Na salwowanie sie lodowcem - codzienna, skrzeczaca rzeczywistosc nie pozwala (zeby juz spadl snieg, to mozna by na jakas poblizsza gorka, a tu tylko ta mgla i mgla).
Wiec salwuje sie goracym Neapolitanczykiem :)
Marco Besley spiewa dawna muzyke Wloch i Hiszpani, z charakterystyczna maniera, czym - jak to w takich przypadkach bywa - polaryzuje melomanow.
Jako ze z reguly strone tych nie do konca rozsadnych trzymam (o czym jeszcze obszerniej nadzieje mam)- Marc-iem sie zachwycam.
Czego i milym zagladaczom zycze :)
Dziękuję :)
OdpowiedzUsuńbardzo sie ciesze, ze Marco Neapolitanski zachwyca;)
Usuńuwielbiam go
OdpowiedzUsuńla bella neve i różne tarantelle
nie mogę teraz słuchać, bo nie mam jutiuba wciąż, a płyt też nie mam, tzn .jedną mam ale mi tutejsza wieża jej nie czyta
:((
zaprosiłam Cię do blogowej zabawy :) http://asjenka.blox.pl/2012/12/zabawa-czesc-druga-i-ostatnia.html
myślę, że mamy więcej podobnych gustów muzycznych, chyba od pierwszego razu jak do Ciebie zajrzałam i trafiłam na mazurki - no jakbym na siebie trafiła :)
pozdrawiam :)