o, a czego sluchalas?
Valentina:   ja juz nie pamieeeetaaam - eeee- czarodziejski flet albo uprowadzenie z seraju.
ale nie pamietam juz co bylo pierwsze.

-
PzR: to Ty pewnie grasz na jakims instrumencie?
Valentina:   nieee, na instrumencie nie. na dwoch instrumentach


---

no prosze, to sie nazywa precyzja wypowiedzi.:)
(po niemiecku - smaku dodaje gra slow 
- spielst du ein instrument? - nein, ein instrument nicht. ich spiele zwei intrumente)


Szanowni Panstwo, smiem twierdzic, ze najpozniej za lat dziesiec uslyszymy o Valentinie z Bawarii:)


ps. to taki wczorajszy przerywnik w drodze z gor do domu (jakos tak po trzmielach).


a to Mozart mojego dziecinstwa. dokladnie, dokladnie ten. 
do Valentiny mi daleko ;) 


 



no i  krola gor w grocie (niemozart)
namietnie sluchalam jako dziecie :)

marek i wacek.




filharmonicy berlinscy
(ale to nie to- choc tez swietne; musze jeszcze pogrzebac, za takim pawdziwym krolem gor)
zostanie tu dorzucony




no i to musze jeszcze dorzucic :)





ptasi poranek

a wlasciwie- zimowo ptasie wspomnienia o poranku.



***

mam jeszcze jedna historyjke  do opowiedzenia.
musze szybko- bo za chwile zrobi sie zupelnie nieaktualna.
 w zamierzchlych czasach, gdy nie prowadzilam bloga
(w zwiaku z czym nie posiadam odpowiedniej dokumentacji foto),
czyli  jakies dwa miesiace temu, nastaly w bawarii straszne mrozy. 
zimno bylo tak, ze zamarzal przez przypadek wystawiony za okno paluszek, nie mowiac
o powszechnie uznanej ocenie temperatury przez plucie.
lilkowy, ktory w dziecinstwie byl zapalonym ornitologiem, rozczulil sie bardzo nad ptasia dola i postawil im taka, bardzo obficie zaopatrzona stolowke:




a ptaszki? owszem , zawitaly do nas, raczyly sie raczyc zaoferowanym menu 
(oto dowody, pticy na uczynku nie przylapalam)




ale dopiero, gdy temperatura na zewnatrz osignela calkiem przyzwoite 5 stopni w plusie. 
(lilka oczywiscie sprawdzala stan stolowki co dnia)
co one, przy kominkach sie grzaly?

***

a dzis rano obudzil mnie doszczowo pochmurny poranek. 
Temperatura rowniez spadla do przyzwoitych 4 stopni celsjusza. 
Juhuuuuuu!!!

pedze do robociska!!!

niedziela, 18 marca 2012

owadzia niedziela

niedziela - taka jak byc powinna.

rano tarasowo - ogrodkowo,
w poludnie- deska (lilkowy zrobil w miedzyczasie pranie; sprawiedliwy podzial obowiazkow :))



poranno- niedzielny trzmiel nielot z wypieta dupka ;)






 no tak, nie da sie przeoczyc, ze to przedwiosnie a lada chwila wiosna w krasie. 
i to wcale nie trzmielowe tyleczki,
bynajmniej nie  rozszalale topniejacym sniegiem wodospady


(tu jest wielka przepasc. nie wiem, jak sfotografowac przepasc)

sa jej nieomylna oznaka. 

nie .

pojawila sie szarancza.
szarancza wylania sie znikad. szarancza brzeczy i sprawia, ze moj poziom adrenaliny,
po przybyciu na miejsce, spojrzeniu w najbardziej otchlanne przepascie
moze tylko lagodnie opasc.
szarancza oczywiscie uwielbia waskie, strome, ostro zakrecone gorskie drozki.
uwielbia jezdzic po nich z predkoscia ponad 150 km/g
(sadzac po wlasnej, bez przesady ostroznej)
zasadniczo- mozna by sie nie przejmowac.
bo co mi moze zrobic taka szarancza.
tylko jakos - do cholery - nie potrafie.


nawiasem - jedna para szaranczy- miala calkiem fajowy sprzet, ale nie zdazylam sfotocic.



szarancza pospolita.





oraz dziesiejsze widoczki.
za niedlugo, przyjdzie sie przeniesc tam.
tam sa lodowce.




***

o piekna klamre, zamykajaca dzisiejszy dzien zadbalo radio bawarskie. 
w drodze do dom zapodalo lot trzmiela.w wersji na wokal.
odlot (nomen omen ;)).



 w jutubie takiej gratki nie znalazlam (wykonawczyni nie zapamietalam a w programie oczywiscie wzmianki nie ma- takze plyty zamowic tez nie moge), ale znalazlam:

obok wykonania tradycyjnego 




wersje na osiem fortepianow



(a teraz nalezy sobie wyobrazic to samo tylko spiewane. na jeden glos)

:) :) :) :) :) :) :) :)




a dla ciekawskich
oryginalna deska lilkowa
stan dzisiejszy


sobota, 17 marca 2012

o Steenie i Bachu

UWAGA WAZNE:


Wspomnialam wczoraj o  Michaelu Steenie* i jego ksiazce.
zajrzalam. w oryginale zacytowane przeze mnie z pamieci zdanie brzmi: 

"... wielu ludziom tworczosc Bacha dostarcza calkiem zwyczajnej przyjemnosci".


cale zdanie w kontekscie: 

"Jednak przy odrobinie cierpliwosci (CIERPLIWOSCI!!!!! przyp moj) , wiekszosc jego dziel (jaka wiekszosc.  WSZYSTKIE!!! przyp. moj) jest absolutnie pasjonujaca i wielu ludziom tworczosc Bacha dostarcza calkiem zwyczajnej przyjemnosci."
 (CALKIEM ZWYCZAJNEJ przyjemnosci ...przyp. moj )


ZGROZA ZGROZA, ZGROZA

Brak slow. 
Za sianie takich herezji, ksiazke Steena, pomimo jej niewatpliwych walorow, powinno sie publicznie spalic. Wszystkie wydania i tlumaczenia.
Przy dzwiekach muzyki Bacha,  do wyboru PT Steena jest ponad 1100 zachowanych dziel. 
Proponuje - zeby nie trzeba bylo sie zbyt cierpliwic, muzyke latwa i przyjemna,
ktorys z  24 koncertow. Moze byc  Tripelkonzert



(nalezy zwrocic uwage na wykonawce, 
Musica Antiqua Köln)


Odpowiednich tortur dla Steena jeszcze nie obmyslilam.
Wszystkie wydaja mi sie niewystarczajace.
Jesli ktos ma pomysly, prosze niech sie podzieli.

Jesli ktos trafil na  ta ksiazke- to strone 74 nalezy omijac, najlepiej wyrwac.
Wogole - caly rozdzial o Bachu- jest nie dosc entuzjastyczny - omijac.

***

Kochani. Zapamietajcie raz na zawsze.
Przyjmijcie to do wierzenia jak aksjomat. jak prawde wiary.



Nie ma kompozytora nad Bacha. 

Mysl madra powiada: 

Bach to Bach, tak jak Bog to Bog**. 

i jeszcze.

Nie wszyscy muzycy wierza w Boga, ale wszyscy wierza w Bacha.***




*Hmm,  Plenum Titulum Michael Steen jest m.in. czlonkiem zarzadu Royal College of Music



-----------
pomilczmy chwile.
-----------



No coz.
Anglicy nigdy nie znali sie na muzyce.
Purcell udal im sie przypadkiem.





** Berlioz, madry gosc, choc kompozytor - taki sobie (opinia bardzo subiektywna).
***  stad prosty wniosek ze PT M. Steena, zarzadzajacego Royal College  -  trudno nazwac muzykiem
_________________________________________________________


na deser donosy ogrodkowe z dnia dzisiejszego. 
Slonce, 22 stopnie, straszne rzeczy sie dzieja.
pierwsza szarza wyruszyla, za nie gwardia pelna para w natarciu:






ta laczke juz znacie

pomiedzy przebisniegami
przebila sie sasanka












Pierwiosnek jeszcze niesmialy bardzo 

przylaszcza informuje  ze tez juz jest
 











krokusy, w pelnej krasie 
(widziecie, ta malenka niezapominajke?)
                                     


***



No i oczywiscie deska tez byla (ale dzis bez fotek, widocznosc- taka sobie).
Snieg juz troche ciezki. Jak tak dalej pojdzie, przyjdzie sie przeniesc na lodowce.

piątek, 16 marca 2012

miedzy mozartem a guziczkami, czyli rozwiazanie zagadki.


Ale Was tu naklikalo :)

przypominam maja zagadke :

Anonim z  Mar 5, 2012 02:15 PM   napisal/a:

krzewisz miłość do muzyki poważnej czy raczej piłujesz oklepane standardy klasyków wiedeńskich

kiedy i przy jakich okazjach wspomnialam tutaj klasykow wiedenskich? 
no i ktorych oczywiscie.  wszystko ladnie zaetykietkowane, nie powinno byc problemow
_____________________________________________________________

poniewaz Pan Anonim nie odpowiedzial, odpowiadam  ja. 

klasykow wiedenskich  wspomnialam na blogu dwa razy:

 raz pierwszy:   Beethoven w roli hita hitow na pienku
 raz drugi : Haydn w roli blee



jak sie mozna domyslec, za zadnym z wspomnianych przeze mnie do tej pory klasykow wiedenskich- nie przepadam  (=> UWAGA)  przepadam za to za Numerem Trzecim.
Chlopcy dokonale wytlumaczyli dlaczego.





Piotr Anderszewski powiedzial w ktoryms z wywiadow, ze smierc Mozarta w wieku zaledwie 36 lat, to jedna z wiekszych tragedii, jakie spotkala ludzkosc (no dobra, muzyczna ludzkosc). Fakt.
(eh, Chopin i Purcell tez mogliby troche dluzej pozyc. Karlowicz zreszta tez).

***

A wracajac do spraw babskich.
Lilkowy powiedzial wlasnie, ze gdy strzelajacy guziczek uderzy kogos w czolko, moge zostac oskarzona  o naruszenie nietykalnosci cielesnej. hm.....
no nie, jutro przeciez nie pojde  na zadne zakupy... ;)

***


UWAGA,  UWAGA: dla czytaczy mniej osluchanych a zainteresowanych muzyka klasyczna, nie nalezy w zadnym wypadku kierowac sie moimi widzimisiami. kazdy slucha po swojemu!
poza tym - ja tych dwoch tez lubie. ja ich po prostu- nie lubie az tak bardzo, jak "moja" czworke :)
zreszta- Bethoveen nie bylby hitem- gdyby go nie sluchano, nie prawda? to samo dotyczy innych kompozytorow, o ktorych wyrazalam sie nie az tak entuzjastycznie (Sibelius, Berlioz). To bardziej zarty, niz na powaznie :) .


***


Ps. Michael Steen, wyskoczyl np. w swojej - zreszta calkiem sympatycznej ksiazce "Wielcy kompozytorzy i ich czasy" z taka zlota mysla (cytat z pamieci, mozliwe ze troche przekrecony)

niektorzy nawet sluchaja Bacha dla przyjemnosci


(wyskok Pana Steena to zreszta  zgroza-------- ale o tym - cdn)


środa, 14 marca 2012

babski przerywnik



on:    chyba przytylem, spodnie sa za ciasne
ona:  chyba przytylam, stanik jest za ciasny.   :P

bohaterowie: on: lilkowy, ona: lilka

***

wiosna. tak, to na pewno wiosna.

waga pokazala pewna cyfre. diabelska cyfre. cyfra ta od zawsze stanowila dla mnie sygnal alarmowy, swiecila jaskrowo czerwono, wyla syrena. ale zawsze na drugim miejscu! skad sie nagle wziela na miejscu pierwszym? do tego ta tuz za nia zaczela niebezpiecznie tracic sympatyczne w tym wypadku okraglosci.
diabelska cyfra szesc.


tak, tak. dostrzegam zdecydowane plusy. grozi mi co prawda kompletna wymiana garderoby, ale akurat ta jej czesc wymienilabym bez wiekszego zalu :)  (nie bardzo wiem jak sie odniesc do bardzo napietych guziczkow od bluzeczek....;)).


no dobra.nie ma co marudzic. czas wrocic na moj normalny tryb odzywiania.
normalny-czyli

(uwaga)


maslanka + marchewka.*
:/



naleze niestety do tych nieszczesliwych istot, ktore tyja od patrzenia na jedzenie.
10 km  (w jedna strone) na rowerze do pracy? ha, ha, ha...
jedyna rzecz, ktora pozwolila mi na jako takie normalne odzywianie -
to wedrowki narciarskie powyzej 3000 mnpm tutaj na szczescie zima trwa od listopada do maja).
tak, wtedy moglam sobie pozwolic na obfite sniadanie. obfite- to znaczy  jogurt (nie maslanka!)  + musli i jakies jajko.
(normalna jazda na desce? - ha, ha, ha... a jezdze szybko, na czarnych pozatrasach; w glebokim sniegu jazda bywa meczaca...)

ale zeszly sezon- byl z powodow, ktore juz wspominalam (byl tak i tak bezsniezny) stracony.
ten tez nie rewelacyjny.  a przyzwyczajenie do "obzarstwa" - zostalo.
(dobra, przyznam sie ze orzechy wloskie z miodem tez cos tam zawinily; aha i sery roznorakie do  wina pewnie tez, no i to salami...:))


koniec, kropka. pomarudzilam. tez mi sie czasem wolno. a co,  mam - cierpiec sama?


wrocmy lepiej  do plusow**
robimy sesje zdjeciowa.
teraz GORA.
a jak juz bede szczuplutka  -  dol.
potem fotocostam -
no i?  dobry plan?  seksi bomba byde ;)


no, dzis po babskiemu bylo.

w kazdym razie babki, jak by co, to mrug- mrug i-
"kochanie- moglbys mi pomoc zapiac stanik? chyba przytylam"
od razu samopoczucie bedzie lepsze :) :)

***

* taak,  cos tam jem w miedzyczasie, konkretnie: sniadanie: maslanka + lyzka platkow sojowych z garsteczka suszonych owocow; orzechy byly, wyrzucam. obiad - jablko + jakas kanapka  lub salatka w barze. kolacja- tu szaleje (mam gdzies wszystkie rady dietetyczne; jak nie zjem wieczorem- to nie moge zasnac i wyjadam wszystko z lodowki). to zreszta jedyny posilek ktory udaje nam sie - czasami, rzadko - zjesc razem. jakas piers z kurczak, omlet + cos salatkowego.
no chyba ze weekendy... przyznaje sie do wieczorow winnych z serami ... moze winne te wieczory? ;)

**  spogladajac na moje plusy, zastanawiam sie, czy nie przesunac mojej sygnalow alarmowych o jeden- dwa kilo do gory. ;)) Zastanowie sie nad tym, jak juz (ta nowa) gorna strefe stanow alarmowych osiagne. :)

sobota, 10 marca 2012

taka jedna sobota

oczywiscie podbudka o szostej, jak to pobudka o szostej, 
ale relacja z pierwszej czesci planu na dzis ponizej.

wiosna sie wpycha, gdzie sie da, ale na szczescie nie wszedzie skutecznie ;)


tak, tak, tu sie zjezdza :)





troche inna perspektywa
   

dla ciekawskich- Lilka dzisiejsza

pozegnal nas taki widok (fotocone z samochodu)



ps. dzis tylko fotki, bo real tez ma swoje wymagania

czwartek, 8 marca 2012

a przeciez dzis.. (+ zagadka)


Osmy Marzec.  

Tulipanow na podoredziu nie mam, ale za to :
(zdjatka swiezutkie, prosto po pracy w strugach zimnego (niecale 2 stopnie) deszczu fotocone)


 


 pozimie nie odpuszcza,
 przedwiosnie sie nie daje
co to sie wyrabia. 
 

sniezyczka w pozimowym deszczu-
bezcenne




weszlam onegdaj do ogrodka, na trawnik, tak po prostu, a tu nagle lilkowy biegnie i krzyczy-
nie wchodzic, nie wchodzic!

e?
czemu? trawa jak trawa. jeszcze nie wyrosla,
ale zeby za posprzatawanie sie zabrac nie bylo mozna...


no i wydalo sie... jesienia kupil wiadro cebulek kwiatkow roznorakich i powsadzal.
to miala byc niespodzianka :)
to teraz czekam - co gdzie rosnac zacznie....

(te zdjeciowe kwiatki to jeszcze ze starostanu).



***


na dobranoc - zagadka:

Anonim z  Mar 5, 2012 02:15 PM  napisal/a:

krzewisz miłość do muzyki poważnej czy raczej piłujesz oklepane standardy klasyków wiedeńskich



kiedy i przy jakich okazjach wspomnialam tu klasykow wiedenskich? 
no i ktorych oczywiscie.  
wszystko ladnie zaetykietkowane, nie powinno byc problemow



zlote mysli z blogowiska czyli 6666

w zwiazku ze zblizajacym sie kolejnym jubileuszem - czyli 6666 (aktualnie 6660)
wrzucam szybko - zeby nie przegapic- pare zlotych mysli o ktore jestem bogatsza.



  • co znaczy w blogo-mowie "ciagle sie mnie czepiasz" ?
                                      nie czytasz mojego bloga
  • jak skutecznie doprowadzic trola do bialej goraczki?  
                                     wkleic licznik odslon swojej strony.

na razie.
moze jeszcze cos skrobne wieczorem!


***




JEST! 17.11 : 6666

niedziela, 4 marca 2012

I stalo sie.

uznajemy sile dowodow rzeczowych. 
oglaszamy oficjalnie poczatek
 PRZEDWIOSNIA






nie, nie wiosna tego jeszcze nie nazywamy....

piątek, 2 marca 2012

a tymczasem...

przyjdzie oglosic koniec POZIMIA. Dzis slonce, 13 stopni.
Roznorakie przebisniegi bezczelnie powylazane.

*****
ale powspominajmy piekne czasy przez chwilie:


z serii widoki z okna :)   


a tu
dodatek do widoku.
 i po widoku i po dodatku
pozostaly tylko wspomnienia :)
a dodatek pyszny, wrednie pyszny byl.



***

zimowe wieczorne spacery







a tu -  bedzie stal nasz - domek*....:)


* zart oczywiscie, nawet nie chce myslec, ile kosztuje taka dzialka TU
 i kto tu mieszka po sasiedzku :)
do tego autochtoni sprzedawac nie kca. buuuu.

ale - nie zrazeni - chodzim, ogladam i planujem na  tej "naszej" dzialeczce  :)
poki wolna - to wszystko sie moze jeszcze zdazyc, prawda?