Przycisk i krótkie brrrum produkujące rozkoszny napój. Nic nie robić; wchłaniać kolejna kawę.
Przerzucać bezmyślnie kanały telewizji (telewizja? niemal zapomniałam co to jest)
hej, hej- zbyt ładnie jest - kołacze resztka będącej w zaniku siły woli,
Lilkowy pasuje, zgłasza swoja gotowość na niedzielę, co działa niezbyt motywująco.
ale jednak - zwlekłam się.
Nie tylko silna wola, ale i moja kondycja jest w zaniku. Szóstka wycofać się nie zechciała (bezczelna),
dźwigam wiec 8 kilogramowy naddatek ciałka kochanego. .
ale turlam się powolutku. jakoś idzie :)
i jest bajkowo
Potuptałam sobie na nartach, pod górkę, w pobliżu wyciągu, żeby nie martwić się o lawiny.
W pewnym momencie musiałam przekroczyć zlodowaciały i dość stromy w tym miejscu stok;
narty na fokach a i kanty nieostrzone; - uda się czy się nie uda - tak brzmiała myśl (jeśli załozyć, że myśl może brzmieć) w kilka chwil po; ściślej: czy uda się zatrzymać niekontrolowany zjazd, bynajmniej nie na nartach- i czy uda sie ta sztuka przed końcem stoku... :) efekt- tuptamy (prawie) od początku :)
Dziś już bez motywacyjnych problemów pognało mnie tam (likowy zglosil przeziębienie; cwaniak:)); wyszłam na gorke, a potem pozjeżdżałam sobie trochę wyciągowo.
Kondycja - nooo, trooooche lepiej. Chociaż zjazd na miękkich turowych deskach po oblodzonym stoku - tez jest wyzwaniem (eee, do niedawna uwazalam, ze jazda na nartach - z wyjątkiem glebokiego puchu wogole nie jest wyzwaniem.... no dobra, na lodzie, zawsze, nawet w lepszych okolicznościach kondycyjnych na tych nartach to trochę akrobacja jednak).
A po- niewyobrażalnie cudowna lekkość stop, które pozbyły się narciarskich butów,
podgrzanie mej zmarzlej niewymownej (uuuu, co za przyjemnosc) w drodze powrotnej.
| moje smoczki:) |
Niech zyje zima!
a na srode zgłosili 15 stopni! w plusie!
No jak to tak... halo, halo, ja dopiero zaczelam sezon,
cos im się tam zupełnie pomyliło...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz