poniedziałek, 3 grudnia 2012

Trebunie

Niebiosa mnie wysluchaly, co zepsuly naprawily i dzis niebo uczyninono z prawdziwego niebieskiego blekitu, przetkano go uroklilwie bialymi klebkami a dla rownowagi wszechpanujaca szarosc urocza biela przyproszono. Grozne szkielety wylaniajace sie z mglistej zupy nabraly wdzieku koniakowskich koronek. Tak bylo rano, gdyz wieczorem a raczej troche pozniejszym popoludniem - ciemnosc do ogladania ofiarowano (dziwne...:)), ale i tak przejrzystosc tej ciemnosci optymizmem napawala.

Wczoraj wyruszylismy na beznadziejne poszukiwanie jakies snieznej laczki (moze napadalo tyle choc, by sie przejsc choc kawalek, kawleczek) w zasiegu czasowego cyrkla. Bezskutecznie.
Pospacerowalismy tylko troche podziwiajac mlecznosc.


***

Zmarl Nestor Trebuni- Tutkow.

Trebunie pamietam (a wspominam z nostalgia, jako cos, co mnie zauroczylo bardzo),  z koncertu na krakowskim Kazimierzu, jazzujacych na goralska nute, z czasow jeszcze przedtwinklowych.
Nie potrafie odnalezc  tamtych Tutkow.
Reagge - Tutki  - nie porywaja mnie. Wole tutkowe Tutki .


 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz