Chocholi taniec. Oberek.
***
W mazurkowym szale- przesluchalam - raz jeszcze wszystkie mazurki Chopina.
W wersji NIFC* oraz w wersji- rubinsteinowskiej z połki wygrzebanej (do wyklikania na jutubie).
Chopin pod wspólną nazwą "mazurek" wykorzystał elementy trzech tańców ludowych tworzących tzw. grupę mazurową: mazura, kujawiaka i oberka.
Mazurki Chopina- to czasem nostalgiczne, czasem żartobliwe -
kujawiaki przeplecione zamaszystym mazurem. Oberka w nich - nie za wiele.
A ja wybrałam się na poszukiwanie oberka własnie.
op.6 nr 5
wesoły, zakrecony taniec przez dudy dudniące zapowiedziany.
Fortepian bawi się w wiejska zabawę :)
op.7 nr 3
dudy, dudy - i kreci się oberek; lekko nostalgiczny - łagodnie przechodzi w całkiem rozmarzonego już kujawiaka...
ale, smutek nie może trwać przecież zbyt długo.
- kujawiak zostaje przełamany zamaszystym mazurem.
kalejdoskop tańców. I nastrojów.
op. 7 nr 4
chyba najbardziej "ludowy" oberek. I najbardziej surrealistyczny.
a to przecież tylko (niemal) klisza tej muzyki ludowej.
op. 17 nr 3
Opleciony, nokturnowym kujawiakiem "ze snu"
Oberek pojawil się nagle, nieoczekiwanie-
na chwile zostają uchylone drzwi - do innego świata -
tego świata od "rzempolen" wiejskich skrzypek.
male zderzenie dwóch zupełnie odmiennych światów. Ale tak samo nierealnych.
no i oczywiście - stary znajomy op 33 nr 3 .
Troche inaczej. Tak:
Oberek pojawia się przede wszystkim - w mazurkach młodego Chopina.
Późniejsze mazurki - koncertującego w Paryżu Chopina - są co raz bardziej filozoficzne
i salonowe.
Kujawiak w parze z mazurem.
Ale - 30 letni przebywający na Majorce (z George; możemy spekulować, jaki był jej wpływ na taki a nie inny charakter tego mazurka :)) Chopin komponuje mazurek, oberkowo- dysonujący; z wpleciona wen hiszpańska nuta-
Op. 41 nr 2
Mazurki są pełne uroku i muzycznego bogactwa,
Ale - dla mnie maja w sobie coś niedokończonego.
Mazurki są salonowe.
Szaleństwo oberka u Chopina się pojawia, ale tylko z lekka zarysowane.
Szkic? Czy jeszcze czas nie ten, nie ta epoka?
Byc może trzeba ucha osłuchanego jazzem,
wizjonera - jak profesor Bieńkowski -
by usłyszeć, zrozumieć i docenić - owo "rzępolenie".
Albo - pomarzmy.
Chopin nie umiera, Chopin już dojrzały, uwolniony od paryskich salonów wrócił na polska wieś i zaczyna tworzyć "dziwaczna"** muzykę...
Z drugiej strony czy fortepian w ogóle jest instrumentem
- który może oddać owo oberkowe szaleństwo?
Skrzypce, dudy, basy - to są prawdziwie diabelskie instrumenty.
A fortepian? fortepian stoi w salonie...
Co ciekawe- mazurków Chopina - nie ma w swojej dyskografii jeden z najwspanialszych szaleńców fortepianu - Ivo Pogorelich. Szkoda.
* a jednak. Na instrumencie z epoki - ta muzyka brzmi lepiej, pełniej, cieplej.
Czy na konkursach chopinowskich zamiast steinwayów i yamah - czas zacząć stawiać pleyele? :)
**Jan Kleczynski „Nie grywać, bo dziwaczne” o Preludium nr 2

Dzięki za pomoc, świetny tekst, pisz dalej :)
OdpowiedzUsuń