wtorek, 25 września 2012

letnie wspomnienia

Rozkurzawił się, rozszalał,
piaskiem o bruk chlasnął, trzasnął,
w szyby domów bębnął, chlasnął
i pyłem ulice zalał.
 
Rozkręcił się, rozpiekielnił,
jak bies czarny poszedł w tany,
jak szalony, jak pijany,
walił w ściany, pluł na ściany,
 
gwizdnął, pisnął, stuknął, wrzasnął,
rozhulał się, rozweselił...
Potem w norę wpadł zziajany
i przycupnął gdzieś, i zasnął...

Wiatr w zaułku
K.I.G.


Chociaż brzmi jesienno, tak na prawdę tak wygląda tutaj LATO
potrafi zjawic sie z nikad. z blekitnego nieba, z anielskiego spokoju. 
u nas (tzn w polskim u nas:)) zwany halnym, tu fenem (Föhn). 
Przynosi "sikawice" (a nierzadko grad), czasem tęcze, a z reguly - bóle głowy (jam co prawda nie migrenowiec- którym biada- , ale moja metopatyczna natura i tak odczuwa zawczas i dosadnie)



 (ale alpy - troche jednak wieksze, a kraina przedalpejska - patrz fotka poprzednia notka -
to rownina z ktorej nagle wyrastaja skaliste szczyty; gory faldowaly sie od tej drugiej strony 
a tu - jest plasko - jak po slowackiej stronie tatr)

nie zapomnę gdy pierwszy raz (pierwszego razu sie przeciez nie zapomina :)) 
z zupełnym niezrozumieniem spoglądałam, na rzucająca sie w panice do okiennic sąsiadkę 
(okiennic, grubych drewnianych okiennic, ktore tutaj sa w oknach niekoniecznie dla ozdoby; 
w wersji modern- nie tak uroczej - zaluzje; okiennice, zaluzje, od zachodniej strony jesli ktos tam okna ma - jest to mus). Nieskażony błękit, słoneczne słońce, tylko z południa i zachodu- niebo przybrało czarno - zwalista postać.  
niezrozumienie nie trwalo nawet minuty,
to co nastapilo po chwili - to bylo...no wlasnie, to bylo TO.
 
***
a w lilkowie....
na terror miedzynarodowki ogrodnikow 
lilkowy znalazl ostrą odpowiedz :)


(by  ocenic skale podziwu lilkowemu należną należycie, należy wykonac nastepujace zadanie:
(2,5 x 60 x2 + 60 x1)m2= 860 m2 (!)

jak wy to robicie, ze zywoplot rośnie wam do góry, a na boki nie rośnie?
- zapytala sasiadka
ha, jak?
lilkowy, jak Ty to robisz? :)


ogrodkowo - do jesieni jeszczem nie przygotowani. 
przeraza ilosc donic, ktore jakos trzeba przezimowac, 
bo przeciez lilka, a tym bardziej lilkowy- kwiatka nie wyrzuci
(najwyzej zapomni, nie podleje, ususzy). 
o, jak bardzo, bardzo niezbedny jest ogrod zimowy!
***

a radio bawarskie - przypomnialo mi wczoraj, ze w warszawie juz jest  jesien.
siedze wiec sobie jesienno - wieczornie, z herbatka, troche pracuje i podsluchuje.

6 komentarzy:

  1. Bo zywoplot to ciezka praca...aby go utrzymac w nalezytej wysokosci, szerokosci i innych liniach, nieprawdaz? I nie kazdy potrafi!!! A Jesien w Polsce, przynajmniej w Ladku, gdzie sie lenie jest CUDNA!!!!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepis na utrzymanie zywoplotu jest prosty.
      bierzemy lilkowego... :)
      jesien w Polsce cudna. moze uda mi sie wyskoczyc koncem pazdziernika i moze sie jeszcze zalapie :) a tu wciaz bardziej zielono niz zloto.
      pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. nie kazda ma takiego Lilkowego supermana...niejedna panna, mezatka, zazdrosci.... ja nie zazdroszcze, bo nie mam zywoplotu /smiech/
    Serdecznosci
    judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lilkowy mnie rozpuszcza, az wstyd... poza zywoplotem robi pranie, zakupy i przynosi mi co dzien kawusie do lozka z mozartowym serduszkiem. :)

      Usuń
  3. Lilka ratuj! Mam kasztany! Co dalej????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja pieklam w piekarniku. nie ostrzeglam Cie jednak (a zrobilam to celowo:)) ze male dzikie kasztanki nieco naduzywaja cierpliwosci w nacinaniu (przed pieczeniem, zeby nie wybuchly) i obieraniu. doczytalam sie, ze gotowac tez mozna i ze male lepiej sie do tego nadaja.
      probuj. mnie w kasztanowych okolicach juz dawno niet, to im niedoswiadczona.

      Usuń