Klikając - świąteczno -noworocznie w blogi trafilam na uroczy opis zwyczajow z tym czasem czarownym zwiazanych. I az mi serce z radosci zakoziołkowało.
Owies, owies na Nowy Rok!
toż- to, jakeśmy na Nowy Rok "po kolędzie" po znajomych - po odspiewaniu "Nowy Rok bieży"
nastepowało obowiązkowe:
Nowy rocek nastał, będęć owsem szastał,
od kątka, do kątka, po małych dzieciątkach
w każdym kątku po dzieciątku, a na piecu proch
zeby Wam się rodziła pszenicka i groch
w komorze, w oborze, na każdym kroku
daj Boże!
anim się zastanawiała dlaczego.
Tak się mówiło i już, nawet jeśli nie zawsze owies do sypania pod ręką.
Ten Czas, czas zaczarowany trwa do Matki Boskiej Gromnicznej (i ani dnia krócej!) .
Czas kolęd, odwiedzin "po kolędzie".
Co rok - zadziwia mnie, urok polskich kolęd, zaskakuje różnorodność.
Nie wiem, czy jest jakis kraj, który moze z nami w tym względzie konkurować.
Ukraina moze?
No ale skoro Swieta - to nie mozna nie wspomnieć "Oratorium na Boze Narodzenie".
Bach jest wielki, największy a i "Weihnachtsoratorium" sluchac nalezy - z okazji lub bez.
Ale tylko wyjątkowo z okazji Bożego Narodzenia:)
Akceptujemy "Gotuj się Syjonie" jako piesn adwentowa, oczekiwanie - moze byc wzniosłe - a i tęskne przy okazji (bo piękna i poetycka jest ta oratoryjna kantata),
ale dzwony to se moga dzwonic - na Wielkanoc.
"W Dzień Bożego Narodzenia" maja ptaszki w gore podlatywać, Aniołowie (lub Zosia:)) spiewac hejże-hejże- hoc-hoc, pasterze grac na multaneczkach
a Panna Najświętsza Synaczka swego najmilszego uprzejmie śpiewając lulac.
W domu mym rodzinnym - kolęduje sie, może nie ze zbyt wielkim talentem,
ale tym większym zacięciem. :)
Wiele kolęd, a raczej pastorałek, śpiewanych - jest malo znanych, a ze tak jest w rzeczywistosci, przekonuje się, z trudem odnajdując je na jutubkach, w wersjach li tylko amatorskich a do tego często - nie na wlasciwa melodie, A bywa ze nie odnajduje ich nawet w wikibooku spisie!
O tych mniej znanych a śpiewanych u nas postaram się - juz wkrótce.
Póki Swiateczny Czas!
Ps.
Zeszłej niedzieli, w we mgle zacinającej zmrożonym deszczo- lodem, przy wietrze, przy którym wylaczyli wyciągi narciarskie, wytarbanilismy się na gorke (po to by z niej zjechać :))).
Niezbyt godna chwaly to górka, ale na pierwszy raz i na te niepiękne okoliczności przyrody- zaliczamy:)
Dzis z kolei- odkurzyłam deskę. W dole mgla, a -nad chmurami- gór marzenie.
Zaluje ze aparatu nie miałam, bo ładowarka w Polsce się zapomniała.
