niedziela, 27 kwietnia 2014

Leluja, czyli dziewczęta z mieczami

Gdy usłyszałam (a raczej przeczytałam) po raz pierwszy-  wstyd powiedzieć, nie wiedziałam co to słowo oznacza.  Trudno znaleźć też bliższe informacje w sieci. Dziwne to, bo dotyczy jednego z bardziej charakterystycznego motywu w polskiej sztuce ludowej. Jeżeli coś udało mi się znaleźć to są to wpisy na blogach.

Leluja. 
Jednobarwna, symetryczna, wycinana wzdłuż jednej, pionowej osi, doczekała się tysięcy wariantów i odmian. Podstawowe reguły są proste: na dole skromniejsza podstawa, a na górze rozbudowana, pełna ażurów korona przypominająca koronę drzewa. Najczęściej mamy do czynienia z zamkniętą, owalną, ale zdarzają się też otwarte, w formie kielicha. Całość „okraszona” dowolnym zestawem symetrycznych motywów zwierzęcych, roślinnych i ludzkich. Najwięcej lelui ma formę stylizowanych drzew albo kwiatów w doniczce, ale na początku ubiegłego wieku karierę zrobił „nowy model” - leluja przypominająca monstrancję.
Miejsce kogucików i wiewiórek zajęły na niej aniołki oraz krzyże. 

Leluja, drzewko życia. 
Skąd pochodzi to słowo? Brzmi jak  "Alleluja". 
I chociaż wycinano i ozdabiano lelujami dom z okazji świąt nie tylko na Wielkanoc (ale na Wielkanoc- pisanki), to kojarzy się mi z Wielkanocą. To pewnie przez to Alleluja. 
A może przez wiosnę - drzewko, kogutki, wiewiórki...
Słowo to ma  w sobie melodię, urok i radość życia.  

sobota, 19 kwietnia 2014

Skłoń gałązki, Drzewo Święte

Ulżyj członki rozpięte.
Odmień teraz onę srogość,
którą masz z przyrodzenia. 
Spuść lekućko i cichućko, 
Ciało Króla Niebieskiego...



Tekst tej pieśni jest tłumaczeniem (bardzo luźnym tłumaczeniem, raczej inspiracją) łacińskiego tekstu z VII w. Vexilla regisAutor oryginału, biskup Poitiers - Wenancjusz Fortunat , ułożył go dla uczczenia kawałka drzewa Krzyża Świętego, podarowanego w 569 r. księżniczce Radegundzie przez cesarza bizantyńskiego Justyna II. 
Oryginałowi   (wersja niemiecka wikiepdii, gdyz tutaj podano caly tekst) jednak daleko do uroku polskiej wersji... 



Ps. Triduum Paschalne   muzycznie

niedziela, 24 lutego 2013

o nartach turowych - lilkowy wpis poradnikowy.

Po porannych  celebracjach,
Łóżku wymoszczeniu,
życiodajnym, aromatycznym napojem (zaserwowanym przez lilkowego; a jakze do pieleszy) 
ostatniej szarej komórki wybudzeniu

stwierdzam ze - już czas.

Kontrola pogody - usprawiedliwiła moje lenistwo poranne- minus 16 stopni, brr,
warto było czekać do (prawie)południa :)

i chociaż  myk- myk wyprzedzają mnie autochtoni -
wytupałam całą górkę, w czasie zdecydowanie lepszym niz ostatnio.
ku dobremu idzie (choc wciąż daleko do choćby cienia przyzwoitosci :))

***

o nartach turowych slow kilka napisać obiecalam.

niedziela, 10 lutego 2013

odpowiednia pogoda (juhuuuu!)

Tutejsza aura jak kobieta zmienna. I jak kobieta nie zawodzi.
Zmieni sie wtedy- kiedy tego najmniej oczekujesz.
Tym razem jednak wykonała salto, w ta jak najbardziej wlasciwa stronę.

Jeszcze przedwczoraj, spogladajac na niebo, zastanawiałam się,
na ile sposobów moze się wyrazić czarno- szarosc na nieboskłonie.
za białego dnia.

a tak bylo dzisiaj.



 



sobota, 9 lutego 2013

odpowiednia pogoda na kwartet

Sa kraje, gdzie rozmowy toczą sie wokol pasjonujących tematow
np  wyższości mgły nad mżawką.
albo lata (czytaj: 15 stopni Celsjusza + mgła/mżawka)
nad zimą (czytaj: 5 stopni Celsjusza + mgła/mżawka)
(byłam , bylam pod holenderską granicą----
wspomnienia tych zimowo - letnich klimatów wciaz mnie prześladują:)).

Tutaj aura niczym kryminał, gwarantuje całą gamę nastrojów
oraz (a zwłaszcza) niespodziewanych zwrotów akcji.

Wspomniałam o 15 stopniowym ociepleniu? To było w zeszła środę.
W piątek trudy tygodnia nagrodzono widowiskiem, iluminacją,
widnokrąg (widno-półkrąg?) Alp podświetlonych
złocieniami, czerwieniami wartymi każdej fototapety.
(spektakl niestety skonczył się nim dojechałam do dom;
wiem juz teraz, nie znam dnia ani godziny, pstrykawke jakaś trzeba zawsze miec przy sobie;
moze czas wymienic moja komorke?;))

Za tą orgie widoków, przyszło jednak  zapłacić.

Schować się, zapaść się pod ziemie, byc małym zwierzątkiem,
mysz pod podłogą, jeż pod stertą liści,
a najlepiej nie być wcale. 
Złowieszczy - Föhn- czyli alpejski halny-
i przewalające się czarne zwały chmur i myśli.

Weekend i cały tydzień były tylko na niby.

Ciemnosc, pustka, szarosc  i wichura -  
z tym wszystkim doskonale współbrzmiały kwartety smyczkowe:











niedziela, 27 stycznia 2013

zimowy weekend

 Kto tego nie zna? 6:30- chwila paniki i wielka ulga, rozpływająca się rozkosznie po ciele i nie calkiem przebudzonym umyśle swiadomosc, ze to przeciez sobota. Można jeszcze wtopić się w miękkości, dośnić w spokoju niedośnite:). Delektować się kawą (z mozartowym serduszkiem) serwowaną przez lilkowego do łóżka (lilkowy zawsze wstaje o piątej nooo, szóstej; dziwak:)). Słodkie, sobotnie lenistwo. Słonce wpada przez drzwi tarasu (salonik na okazje weekendu grzejemy; w tygodniu gdy ja wracam o 18.00 a lilkowy ostatnio nawet o 21:30 - znów jakiś bardzo pilny projekt- króluje oszczędność), wyciągam się na sofie.
Przycisk i krótkie brrrum produkujące rozkoszny  napój. Nic nie robić; wchłaniać kolejna kawę.
Przerzucać bezmyślnie kanały telewizji (telewizja? niemal zapomniałam co to jest)

hej, hej- zbyt ładnie jest - kołacze resztka  będącej  w zaniku siły woli,
Lilkowy pasuje, zgłasza swoja gotowość na niedzielę, co działa niezbyt  motywująco.
ale jednak - zwlekłam się.

Nie tylko silna wola, ale i moja kondycja jest w zaniku. Szóstka  wycofać się nie zechciała  (bezczelna),
dźwigam wiec 8 kilogramowy naddatek ciałka kochanego. .
ale turlam się  powolutku. jakoś idzie :)
i jest bajkowo





środa, 23 stycznia 2013

za oknem zimno, w domu zimno.
nasze skromne życie przeniosło się w wyższe sfery.
czyli - w pogoni za ciepłem - na piętro :)  z widokiem.
krótko mówiąc-  zimaaaa w pełnej krasie. 


Kilka fotek z niedzielnych nart.



***

czy w międzyczasie coś się działo?  podobno mijały jakieś dni, tygodnie, miesiące..
(tak, zdarzyło się trochę drobiazgów, o których tu nie wspomniałam, ale jakie to ma znaczenie?)
Chwilami czuje się, jakbym żyła w ciaglej teraźniejszsci. Poza czasem.

Tak jakby życie toczyło się  tylko tu, w zimowych górach*,
Ma to wszystko w sobie coś nierealnego i nie jest mi z tym odczuciem źle...:)
Gdzieś tam dzieje się coś - a ja wracam tutaj.
Jakby nie istniał czas.


* malo jest tak magicznych miejsc, jak góry zima.
letnie góry sa tylko ich namiastka.



piątek, 18 stycznia 2013

Babska Wigilia


"Dni, między Nowym Rokiem a Trzema Królami dlatego były nazwane"szczodrymi", że bogatsi obdarowywali biedniejszych."

Ale, na Ukrainie to dzisiaj obchodzi sie Szczodryj Wieczier,
czyli  Babską Wigilię (koniecznie kliknac)*.
Przygotowuje się postną wieczerzę, skromniejszą niż wigilijna, po której powinno nastąpić śpiewanie szczedriwek, pieśni mających zapewnić urodzaj i dostatek w rozpoczynającym się roku.

Tak czy tak, każdy pretekst do świętowania jest dobry,
a zwłaszcza do posłuchania szczedriwek (zakochałam się w tym słowie).
A  w szczedrywkach (to przeciez oczywiste) 

zwłaszcza gdy za oknem śnieżno- mroźno :) 




poniedziałek, 14 stycznia 2013

Hej Koleda!


Klikając - świąteczno -noworocznie  w blogi trafilam na uroczy opis  zwyczajow z tym czasem czarownym zwiazanych. I az mi serce z radosci zakoziołkowało.
Owies, owies na Nowy Rok!

toż- to, jakeśmy na Nowy Rok "po kolędzie" po znajomych - po odspiewaniu "Nowy Rok bieży"
nastepowało obowiązkowe:

Nowy rocek nastał, będęć owsem szastał,
od kątka, do kątka, po małych dzieciątkach
w każdym kątku po dzieciątku, a na piecu proch
zeby Wam się rodziła pszenicka i groch
w komorze, w oborze, na każdym kroku
daj Boże! 

anim się zastanawiała dlaczego.
Tak się mówiło i już, nawet jeśli nie zawsze owies do sypania pod ręką.

Ten Czas, czas zaczarowany trwa  do Matki Boskiej Gromnicznej (i ani dnia krócej!) .
Czas kolęd, odwiedzin "po kolędzie".

Co rok - zadziwia mnie, urok polskich kolęd, zaskakuje różnorodność.

Nie wiem, czy jest jakis kraj, który moze z nami w tym względzie konkurować.
Ukraina moze?



No ale skoro Swieta - to nie mozna nie wspomnieć "Oratorium na Boze Narodzenie".
Bach jest wielki, największy a i  "Weihnachtsoratorium" sluchac nalezy - z okazji lub bez.
Ale tylko wyjątkowo z okazji  Bożego Narodzenia:)
Akceptujemy "Gotuj się Syjonie" jako piesn adwentowa,  oczekiwanie - moze byc wzniosłe - a i tęskne przy okazji (bo piękna i poetycka jest ta oratoryjna kantata),
ale dzwony to se moga dzwonic - na Wielkanoc.
"W Dzień Bożego Narodzenia" maja ptaszki w gore podlatywać, Aniołowie (lub Zosia:)) spiewac hejże-hejże- hoc-hoc, pasterze grac na multaneczkach




Panna Najświętsza Synaczka swego najmilszego uprzejmie śpiewając lulac.





W domu mym rodzinnym - kolęduje sie, może nie ze zbyt wielkim talentem,
ale tym większym zacięciem. :)

Wiele kolęd, a raczej pastorałek,  śpiewanych  -  jest malo znanych, a ze tak jest w rzeczywistosci, przekonuje się, z trudem odnajdując je na jutubkach,  w wersjach li tylko amatorskich a do tego często - nie na wlasciwa melodie, A bywa  ze  nie odnajduje ich nawet w wikibooku spisie!

O tych mniej znanych a śpiewanych u nas postaram się - juz wkrótce.
Póki Swiateczny Czas!

Ps.
Zeszłej niedzieli, w we mgle zacinającej zmrożonym deszczo- lodem, przy wietrze, przy którym wylaczyli wyciągi narciarskie, wytarbanilismy się na gorke (po to by z niej zjechać :))).
Niezbyt godna chwaly to górka, ale na pierwszy raz i na te niepiękne okoliczności przyrody- zaliczamy:)
Dzis z kolei- odkurzyłam deskę. W dole mgla, a -nad chmurami- gór marzenie.
Zaluje ze aparatu nie miałam, bo ładowarka w Polsce się zapomniała.