Bo oto mięliśmy (eh, czas to przeszły) - Konkurs.
Wielkie Święto Muzyki.
Niemcy nie wspominali o Konkursie zbyt wiele, ot większe portale napisały o wynikach. Niemcy tez nie wysyłają pianistów na Konkurs - czego nie rozumiem, zwłaszcza że jedna z głównych nagród jest kontrakt z Deutsche Grammophon.
Ale znalazłam. Wspominka spod Bremy, bardzo lokalnego portalu, ale za to jaka :)
W Polsce, w której Chopin jest kochany, wielbiony i celebrowany gorączka fanów jego muzyki zaczyna sie znacznie wcześniej, juz rok przed konkursem wykupiono wszystkie bilety.
To co w Niemczech znamy tylko z międzynarodowych meczy piłkarskich w Polsce funkcjonuje również w przypadku muzyki klasycznej - konkurs wyświetlany jest na wielkich ekranach na Starówce. I tylko jesienna - deszczowa pogoda nie współgra z fascynacja Chopinem w Polsce.
No i jak tu nie spuchnąć z dumy...no to puchnę. Tylko żal, że się tam nie było
A latoś mięliśmy Konkurs zapierający dech, poziom chyba jeszcze wyższy, niż legendarny Konkurs z 2010.
Ale o ile w 2010 - kolejność nagród była tematem zażartych sporów, emocji i sięgano niemal rękoczynów, niczym na Święcie Wiosny Strawińskiego (a przynajmniej z checia by i sięgnięto, gdyby nie ochronna przestrzeń wirtualna, ale kto wie ile komputerów w zamian zakończyło żywot)
tworzyły się bojówki zażarcie zwalczających sie - bożanowcow, trifonowcow i wunderowcow - (jako mieszańcowi - bożano- trifonowemu, dostawało mi się ze wszystkich stron - za to ze nie kocham, lub za to, ze profanuje :)) siec iskrzyła, a co działo sie na miejscu - mogę sobie tylko wyobrazić ;)
i dopiero pierwsza nagroda pogodziła wszystkich
- wszyscy uznali ja za skandal -
o tyle - poza tradycyjnym kręceniem nosem -AD 2015 nikt specjalnie nie kwestionował werdyktu jury. Gdyby był zupełnie inny - tez zapewne nikomu by ciśnienie specjalnie nie wzrosło (bo trochę jednak zawsze).
Oni wszyscy byli wspaniali a kolejność przyznanych nagród - była wynikiem tajnego i burzliwego glosowanie, którego głównym punktem było zapewne wydobywanie kulek z numerkami z wielkiej czarnej wazy*. Tak to sobie wyobrażam, bo nie wiem, czym innym mogliby kierować sie jury-isci. O rozterkach sędziowania- mówi pięknie Piotr Paleczny
Tylko.... nie jestem pewna, czy wśród tegorocznych finalistów jest osobowość na miarę Danila Trifonowa....ale takie zjawiska jak Ivo Pogorelich czy Danil Trifonov - zdarzają sie raz na lata...
Na miarę największych pianistów - Blechacza, czy nawet Zimermana - z pewnością. I to kilkoro z nich... a tegoroczni finaliści mieli nawet po 16-17 lat .... wiec jeszcze bardzo zaskoczyć mogą.
Ale nawet poza finałem iskrzyło się od wspaniałych nut.
Oczywiście- muszę wspomnieć o mazurkach. Które jak wiadomo grac potrafią tylko Polacy (oraz bułgarski Bożanow). Innym trudno jakoś zrozumieć, ze Mazurek to nie całkiem to samo co walczyk... A jak temu zaradzić - można zobaczyć tu (klik-klik)** i byle tak dalej :)
Jeszcze tylko obowiazkowe kursy mazura i kujawiaka. i może uda sie wychować tych wszystkich francuskich grajków na ludzi ;)
I najpiękniejszy tegoroczny mazurek grany przez Łukasza Krupińskiego, który - bardzo bardzo niestety - nie dostał sie do finału .
A teraz - zacznę spokojne przesłuchiwania. Bo niestety - Konkurs w tym roku - to przybieganie z pracy, łapanie sie na resztke sesji wieczornej, przy zacinającym sie internecie i szybkie próby odsłuchiwania - wcześniejszych koncertów. I może kogoś jeszcze odkryje :)
* oczywiście- wiadomo bylo, ze perfekcyjny i profesjonalny Richard-Hamelin nie spadnie poniżej trzeciego miejsca a chwilami błyszczący ale nie trzymający poziomu Jurinic raczej nie będzie w ścisłej czołówce. Ale poza tym - wszystko sie mogło zdarzyć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz