niedziela, 24 lutego 2013

o nartach turowych - lilkowy wpis poradnikowy.

Po porannych  celebracjach,
Łóżku wymoszczeniu,
życiodajnym, aromatycznym napojem (zaserwowanym przez lilkowego; a jakze do pieleszy) 
ostatniej szarej komórki wybudzeniu

stwierdzam ze - już czas.

Kontrola pogody - usprawiedliwiła moje lenistwo poranne- minus 16 stopni, brr,
warto było czekać do (prawie)południa :)

i chociaż  myk- myk wyprzedzają mnie autochtoni -
wytupałam całą górkę, w czasie zdecydowanie lepszym niz ostatnio.
ku dobremu idzie (choc wciąż daleko do choćby cienia przyzwoitosci :))

***

o nartach turowych slow kilka napisać obiecalam.

środa, 13 lutego 2013

Nunc dimittis


Ich habe genug.   
Już wystarczy.




ps.ta "gromniczna" kantata brzmiała mi w uszach, gdy spoglądałam 
na ostatnią publicznie celebrowaną mszę przez obecnego papieża,
dziś, w Środę Popielcową.


niedziela, 10 lutego 2013

odpowiednia pogoda (juhuuuu!)

Tutejsza aura jak kobieta zmienna. I jak kobieta nie zawodzi.
Zmieni sie wtedy- kiedy tego najmniej oczekujesz.
Tym razem jednak wykonała salto, w ta jak najbardziej wlasciwa stronę.

Jeszcze przedwczoraj, spogladajac na niebo, zastanawiałam się,
na ile sposobów moze się wyrazić czarno- szarosc na nieboskłonie.
za białego dnia.

a tak bylo dzisiaj.



 



sobota, 9 lutego 2013

odpowiednia pogoda na kwartet

Sa kraje, gdzie rozmowy toczą sie wokol pasjonujących tematow
np  wyższości mgły nad mżawką.
albo lata (czytaj: 15 stopni Celsjusza + mgła/mżawka)
nad zimą (czytaj: 5 stopni Celsjusza + mgła/mżawka)
(byłam , bylam pod holenderską granicą----
wspomnienia tych zimowo - letnich klimatów wciaz mnie prześladują:)).

Tutaj aura niczym kryminał, gwarantuje całą gamę nastrojów
oraz (a zwłaszcza) niespodziewanych zwrotów akcji.

Wspomniałam o 15 stopniowym ociepleniu? To było w zeszła środę.
W piątek trudy tygodnia nagrodzono widowiskiem, iluminacją,
widnokrąg (widno-półkrąg?) Alp podświetlonych
złocieniami, czerwieniami wartymi każdej fototapety.
(spektakl niestety skonczył się nim dojechałam do dom;
wiem juz teraz, nie znam dnia ani godziny, pstrykawke jakaś trzeba zawsze miec przy sobie;
moze czas wymienic moja komorke?;))

Za tą orgie widoków, przyszło jednak  zapłacić.

Schować się, zapaść się pod ziemie, byc małym zwierzątkiem,
mysz pod podłogą, jeż pod stertą liści,
a najlepiej nie być wcale. 
Złowieszczy - Föhn- czyli alpejski halny-
i przewalające się czarne zwały chmur i myśli.

Weekend i cały tydzień były tylko na niby.

Ciemnosc, pustka, szarosc  i wichura -  
z tym wszystkim doskonale współbrzmiały kwartety smyczkowe: