Kończy się terror czeki, zezwolono na podjęcie małych prywatnych przedsięwzięć. Na scenę, a ściślej ujmując, na ulice miast i miasteczek Związku Rad wypłynęli drobni przedsiębiorcy, handlarze, rzemieślnicy; nie zawsze wykształcona i nie zawsze legalna "mała burżuazja". W tym to czasie na ulicach Odessy,pięknej i pełnej życia, jak najbardziej europejskiej metropolii, którą w stosunkowo niewielkim stopniu dotknął głód „wojennego komunizmu” (więcej zdjęc)
czy Mazurki Chopina pod palcami Trifonowa nie brzmią jak te "Wizje Ulotne"?
***
A skoro trafiło na B, to niech będzie i C.
Czyli o skomplikowanym - tak jak i Czasy, w których żył - Charakterze
Prokofiewa. I jak jego zyciu.
Wizje komponuje 28- letni kompozytor w 1917. Juz wtedy cieszy się sławą muzycznego futurysty a w dorobku ma wiele dzieł, należących do jego największych osiągnięć kompozytorskich. Trzy lata wczesniej konczy konserwatorium wygrywając finałową „bitwę fortepianów”, zdobywa główną nagrodę - fortepian Schredera - własną kompozycja z 1912 roku - I Koncertem Fortepianowym. W tym tez czasie podróżując do Anglii i Francji pozna i zaprzyjaźni się z muzycznym impresiario - Sergiejem Diagilewem, usłyszy Strawińskiego i Ravela.
W międzyczasie w Rosji wybucha rewolucja. Wraz z wieloma rodakami opuszcza ogarnięty wojna kraj. Wyjeżdża do Ameryki.
W Ameryce święci tryumfy inny rosyjski emigrant rewolucyjny, Sergiej Rachmaninow. Pomimo początkowych nowojorskich sukcesów koncertowych Prokofiew zawsze był w cieniu swojego rodaka. Z tego czy tez innego powodu, jego amerykańska kariera nie rozwijała się po jego myśli. Po finansowym fiasku premierowej opery, Miłość trzech pomarańczy porzuca po dwóch latach Amerykę dla Paryża.
Wraz z nim (lub za nim) wyjeżdża Carolina Codina, 20 letnia śpiewaczka operowa, o hiszpańsko - francusko- polskim pochodzeniu, występująca pod scenicznym pseudonimem Lina Lludera. Zachwyciła się koncertującym w Nowym Jorku Prokofiewem - i już go nie opuściła.
W Paryżu otoczył Prokofiewa opieka jego dawny znajomy, Diagilew. Prokofiew stal sie ego oczkiem w głowie impresario - zaraz po Igorze Strawińskim. Dla rodziny Prokofiewów (bo w międzyczasie Sergiej wziął ślub z ciężarna Lina w uroczym bawarskim klasztorze Ettal, gdzie tez przez jakiś czas zamieszkali) nastały tłuste, a przynajmniej spokojne, lata.
Prokofiew koncertuje i komponuje, jego twórczość spotyka się z krytyką i entuzjazmem. Zdobywa uznanie. Lina, zwana przez męża pieszczotliwie- Ptaszka- koncertuje z powodzeniem, choć bez większej kariery. A przede wszystkim, w czasie gdy Prokofiew prowadzi bogate życie koncertowo-towarzyskie, rzadko pojawiając się w domu, zajmuje się dziećmi. Egocentryczny, wdający się w różnorakie intrygi kompozytor - wkrotce jednak popada w konflikt z paryska bohema. Gdy w 1929 roku umiera Diagilew, Prokofiew coraz częściej wyrusza z koncertami i premierami swoich utworów do byłej ojczyzny.
Na zamówienie Teatru Maryjskiego (zwanego wtedy Teatrem Kirowa) w Petersburgu (zwanym Leningradem) komponuje swój najbardziej znany utwór- balet Romeo i Julia.
A "Taniec rycerzy" słucha się bardzo przyjemnie i bynajmniej trudno :) :
pod batuta Giergieva*
oraz z wizja:
Balet nie zyskał jednak uznania czy to w oczach czy uszach Stalina. Światowa prapremiera odbyła się w Brnie30 grudnia 1938 roku, na Leningradzka premierę w Teatrze Kirowa Prokofiew musiał poczekać aż do stycznia 1940 roku.
Mimo tych ostrzegawczych sygnałów, w 1936 roku (czyli krotko przed jedną z największych fal stalinowskich czystek) Prokofiew ulega namowom władz radzieckich i decyduje się na powrót do Rosji, a dokładniej - do Kraju Rad. Wraz z nim (lub za nim) wyjeżdża jego żona z dwójką ich synów.
W Moskwie władze otaczają czołowego radzieckiego kompozytora (Szostakowicza właśnie dopada fala zjadliwej krytyki), jak na tamte warunki luksusem. Dostaje mieszkanie, służąca, szofera. Zachował paszport, bez przeszkód mógł wyjeżdżać zagranicę (do czasu). Poznaje Mirę Mendelssohn, o 24 lata młodsza poetkę.
Porzuca Linę.
Niemniej, nie wszystko w nowej- starej ojczyźnie przebiega gładko i przyjemnie. Kantata na XX-lecie Października, nie uzyskała aprobaty sowieckich władz, a jej premiera miała miejsce dopiero w 1966 roku, sporo po śmierci kompozytora.
Również premiera pierwszej radzieckiej opery Prokofiewa, Semyon Kotko nie odbyłasię bez zakłóceń; pech chciał, że dyrektor teatru, zaangażowany komunista, Niemiec Wsiewołod Meyerhold, został w międzyczasiearesztowany, a kilka miesięcypóźniej, rozstrzelany. Krótko po aresztowaniu Mayerholda Prokofjew otrzymuje za to inna propozycje jak najbardziej niedoodrzucenia i komponuje Kantatę Zdravitsa - z okazji 60 tych urodzin Stalina. Muzyka Prokofiewa z "futurystycznej" - nabiera coraz bardziej "neoklasycystycznego" charakteru. Co i tak nie uchroni go od publicznych przeprosin za "muzyczny formalizm" (wraz z Szostakowiczem, Chaczaturianem i innymi kompozytorami tego okresu) - cokolwiek miało to oznaczać. Ale to dopiero w 1948.
Tymczasem - w 1941 roku Prokofiew i Mira- zostają ewakuowani na Kaukaz.
Lina wraz z dziećmi pozostaje w ogarniętej wojną Moskwie.
W 1948 roku małżeństwo Prokofiewa z Lina, jako nie zarejestrowane w sowieckich kartotekach, zostaje uznane za nieważne. Sergej i Mira mogą wziąć ślub. I biorą.
Miesiąc później, Lina zostaje aresztowana. Oskarżona o szpiegostwo spędza dziewięć miesięcy w wiezieniu na Łubiance i 15 minut na sali sadowej. Wyrok - 20 lat łagru.
Dzięki umiejętnościom wokalnym zostaje członkiem grupy "kulturalno- oświatowej".
Kto czytał Opowiadania Kołymskie wie, ze to była przepustka do życia.
O śmierci męża (była przekonana, ze został aresztowany wraz z nią) usłyszała przez radio. Zmarł tego samego dnia co Stalin.
Zwolniono ją trzy lata później.
Związek Radziecki może opuścić 20 lat później.
Do końca życia paranoicznie boi się aresztowania.
Po wyjeździe na zachód Lina Prokofiew zakłada fundację - im. Sergieja Prokofiewa, mająca na celu zachowanie i propagowanie muzyki jej męża.
Jej miłość do Prokofiewa była nieskończona. A może miłość do muzyki...
Zmarła w 1988 mając 91 lat.
***
Porucznik Kiże. Romans od 4:00 *
* to oczywiście fragment wykorzystany przez Stinga; zawsze miałam odczucie, słuchając "Russians" - ze to piękna muzyka, tylko ten śpiewający facet niepotrzebnie tam przeszkadza ;)
Sa kraje, gdzie rozmowy toczą sie wokol pasjonujących tematow
np wyższości mgły nad mżawką.
albo lata (czytaj: 15 stopni Celsjusza + mgła/mżawka)
nad zimą (czytaj: 5 stopni Celsjusza + mgła/mżawka)
(byłam , bylam pod holenderską granicą----
wspomnienia tych zimowo - letnich klimatów wciaz mnie prześladują:)).
Tutaj aura niczym kryminał, gwarantuje całą gamę nastrojów
oraz (a zwłaszcza) niespodziewanych zwrotów akcji.
Wspomniałam o 15 stopniowym ociepleniu? To było w zeszła środę.
W piątek trudy tygodnia nagrodzono widowiskiem, iluminacją,
widnokrąg (widno-półkrąg?) Alp podświetlonych
złocieniami, czerwieniami wartymi każdej fototapety.
(spektakl niestety skonczył się nim dojechałam do dom;
wiem juz teraz, nie znam dnia ani godziny, pstrykawke jakaś trzeba zawsze miec przy sobie;
moze czas wymienic moja komorke?;))
Za tą orgie widoków, przyszło jednak zapłacić.
Schować się, zapaść się pod ziemie, byc małym zwierzątkiem,
mysz pod podłogą, jeż pod stertą liści,
a najlepiej nie być wcale.
Złowieszczy - Föhn- czyli alpejski halny-
i przewalające się czarne zwały chmur i myśli.
Weekend i cały tydzień były tylko na niby.
Ciemnosc, pustka, szarosc i wichura -
z tym wszystkim doskonale współbrzmiały kwartety smyczkowe:
wczoraj, zapewnie w ramach wprowadzania w penderecka atmosfere, radio bawarskie uraczylo kwartetetem klarnetowym.
przed chwila skonoczyl sie koncert, nadawany na zywo z Monachijskiej Rezydencji, premiera niemiecka Concerto doppio per violino, viola e orchestra Krzysztofa Pendereckiego (dla tych, co chca posluchac - Penderecki tak od ok. 15 min., wczesniej nudza Bethoveenem) *.
(pan w radiu powiedzial, ze szysztof penderecki na podium wlasnie wyszedl; pewnie tak bylo, bo brawo bijom). wlasnie, wlasnie graja penderecki bis.
ja tutaj, nie tam, ale slucham, slucham, rozpartam w fotelu (moj fotel wygodniejszy, o;)) i se slucham.
---
po Pendereckim zagrali siodma symfonie Bethoveena.
Wciaz nie wiem, czy Ludwiga van tez lubie . Czasem tak, a czasem mnie denerwuje.
ale tego fragmentu slucha sie przyjemnie (i latwo).
Wiec posluchajmy :))
* polska premiera biedzie miala miejsce 23 listopada w Poznaniu
"Wychwala człowiek właśnie to, co może go ucieszyć a polska pieśń uczyni tak, że każdy skakać spieszy. Bez trudu tedy przyjdzie mi konkluzja całkiem pewna: muzyka polska, wierzcie mi, bynajmniej nie jest z drewna. Trudno wprost uwierzyć, jak cudowne pomysły mają tacy dudziarze czy skrzypkowie, kiedy podczas przerwy w tańcach zaczną fantazjować. Człowiek uważny zaopatrzyłby się tam w 8 dni w zapas pomysłów na całe życie."
G.P. Telemann
przyjdzie sie przysluchac uwazniej Telemannowi :)
okazuje sie - ze cos sie i wsrod lilkowych cd-ow- telemannowo zapodzialo.
z okazji
przesluchalam mazurki Chopina
posluchalam tego - czesc szymanowska.
mazurkow Szymanowskiego sie nie dogrzebalam. zamowilam.