środa, 18 kwietnia 2012

czas - na lodowiec

u mnie kolowrotek czasowy.
niby odkad tu pisze wiecznie czasu mi brak, 
ale teraz chyba dopiero rozumiem co to na prawde znaczy. 

w miedzyczasie -
bylismy w Polsce,
obsmialismy sie w Polsce (eh, tutaj  to jednak inna planeta, zupelnie inny wymiar rzeczywistosci, choc niby tak samo skladamy sie z rak sztuk dwie, nog sztuk dwie, glowa sztuk jedna)
objadlismy sie w Polsce (zakladajac ze kazde 1000 kcal powyzej 1000 kcal /dzien zamienia sie u mnie w 1000 g kochanego cialka, nie waze sie wazyc;))
wrocilismy z Polski. 

***

na miejscu: 
ogrod zupelnie opanowany  przez ziele,  dokumentacja stosowna wkrotce, 
rododendrony po kuracji LRR  maja  sie dobrze, jeden nawet zastanawia sie nad zakwitnieciem. 

***
podsumowywujac:

zimno i pada. 
pada i zimno


popatrzcie!

 



widzicie?  420 cm (to tyle  co dwa i pol lilki).
widzicie? widzicie?  PULVER znaczy PUCH! 
moze uda sie w ten weekend. ale najpozniej
27.04 - bo wtedy przyjezdza ekipa :) 

***

A tu lilkowo- lodowcowe wspomnienia
(gdzies w okolicach 3500 mnpm):