niedziela, 23 września 2012

no i skonczylo sie.


pogodne dni- dobro latoś dawkowane szczodrze,
traktowane lekce i bez pietyzmu,
niespodziewanie staly sie cenne.

po pracy zdazylam jeszcze wyskoczyc na rower
(juz za chwileczke juz za momencik nadejda zle wieczory,
deszczowe a co gorsza - ciemne... buuuu tzn. beeee)

no wlasnie. gadalam z owca (owca: beee, ja: beeee),
gdy z za rogu nadbiegl (nadjoggingowal) mezczyzna
(cholera, znajomy z pracy)  zwialam czerwona:))



lato pożegnało się pogodnie, głaszcząc wciąż bardzo zielona, wiosennie zielona 
trawę miękkim światłem zachodzącego słońca.


 widzicie ta mgielke w poprzek gor? 
o tej porze roku mgly witaja rano i zegnaja wieczor.
jakos tak tu jest

to tu powinien stać nasz domek,



  
i rdzawo oswietlajac juz osniezone (jupiii!!!) gory



***
i jeszcze  wspomnienie - z lilkowejdrogi
 (niech zyje slowackie radio devin!).

 lilka tam, lilka tu - a tu nagle- koniec lata. 
czyz moze byc bardziej na ta okazje sposobne wspomnienie 
niz plomienna gitara godnego nastepcy wielkiego Paco?


kto ma ochote posluchac usmiechajac sie przy tym
- usmiechem niedopowstrzymania -
do komentujacego:))-  niech sciaga (polecam, bo warto posluchac):


bo jakaz  muzyka jest bardziej letnia*
 bardziej niezbeda w jesienne, zle wieczory,
niz gorace, plomienne  flamenco?





* letnia od lata, nie od zimno-cieply! bardziej letniana, latowa, sloneczna!


Ps. a Nigel juz dotarl. Ha!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz