Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyczna latwo i przyjemnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyczna latwo i przyjemnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 października 2015

Był Konkurs...

Nagromadziło się rzeczy ważnych i bardzo ważnych, klawiatura wzywa!

Bo oto mięliśmy (eh, czas to przeszły)  - Konkurs.
Wielkie Święto Muzyki.

sobota, 24 maja 2014

Wizje

Skoro już powiedziałam A - to niech będzie tez  B
B jak Prokofiew.

czy Mazurki Chopina pod palcami Trifonowa nie brzmią jak te "Wizje Ulotne"? 



***
A skoro trafiło na B, to niech będzie i C. 
Czyli o skomplikowanym - tak jak i Czasy, w których żył - Charakterze
Prokofiewa. I jak jego zyciu. 

Wizje komponuje 28- letni kompozytor w 1917. Juz wtedy cieszy się sławą muzycznego futurysty  a w dorobku ma wiele dzieł, należących do jego największych osiągnięć kompozytorskich. 

Trzy lata wczesniej konczy konserwatorium wygrywając finałową „bitwę fortepianów”, zdobywa główną nagrodę - fortepian Schredera - własną kompozycja z 1912 roku I Koncertem Fortepianowym. 
W tym tez czasie podróżując do Anglii i Francji pozna i zaprzyjaźni się z muzycznym impresiario - Sergiejem Diagilewem, usłyszy Strawińskiego i Ravela. 
W międzyczasie w Rosji wybucha rewolucja. Wraz z wieloma rodakami opuszcza ogarnięty wojna kraj.  Wyjeżdża do  Ameryki. 


W Ameryce święci tryumfy inny rosyjski emigrant rewolucyjny, Sergiej Rachmaninow. Pomimo początkowych nowojorskich sukcesów koncertowych Prokofiew zawsze był w cieniu swojego rodaka. Z tego czy tez innego powodu, jego amerykańska kariera  nie rozwijała się po jego myśli. Po finansowym fiasku premierowej opery, Miłość trzech pomarańczy porzuca po dwóch latach Amerykę dla Paryża.

Wraz z nim (lub za nim) wyjeżdża Carolina Codina, 20 letnia śpiewaczka operowa,  o hiszpańsko - francusko- polskim pochodzeniu,  występująca pod scenicznym pseudonimem Lina Lludera. Zachwyciła się koncertującym  w Nowym Jorku  Prokofiewem - i już go nie opuściła.





W Paryżu otoczył Prokofiewa opieka jego dawny znajomy,  Diagilew
Prokofiew stal sie ego oczkiem w głowie impresario -  zaraz po Igorze Strawińskim. 
Dla rodziny Prokofiewów (bo w międzyczasie Sergiej wziął ślub z ciężarna Lina w uroczym bawarskim klasztorze Ettal, gdzie tez przez jakiś czas zamieszkali) nastały tłuste, a przynajmniej spokojne, lata. 



Prokofiew koncertuje i komponuje, jego twórczość spotyka się z krytyką i entuzjazmem. Zdobywa uznanie. Lina, zwana przez męża pieszczotliwie- Ptaszka- koncertuje z powodzeniem, choć bez większej kariery. A przede wszystkim, w czasie gdy Prokofiew prowadzi bogate życie koncertowo-towarzyskie, rzadko pojawiając się w domu, zajmuje się dziećmi. 
Egocentryczny, wdający się w różnorakie intrygi kompozytor - wkrotce jednak popada w konflikt z paryska bohema. Gdy w  1929 roku umiera Diagilew, Prokofiew coraz częściej wyrusza z koncertami i premierami swoich utworów do byłej ojczyzny 

Na zamówienie Teatru Maryjskiego (zwanego wtedy Teatrem Kirowa) w Petersburgu (zwanym Leningradem) komponuje  swój najbardziej znany utwór- balet Romeo i Julia. 


 A "Taniec rycerzy" słucha się bardzo przyjemnie
i bynajmniej trudno :) : 


pod batuta Giergieva*



oraz z wizja:









Balet nie zyskał jednak uznania czy to w oczach  czy uszach Stalina. Światowa prapremiera odbyła się w Brnie 30 grudnia 1938 roku, na Leningradzka premierę w Teatrze Kirowa Prokofiew musiał poczekać aż do stycznia 1940 roku. 

Mimo tych ostrzegawczych sygnałów, w 1936 roku (czyli krotko przed jedną z największych fal stalinowskich czystek)  Prokofiew ulega namowom władz radzieckich  i decyduje się na powrót do Rosji, a dokładniej - do Kraju Rad. 
Wraz z nim (lub za nim) wyjeżdża jego żona z dwójką ich synów. 

W Moskwie władze otaczają czołowego radzieckiego kompozytora (Szostakowicza właśnie dopada fala zjadliwej krytyki), jak na tamte warunki luksusem. Dostaje mieszkanie, służąca, szofera. Zachował paszport, bez przeszkód mógł wyjeżdżać zagranicę (do czasu). 
Poznaje Mirę Mendelssohn, o 24 lata młodsza poetkę.
Porzuca Linę.


Niemniej, nie wszystko w nowej- starej ojczyźnie przebiega gładko i przyjemnie. Kantata na XX-lecie Października, nie uzyskała aprobaty sowieckich władz,  a jej premiera miała miejsce dopiero w 1966 roku, sporo po śmierci kompozytora. 




Również premiera pierwszej radzieckiej opery Prokofiewa, Semyon Kotko nie odbyła się bez zakłóceń; pech chciałże dyrektor teatru, zaangażowany komunista, Niemiec Wsiewołod Meyerhold, został w międzyczasie aresztowany, a kilka miesięcy później, rozstrzelany. Krótko po aresztowaniu Mayerholda Prokofjew otrzymuje za to inna propozycje jak najbardziej niedoodrzucenia  i  komponuje Kantatę Zdravitsa -  z okazji 60 tych urodzin Stalina. 
Muzyka Prokofiewa z "futurystycznej" - nabiera coraz bardziej "neoklasycystycznego" charakteru. Co i tak nie uchroni go od publicznych przeprosin za  "muzyczny formalizm" (wraz z Szostakowiczem, Chaczaturianem i innymi kompozytorami tego okresu) - cokolwiek miało to oznaczać. Ale to dopiero w 1948.  

Tymczasem - w 1941 roku Prokofiew i Mira- zostają ewakuowani na Kaukaz.
Lina wraz z dziećmi pozostaje w ogarniętej wojną Moskwie.
W 1948 roku małżeństwo Prokofiewa  z Lina, jako nie zarejestrowane w sowieckich kartotekach, 
zostaje uznane za nieważne. 
Sergej i Mira mogą wziąć ślub. 
I biorą. 

Miesiąc później, Lina zostaje aresztowana. Oskarżona o szpiegostwo spędza dziewięć miesięcy w wiezieniu na Łubiance i 15 minut na sali sadowej. 
Wyrok - 20 lat łagru.




Dzięki umiejętnościom wokalnym  zostaje członkiem grupy "kulturalno- oświatowej". 
Kto czytał Opowiadania Kołymskie wie, ze to była przepustka do życia. 
O śmierci męża (była przekonana, ze został aresztowany wraz z nią)  usłyszała przez radio. Zmarł tego samego dnia co Stalin. 


Zwolniono ją trzy lata później.
Związek Radziecki może opuścić 20 lat później.  
Do końca życia paranoicznie boi się aresztowania.

Po wyjeździe na zachód Lina Prokofiew zakłada fundację - 
im. Sergieja Prokofiewa, mająca na celu zachowanie i propagowanie muzyki jej męża. 
Jej miłość do Prokofiewa była nieskończona. 
A może miłość do muzyki...
Zmarła w 1988 mając 91 lat. 

***
Porucznik Kiże. Romans od 4:00 *






* to oczywiście fragment wykorzystany przez Stinga; zawsze miałam odczucie, słuchając "Russians" - ze to piękna muzyka, tylko ten śpiewający facet niepotrzebnie tam przeszkadza ;)

niedziela, 6 stycznia 2013

Na ten Nowy Rok!

hej, minęły ci, jak z bata strzelił te Swięta i nagle, zupelnie niespodziewanie mamy rok zupełnie  nowiutki, ciepły jescze, różowiutki. Wszystko oczywiście bedzie lepiej i inaczej no i wogóle. Bedziem coraz mlodsi i piekniejsi, no...w kazdym razie mądrzejsi.

W barbarzynskim kraju, w ktorym mieszkam Swiąta kończą się dziś.
Dziś znikają spod okien i z kominow brzuchate krasnalo-mikołaje, gasną lampki,  wyrzucane zostaja smetne szkielety jodelek.
Temu wyjątkowo aspołecznemu zachowaniu mówimy stanowcze nie. *
Swieta trwają własnie w najlepsze, i tak ma byc przez kolejnych 26 dni.

Ponieważ kołowrotek czasowy zakręcić już nie raz zdazyl, donoszę tylko, ze  w tym wszystkim - zdazylismi juz wrócić z krainy hejze hejze hoc hoc




do krainy piekielnego węża**



Do krainy Dzieciątko sie narodziło hej nam hej wybrałam sie z wiaderkiem pierniczkowych gwiazdek, serduszek reniferow i choinek  które to pierniczkowatosci spotkał zaszczyt (a cel wiaderkowych zapasow byl raczej konsumpcyjny),  uświetniania choinki (wlasnoogrodkowa, siegala pod sufit, a może jeszcze dalej :)). Choinka oczywiście- wspaniała, pstrokato, bogato ze zlotymi papierkami, czokoladkami (piernikami!) slowem, wszystko co sie wygrzebac dalo swoje miejscsne utulonie wsrod galazek swierka odnalazlo.

Pod galazkami choinki znalazlam prezenty, a pod postem poprzednim-
wspaniale życzenia:)

Spoznienie, ale szczerze, dziekuje!

Arkr za życzenia, piekne rymowane
przyjm podziękowanie, niech Ci bedzie dane
szczescie w Nowym Roku
na kazdziutkim kroku,
hej koleda, koleda!

Wszystkim Wam tu zycze, z serca calego
bez konca radosci, wszego najlepszego
tego niezwyklego
Roku Trzynastego
hej koleda, koleda!

....
no i coby Wam  gazdzina, przy piecu nie schudla!





*
w drodze wyjatku - mikolajom mozna darowac, wisza biedaki juz od miesiaca.

**
ta kantate Bach (lub jego chlebodawca) przewidział na drugi dzień Swiat Bożego Narodzenia.
"Höllische Schlange wird dir nicht bange" (piekielny  wężu, czy ci nie strach?), co brzmi po niemiecku co najmniej tak zabawnie jak po polsku, a gdy wezmie sie pod uwage, ze "bange"- to strach w dosc bardzo potocznym znaczeniu, takie trzesienie portkami, to oczywiste, ze (nawet) kazdy Niemiec usmiecha sie mimo woli. Wiec dlaczegożby i Bach nie mialby sie usmiac, twarzac ta  wyjatkowo piekielna kolede :) .

niedziela, 23 grudnia 2012

Radosnych Swiat


Gotuj sie Syjonie...*
 

(to kontratenorowe wykonanie jednak ma coś w sobie, 
chociaż panowie, a przynajmniej lilkowy, niezbyt chętnie je słuchają:)) 


***

Wszystkim tu zaglądającym życzę  pełnych radości Swiąt.


***

Bereite dich, Zion, mit zärtlichen Trieben,
Den Schönsten, den Liebsten bald bei dir zu sehn!
Deine Wangen
Müssen heut viel schöner prangen,
Eile, den Bräutigam sehnlichst zu lieben!




sobota, 1 grudnia 2012

na depresje jesienna neapolitanski spiew

To cos za oknem wydaje sie niedorobka, wypadkiem, czyms co sie zepsulo i szybko powinno zostac naprawione. To cos ciemne, mgliste i zimne. To a ni jesien, ani zima, to jakas pomylka  natury, niedokoczona pora roku. Ba, a sa miejsca na swiecie,  w ktorym to cos przez wiekszosc roku trwa; bylam, widzialam, inaczej jak moglabym uwierzyc:)) 

Na salwowanie sie lodowcem - codzienna, skrzeczaca rzeczywistosc nie pozwala (zeby juz spadl snieg, to mozna by na jakas poblizsza gorka, a tu  tylko ta mgla i mgla).



Wiec salwuje sie goracym Neapolitanczykiem :) 





Marco Besley spiewa dawna muzyke Wloch i Hiszpani, z charakterystyczna maniera,  czym - jak to w takich przypadkach bywa - polaryzuje melomanow.
Jako ze z reguly strone tych nie do konca rozsadnych trzymam (o czym jeszcze obszerniej nadzieje mam)- Marc-iem sie zachwycam.
Czego i milym zagladaczom zycze :)


piątek, 16 listopada 2012

zrobilo sie penderecko

w radiu bawarskim.
---

wczoraj, zapewnie w ramach wprowadzania w penderecka atmosfere, radio bawarskie uraczylo  kwartetetem klarnetowym.

przed chwila skonoczyl  sie koncert, nadawany na zywo z  Monachijskiej  Rezydencji, premiera niemiecka   Concerto doppio per violino, viola e orchestra Krzysztofa Pendereckiego  (dla tych, co chca posluchac - Penderecki tak od ok. 15 min., wczesniej nudza Bethoveenem) *.
(pan w radiu powiedzial, ze szysztof penderecki na podium wlasnie wyszedl; pewnie tak bylo, bo brawo bijom). wlasnie, wlasnie graja penderecki bis.
ja tutaj, nie tam, ale slucham, slucham, rozpartam w fotelu (moj fotel wygodniejszy, o;)) i se slucham. 

---

po Pendereckim zagrali siodma symfonie Bethoveena.
Wciaz nie wiem, czy Ludwiga van tez lubie . Czasem tak, a czasem mnie denerwuje.
ale tego fragmentu slucha sie  przyjemnie (i latwo).
Wiec posluchajmy  :))





* polska premiera biedzie miala miejsce  23 listopada w Poznaniu



środa, 12 września 2012

lato!

Tak sie przejelam konczacym latem, ze zapomnialam, ze ono przeciez WCIAZ TRWA.
nawet pogoda- sie naprawila!
a ja z tej calej paniki puscilam juz jesienna piosenke, o letniej zapominajac!



Nigel.
kocham go. za jego usmiech go kocham:))
tu wszystko (wspol)gra. 
i muzyka i wykonawca i orkierstra. 



Kto w Krakowie przypadkiem - niech ma oczy i uszy szeroko otwarte. 
On tam sie czasem kreci:))





a lato jeszczeprzeciez trwa ...




               

czwartek, 5 lipca 2012

sprawy biezace



poniewaz tak ogolnie na nadmiar czasu nie cierpie
pozwalam sobie jedynie na
walcowana minutke *

(i tak chlopcy nie zdazyli :)) 




tu w wersji jazz - jagodzinski (tez nie zdazyli:))





ale bywa, warto sie pospieszyc,
gdyz moze sie to skonczyc...

piątek, 11 maja 2012

Mazurki, mazurki

klikamy na jutubke u gory i skrolujemy do ok.2:30 (a jak nam sie wczesniej zatrzyma, tak ok. 1:30 - to sobie Urbaniaka sluchamy i zabieg artystyczny "jazz i jego podziemie"  podziwiamy).

O 2:45 pojawia sie w podziemiu Janusz Olejniczak
Skrzypek: co mamy dalej robic?
J.O.: Grac. Zagramy final wszyscy razem
Skrzypek  zagrywa  Cucarache
 J.O.  niezadowolony -  nuci mu wlasciwa melodie (2:58) - Muzykant przysluchuje sie przez chwile
- aha, TO 
Olejniczak: TO

slucham tego fragmentu na okraglo;
rozczula mnie on niemozebnie.:)


nastepnie na wizji - i foni pojawia sie Michal Urbaniak.
Graja - wspolnie - TO.



A teraz klikamy na Mazurka D major Op. 33 No. 3 granego przez Marcina Koziaka.
I doskonale juz wiadomo - o co tyle halasu z tymi Mazurkami Chopina -
I dlaczego - inni chca, a nie potrafia :)


ps.1. nie mozna przy okazji pominac  Honorowego Patrona. Te armaty, te krzaki ;))

ps.2.  polecam rowniez relacje - Madame Szwarcman, zawsze to co fachowe ucho- to fachowe ;)


środa, 2 maja 2012

mamy maj

Co to sie porobilo.

Niby wiosna, taka nie do konca zdecydowana czy wiosna chce byc - az tu nagle -
znienacka zupelnie latem buchnelo.
Ani czlowiek przygotowany, zeby ktos ostrzegl przynajmniej, a nie tak 30 stopniami traktowac.
Nawet burza z gradem - uraczono.

Co sie stalo z ogrodem- w ciagu tych niemalze kilkunastu godzin!
Nadazyc czlowiek z ogladaniem nie moze,  a gdziez dokumentacja! 

Ale po kolei.
Nie pisalam jeszcze, ze mamy sasiada
(pewnie sasiadow,  bo kto sie wprowadza do takiej willi samotnie :))



Otoz - dzis udalo mi sie go spotkac. prosze!
(a willa zielona az oczy bola :)
a w naturze bardziej jeszcze niz na zdjeciu)

























Efekty Akcji LRR
Uprzejmie uprasza sie o podziwianie.
rok temu - kwiatkow nie bylo!



        Brzozka przed... 
                                                         

...i brzozka po (dwoch dniach) 
  




                                                                                                        
ostatni przedwiosniany widoczek z okna
(jak juz sie drzewa rozzielenia- nic nie widac).

 



"Wiosna" po cygansku





czwartek, 22 marca 2012

wiosna czy nie wiosna?


oglaszamy juz ta wiosne, czy jeszcze czekamy?
argumenty za- sa - trzeba przyznac - mocne.
22 marzec (buu, tu nawet marzanny nie uswiadczy),
slonce sloneczne, niebo blekitne.
oblodzonych - sciezek - nie uswiadczy (szukalam dokladnie).

wszystkie oznaki na niebie i na ziemi wskazuja na to, ze to juz.
(od dawna juz moja droga, od dawna-dawna)
juz czas...no niestety, nie ma co sie oszukiwac, nie ma co kombinowac.
eh, przyjdzie wstawac o cale 15 minut wczesniej!!! *
a jeszcze te godziny poprzestawiaja. straszne.
  
wracajac do argumentow.
bardzo mocny argument zawiosenny:  przebisniegy przekwitly.
rownie mocny argumetn przeciw  -  forsycje jeszcze nie zakwitly.

tak czy tak-  mamy dylemat.
taki to czas- miedzy przedwiosniem a wiosna.
zupelnie nieokreslony. ;)


a w ogrodku, w ogrodku - ha! dzieja sie straszne (na prawde straszne) - rzeczy.
nie,  nie chodzi o to, ze lilkowy podskakuje w rozpaczy
przy kazdym moim kroku na naszym trawniczku
 - uwazaj! tu moga rosnac kwiatki!
dobre. kwiatki - to rosna u nas wszedzie i jak im sie zywnie podoba.
nie nie o to. ale o tych strasznych rzeczach- skrobne w weekend, z foto-doku.


* skonczy sie "radio bawarskie nadalo".
a wlasnie. radio bawarskie nadawalo mi dzis - z pracy do domu calkiem sympatycznie Händla

ale ja co innego podrzuce.
dla mnie brzmi bardziej wiosennie :)


(a tego skrzypka trzeba wyguglowac. koniecznie)

poniedziałek, 19 marca 2012

precyzyjna wypowiedz.


Osmioletnia Valentina, sadzac po imieniu latorosl przesiedlencow z kazachstanu,
za uroczy wierszyk o wampirze grajacym na fortepianie  wygrala konkurs poetycki radia bawarskiego.

Ein grässliches Vampir
spielt leis´ auf dem Klavier;
ja, die Musik klingt gut
doch es fließt frisches Blut
.

z Laureatka przeprowadzono z tej okazji telefoniczny wywiad,
nadawany z radia na cala bawarie (a moze jeszcze dalej).
poniewaz w dalszej czesci wiersz donosi o Mozarcie, Pani z Radia zadala madre pytanie: 

PzR: powiesz nam, skad to zainteresowanie Mozartem u Ciebie?
Valentina :  aaa,  bo muzyka Mozarta to byla pierwsza muzyka, ktora sluchalam
PzR: o, a czego sluchalas?
Valentina:   ja juz nie pamieeeetaaam - eeee- czarodziejski flet albo uprowadzenie z seraju.
ale nie pamietam juz co bylo pierwsze.

-
PzR: to Ty pewnie grasz na jakims instrumencie?
Valentina:   nieee, na instrumencie nie. na dwoch instrumentach


---

no prosze, to sie nazywa precyzja wypowiedzi.:)
(po niemiecku - smaku dodaje gra slow 
- spielst du ein instrument? - nein, ein instrument nicht. ich spiele zwei intrumente)


Szanowni Panstwo, smiem twierdzic, ze najpozniej za lat dziesiec uslyszymy o Valentinie z Bawarii:)


ps. to taki wczorajszy przerywnik w drodze z gor do domu (jakos tak po trzmielach).


a to Mozart mojego dziecinstwa. dokladnie, dokladnie ten. 
do Valentiny mi daleko ;) 


 



no i  krola gor w grocie (niemozart)
namietnie sluchalam jako dziecie :)

marek i wacek.




filharmonicy berlinscy
(ale to nie to- choc tez swietne; musze jeszcze pogrzebac, za takim pawdziwym krolem gor)
zostanie tu dorzucony




no i to musze jeszcze dorzucic :)





niedziela, 18 marca 2012

owadzia niedziela

niedziela - taka jak byc powinna.

rano tarasowo - ogrodkowo,
w poludnie- deska (lilkowy zrobil w miedzyczasie pranie; sprawiedliwy podzial obowiazkow :))



poranno- niedzielny trzmiel nielot z wypieta dupka ;)






 no tak, nie da sie przeoczyc, ze to przedwiosnie a lada chwila wiosna w krasie. 
i to wcale nie trzmielowe tyleczki,
bynajmniej nie  rozszalale topniejacym sniegiem wodospady


(tu jest wielka przepasc. nie wiem, jak sfotografowac przepasc)

sa jej nieomylna oznaka. 

nie .

pojawila sie szarancza.
szarancza wylania sie znikad. szarancza brzeczy i sprawia, ze moj poziom adrenaliny,
po przybyciu na miejsce, spojrzeniu w najbardziej otchlanne przepascie
moze tylko lagodnie opasc.
szarancza oczywiscie uwielbia waskie, strome, ostro zakrecone gorskie drozki.
uwielbia jezdzic po nich z predkoscia ponad 150 km/g
(sadzac po wlasnej, bez przesady ostroznej)
zasadniczo- mozna by sie nie przejmowac.
bo co mi moze zrobic taka szarancza.
tylko jakos - do cholery - nie potrafie.


nawiasem - jedna para szaranczy- miala calkiem fajowy sprzet, ale nie zdazylam sfotocic.



szarancza pospolita.





oraz dziesiejsze widoczki.
za niedlugo, przyjdzie sie przeniesc tam.
tam sa lodowce.




***

o piekna klamre, zamykajaca dzisiejszy dzien zadbalo radio bawarskie. 
w drodze do dom zapodalo lot trzmiela.w wersji na wokal.
odlot (nomen omen ;)).



 w jutubie takiej gratki nie znalazlam (wykonawczyni nie zapamietalam a w programie oczywiscie wzmianki nie ma- takze plyty zamowic tez nie moge), ale znalazlam:

obok wykonania tradycyjnego 




wersje na osiem fortepianow



(a teraz nalezy sobie wyobrazic to samo tylko spiewane. na jeden glos)

:) :) :) :) :) :) :) :)




a dla ciekawskich
oryginalna deska lilkowa
stan dzisiejszy


wtorek, 28 lutego 2012

garsc drobiazgow

zmarl Maurice Andre. piekne, szczesliwe zycie. 
czegoz mozna z takiej okazji posluchac? 
przeciez tylko zartu.


 (uzupelnilam rowniez wykonania drugiego koncertu brandenburskiego)


***
125 lat temu rowniez zmarl  Aleksander Borodin. z tej okazji radio bawarskie, 
w ramach umilania mi drogi z pracy do domu*  zagralo (bez wizji). 




 

*no i nich nikt mi nie mowi, ze zima zla. przeciez jadac na rowerze -  
nie bede mogla tego wszystkiego sluchac.:)

*** 

podobno rozdano oskary. ojej, ale toto kiczowate 
toz to gorsze  niz Ludwik  Bawarski. to niemal sztuka  upchac tyle kiczu w jednym miejscu.

***

środa, 22 lutego 2012

slowo na srode

popielcowa (nie, nie posypalam sie, wlasciwie to mi wstyd). 
zyjemy tak nijak. bez postow, bez wielkich swiat.
bez piatkow i niedziel.

********

najpiekniejsza muzyka, jaka stworzyl czlowiek,
a to wykonanie- przeurocze, prawda?



So ist mein Jesus nun gefangen.
Mond und Licht
Ist vor Schmerzen untergangen,
Weil mein Jesus ist gefangen.
Sie führen ihn, er ist gebunden.

Lasst ihn, haltet, bindet nicht!

Sind Blitze, sind Donner in Wolken verschwunden?
Eröffne den feurigen Abgrund, o Hölle,
Zertrümmre, verderbe, verschlinge, zerschelle
Mit plötzlicher Wut
Den falschen Verräter, das mördrische Blut!

***
zwrocic nalezy tez uwage na starszego ze spiewakow, tego w okularach. 

***
Tölzer Knabenchor (chor chlopiecy z Tölz)
to jeden z najlepszych chorow chlopiecych na swiecie.
jak nasze Poznanskie Slowiki.
Bad Tölz - to male 17.000 mieszkancow - bawarskie miasteczko.
(choc po cichu podejrzewam, ze dzieciaki werbuja tez w Monachium; a może nie...)


poniedziałek, 30 stycznia 2012

Pierwsza milosc

moj ulubiony z Koncertow Brandenburskich. Ulubiony z Koncertow Bacha. 
Slyszyta, slyszyta ta trabka?
Tak pieknie jak ten trabkarz (kto?)  (tu klikac prosze)   nie zagral nikt.
Kupialm to CD w zamierzchlych czasach za jakas przecene straszna,
nie bardzo wiedzac nawet co kupuje.
Kupilam bo tanio i bo Bach-
chociaz wtedy jeszcze nie bardzo wiedzialam ze Bach to BACH.




 Freiburger Barockorchester, 
gra na instrumentach historycznych




 
A tu nagranie historyczne pod batuta i klawesynem  Karla Richtera 
- na instrumentach wspolczesnych






dorzucam jeszcze niedawno zmarlego Maurycego Andre, .


niedziela, 22 stycznia 2012

zima?


Sniegu wczoraj napadalo. Likowy,  jak obywatelski obowiazek nakazuje - szufla w lape... metrow do odsniezania troche, bo domek narozny. Dzis na dzien dobry przywitala mnie zaklopotana mina Mojego. Rzut oka za okno i wszystko jasne. Sniegu ani sladu. :). Za to w ogrodku pojawil sie pierwszy pierwiosnek i kilka bardzo niesmialych przebisniegow.

W gorach sniegu juz 2,5 metra. Bedzie sezon do maja. Czyz zycie nie jest piekne? Juhu!

W Wenecji sniegu niema, ale gdziez jak nie tu Vivaldi brzmi jak Vivaldi :)




sobota, 21 stycznia 2012

Zima!

przez noc zabielilo sie za oknem (i wciaz pada, i wciaz pada!). W gorach ponad dwa metry sniegu!

Na czesc zimy- "Zimna piosenka" *





oraz konkurencyjna interpretacja
(to zupelnie inny utwor...;))

Klaus Nomi tanczy
Nowojorski Balet Wspolczesny z Cedrowego Jeziora **




* Niesamowite, jak wsplczesnie brzmi ten kompozytor jakby nie bylo- wczesnego baroku.
Gdy Henry Purcell umieral, majac zaledwie 36 lat, Vivaldi mial pietnascie a  Bach i Haendel dziesiec.

** tlumaczenie wlasne, nieautoryzowane :)