czwartek, 22 października 2015

Był Konkurs...

Nagromadziło się rzeczy ważnych i bardzo ważnych, klawiatura wzywa!

Bo oto mięliśmy (eh, czas to przeszły)  - Konkurs.
Wielkie Święto Muzyki.



Niemcy nie wspominali o Konkursie zbyt wiele, ot większe portale napisały o wynikach. Niemcy tez nie wysyłają pianistów na Konkurs - czego nie rozumiem, zwłaszcza że jedna z głównych nagród jest kontrakt z Deutsche Grammophon.

Ale znalazłam. Wspominka spod Bremy, bardzo lokalnego portalu, ale za to jaka :)

W Polsce, w której Chopin jest kochany, wielbiony i celebrowany gorączka fanów jego muzyki zaczyna sie znacznie wcześniej, juz rok przed konkursem wykupiono wszystkie bilety. 
To co w Niemczech znamy tylko z międzynarodowych meczy piłkarskich w Polsce funkcjonuje również w przypadku muzyki klasycznej - konkurs wyświetlany jest na wielkich ekranach na Starówce. I tylko jesienna - deszczowa pogoda nie współgra z fascynacja Chopinem w Polsce.


No i  jak tu nie spuchnąć z dumy...no to puchnę. Tylko żal, że się tam nie było :)
A latoś mięliśmy Konkurs zapierający dech, poziom chyba jeszcze wyższy, niż legendarny Konkurs z 2010.

Ale o ile w 2010 -  kolejność nagród była tematem zażartych sporów, emocji i  sięgano niemal rękoczynów, niczym na Święcie Wiosny Strawińskiego (a przynajmniej z checia by i sięgnięto, gdyby nie ochronna przestrzeń wirtualna, ale kto wie ile komputerów w zamian zakończyło żywot ;))
tworzyły się bojówki zażarcie zwalczających sie - bożanowcow, trifonowcow i wunderowcow - (jako mieszańcowi - bożano- trifonowemu, dostawało mi się ze wszystkich stron - za to ze nie kocham, lub za to, ze profanuje :))  siec iskrzyła, a co działo sie na miejscu - mogę sobie tylko wyobrazić ;)

i dopiero pierwsza nagroda pogodziła wszystkich
- wszyscy uznali ja za skandal  -

o tyle - poza tradycyjnym kręceniem nosem -AD 2015  nikt specjalnie nie kwestionował werdyktu jury. Gdyby był zupełnie inny - tez zapewne nikomu by ciśnienie specjalnie nie wzrosło (bo trochę jednak zawsze).

Oni wszyscy byli wspaniali a kolejność przyznanych nagród -  była wynikiem tajnego i burzliwego glosowanie, którego głównym punktem było zapewne wydobywanie kulek z numerkami z wielkiej czarnej wazy*. Tak to sobie wyobrażam, bo nie wiem, czym innym mogliby kierować sie jury-isci. O rozterkach sędziowania- mówi pięknie Piotr Paleczny

Tylko.... nie jestem pewna, czy wśród  tegorocznych finalistów  jest osobowość na miarę Danila Trifonowa....ale takie zjawiska jak Ivo Pogorelich czy Danil Trifonov -  zdarzają sie raz na lata...

Na miarę największych pianistów - Blechacza, czy nawet Zimermana - z pewnością. I to kilkoro z nich...  a tegoroczni finaliści mieli nawet po 16-17 lat .... wiec jeszcze bardzo zaskoczyć mogą.
Ale nawet poza finałem iskrzyło się od wspaniałych nut.

Oczywiście- muszę wspomnieć o mazurkach. Które jak wiadomo grac potrafią tylko Polacy, nooo najwyżej Słowianie (oraz bułgarski Bożanow). Innym trudno jakoś zrozumieć, ze Mazurek to nie całkiem to samo co walczyk... A jak temu zaradzić - można zobaczyć  tu  (klik-klik)** i byle tak dalej :) Obok oberka obowiazkowe powinny byc kursy mazura i kujawiaka.

I najpiękniejszy tegoroczny mazurek grany przez Łukasza Krupińskiego, który -  bardzo bardzo niestety -  nie dostał sie do finału .



A teraz - zacznę spokojne przesłuchiwania. Bo niestety - Konkurs w tym roku - to przybieganie z pracy, łapanie sie na resztke sesji wieczornej, przy zacinającym sie internecie  i szybkie próby odsłuchiwania - wcześniejszych koncertów.  I może kogoś jeszcze odkryje :)


* oczywiście- wiadomo bylo, ze perfekcyjny i profesjonalny Richard-Hamelin nie spadnie poniżej trzeciego miejsca a chwilami błyszczący ale nie trzymający poziomu Jurinic raczej nie będzie w ścisłej czołówce. Ale poza tym - wszystko sie mogło zdarzyć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz