Sniegu wczoraj napadalo. Likowy, jak obywatelski obowiazek nakazuje - szufla w lape... metrow do odsniezania troche, bo domek narozny. Dzis na dzien dobry przywitala mnie zaklopotana mina Mojego. Rzut oka za okno i wszystko jasne. Sniegu ani sladu. :). Za to w ogrodku pojawil sie pierwszy pierwiosnek i kilka bardzo niesmialych przebisniegow.
W gorach sniegu juz 2,5 metra. Bedzie sezon do maja. Czyz zycie nie jest piekne? Juhu!
W Wenecji sniegu niema, ale gdziez jak nie tu Vivaldi brzmi jak Vivaldi :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz