Łóżku wymoszczeniu,
życiodajnym, aromatycznym napojem (zaserwowanym przez lilkowego; a jakze do pieleszy)
ostatniej szarej komórki wybudzeniu
stwierdzam ze - już czas.
Kontrola pogody - usprawiedliwiła moje lenistwo poranne- minus 16 stopni, brr,
warto było czekać do (prawie)południa :)
i chociaż myk- myk wyprzedzają mnie autochtoni -
wytupałam całą górkę, w czasie zdecydowanie lepszym niz ostatnio.
ku dobremu idzie (choc wciąż daleko do choćby cienia przyzwoitosci :))
***
o nartach turowych slow kilka napisać obiecalam.
Musze się pospieszyć, bo choc wszędzie bialo, tyle śniegu napadało,
serce cieszy, dusza śpiewa, ale czy się chce czy się nie chce,
marzec juz za pasem a wiosna tuz, tuz.
Nic to ale. Notka na listopad będzie jak ulal :)
zaznaczam, ze poradnikuje - dla takich jak ja - amatorów zupełnych:)
a nawet takich jeszcze bardziej amatorskich.
dla tych, których przerażają zdjęcia znad grani a nawisów :)))
Na początek pospacerowałam nieco po sieci i przyznaję że złożoność problemu przeraziła mnie.
Gdybym to wszystko uprzednio czytała, nigdy bym pewnie na tury nie wsiadła.
Ale na szczęście - nie wiedziałam za wiele.
Bo tak naprawdę - to nic z tego.
Narty turowe to prostota sama, a jeśli prostota to i piękno.
I wolność nie ograniczona żadnymi stokami, żadnymi wyciągami.
Wolność dla każdego.
Bo by cieszyć się wędrówkami śnieżnymi - wcale nie musisz być wytrawnym narciarzem,
ani innym sportowcem wyczynowym.
Piękno nart turowych polega na tym - ze każdy jest w stanie tuptać i zjeżdżać - tyle i jak potrafi.
Od łagodnych stoków, z których zsuwać się można nawet na foce,
do półwyczynowych zjazdów w głębokim puchu śnieżnym.
Wbrew pozorom - na nartach chodzi się LŻEJ niż na butach samych czy rakietach.
Ba, uważam nawet, ze po górach zima na turach - chodzi się lżej niz po górach w lecie. Otóż bowiem, na nartach - SUNIEMY pod gore, nie wychodzimy; trzeba tylko pamiętać, żeby nie podnosić odruchowo- całej nogi z narta, co na początku czyni niemal kazdy.
Do tego - schodek na wiązaniu - ustawia nam stopę w wygodnej do podchodzenia pozycji.
Do tego w dol ZJEŻDŻAMY, nie schodzimy.
Czyż nie jest to piękne?
no to do adremu.
Narta turowa - podobnie jak narta zjazdowa - czyli ta zwykła, stokowa- składa się z narty i wiązania.
O tym czy narta jest zjazdowa czy turowa- decyduje wiązanie.
Do kompletu narty turowej wchodzi jeszcze cos, nie znane pospolitym zjazdówkom.
Czyli foczka. To dzięki temu milusiemu zwierzątku -
podchodzimy pod gore - nie zsuwając się z niej.
Foki, sa zrobione z moheru - te najlepsze (suną leciutko, trzymają dobrze, sa jednak najdroższe i najmniej trwale; ale tutaj - warto jednak zainwestować, a o foczkę dbać jak o zwierzątko)
lub tworzywa - najtańsze i najtrwalsze.
Lub mieszanek.
Idea wiązania turowego jest prosta i genialna.
Chodzi się z uwolniona pieta (jak na biegówkach),
zjeżdża z zablokowana pieta - jak na nartach zjazdowych.
Wiązania turowe - sa typu dwojakiego.
Typ pierwszy, klasyczny: na zawiasie przednim, po uwolnieniu pietki - podnosi sie cale wiązanie. Poza tym szczegółem, zasada działania i funkcjonalność - jest taka sama jak wiązań zjazdowych.
Opcje - chodzenie/zjazd - oraz schodki (2- 3 stopni) zmienia sie przy pomocy kijka-
nie wypadając z marszorytmu. Do tych wiązań pasuje każdy rodzaj buta narciarskiego.
Więcej - można przeczytać tutaj. Dodam tylko - ze Naxo - nie jest już produkowane, dzięki czemu bardzo potaniały; pojawiły się za to wiązania turowe firm Hagan i Marker.
na fotce- narta lilkowego, wiązanie fritschi, wiązanie ustawione - na 3 schodku -
typ drugi to czysta prostota. But - obraca się na bolcach. Bez szyn i bez zawiasów.
na fotce - narta lilki, wiazanie TLT - Dynafit
Efekt- wiązanie jest leciutkie wazy ok 300- 500 gram (wiązanie typu fritschi - ok 900 gr).
Ale: brak szyny przy wiązaniu - oznacza - brak możliwości kantowania przy zjeździe na stoku - co moze być utrudnieniem. Kolejnym minusem jest - koniecznosc wypinania całego buta przy przechodzeniu z opcji jazda -> chod (opcja chod-> jazda przy pomocy kijka).
Konieczne sa specjalne buty- z otworkami. Fazit- jest to wiązanie dla tych, którzy swoje lenistwo przy podchodzeniu na strome góry (bo tylko przy stromych podejściach redukcja wagi ma znaczenie), cenia wyżej niz komfort zjezdzania :)
Chodzic mozna na każdej narcie, zjazdowej tez (narta lilkowego - to narta zjazdowa, nie strickte- turowa). Im lżejsza- tym oczywiście lepiej, ale z reguły narty lżejsze - sa miekksze i znów- trudniejsze do jazdy na oblodzonych stokach. Ale standardowe, lekkie - i miękkie narty, przeznaczone przede wszystkim do chodzenia - nie sa drogie a starsze modele- nawet nowe, sa naprawdę tanie (ok. 20-30 Euro).
Buty turowe - sa lżejsze (materiał= cena :)) i niższe, z reguły trzyklamrowe - co znów odbija się na kontroli zjazdu ze (stromego) stoku, gdyż noga nie jest tak usztywniona jak w bucie zjazdowym. Jeśli jednak chcemy -sobie po prostu pochodzić na górce za domem - to nadaje się do tego każdy but narciarski, byle mial opcję do chodzenia (czyli kazdy but nie starszy niz 20 lat).
Sprzęt turowy jest nieco droższy od zjazdowego.
Nowy - to niestety calkiem spory wydatek, ale (mało)używany - kupic mozna juz za ok 100-200* euro.
Za to jestesmy uwolnieni od wyciagów - więc z czasem się ta inwestycja zwraca.
* sprawdzilam na ebayu, uzywane wiazania typu fritschi poszly za 30 euro, nowe, ale rozpakowane silvretty - za 80 euro. Zmieniamy wiazania ze zjazdowych - na turowe w swoich starych zjazdowkach, dokupujemy foke (100% moher - nowe ok 50 Euro, mieszanki - taniej; ale uzywane mozna kupic nawet za kilka euro) - i mozemy isc zarowno na stok jak i na wedrowke.
milego turowania!
ps. krotka uwaga - jesli wybieramy sie na wycieczke zima, nawet niezbyt dluga, ta piechota tez, polecam zawsze miec przy sobie srebrna folie izolacyjna. Noge skrecic mozna zawsze. Zawsze mam - tez ze soba saszetki rozgrzewajace - na rece, bo te lubia mi bardzo marznac. Musze kupic se podgrzewane rekawice:))
ps.2 lawiny w polskich gorach
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz